Z żądaniem blokady mogłaby występować do specjalnego sądu policja, wywiad skarbowy lub służby celne. A jeśli sąd uzna, że stronę zablokować trzeba, operatorzy mają sześć godzin, by zamknąć do niej dostęp swoim klientom.
Blokowane mają być strony hazardowe (o ile nie uzyskują licencji na działanie w Polsce), strony z pornografią dziecięcą oraz witryny wykorzystywane do oszustw, np. wyłudzania danych do kont bankowych. Zanim projekt trafi do Sejmu, musi się nań zgodzić (notyfikować) Komisja Europejska.
Lista, formalnie nazwana Rejestrem Stron i Usług Niedozwolonych, to jeden z najmocniej komentowanych w sieci tematów.
Argumenty internautów? Rząd chce wprowadzić reżim znany z Chin czy Iranu - mówią. I choć nie tyle chodzi im o to, by nie blokować stron z pedofilią czy witryn oszustów, to obawiają się gorszego. Bo jeśli rejestr przejdzie w parlamencie, to rząd (ten lub następne) nie oprze się pokusie, by dodawać doń kolejne - poza pedofilią i hazardem - strony, jeszcze silniej cenzurując internet. I dojdzie - do ukutego w amerykańskiej prasie - zjawiska
"mission creep".
To niejedyne zarzuty - eksperci wytykają, że ustawa przygotowywana na kolanie to gniot. Choćby dlatego, że myli pojęcia (zobacz blog Olgierda Rudaka), że pominięto w zasadzie konsultacje społeczne. Najpierw pominięto zupełnie koszty wprowadzenie rejestru, potem oszacowano je na 5 mln zł. Niektórzy mają wątpliwości, czy ustawa nie łamie swobód zagwarantowanych w konstytucji. A prace, w tak ważnej i niepokojącej społeczeństwo sprawie, trwały w rekordowym tempie od listopada ub. r. I w chaosie - z projektu to wypadały pewne zapisy (np. blokowanie stron z faszystowskimi treściami), jak i pojawiały się nowe (rozszerzone uprawnienia policji).
Dlaczego rząd w ogóle chce wprowadzać rejestr? Jedno tłumaczenie: bo "trzeba skuteczniej walczyć z przestępstwami". Inne: z troski o nieletnich.
Jednak w tej pospiesznej dyskusji, rząd zupełnie nie podjął jednego wątku - zamiast ganiać przestępców, chce decydować za internautów, które strony mogą oglądać. Sęk w tym, że niektórzy operatorzy (także w Polsce) już mają w ofercie usługę, która umożliwienia klientowi wykupienie filtru na strony "nieodpowiednie dla dzieci". I pedofilskie, i pornograficzne. Może to jest droga - stworzyć dla operatorów zachęty lub wręcz przymusić, by ograniczać dostęp do niektórych stron? Ale dopiero na życzenie klienta.