http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak emir uwierzył, że nie jest krową

Sebastian Duda
2010-03-18, ostatnia aktualizacja 2010-03-18 13:36

Życie Awicenny brzmi niczym baśn z Tysiąca i Jednej Nocy, w której filozofia, odkrycia medyczne, perska poezja i Allah, sąsiadują z ucieczkami przed gniewem władcy, rozpustą, chciwością i poszukiwaniem cudownego lekarstwa dającego nieśmiertelność

ZOBACZ TAKŻE
W "Kanonie medycyny" Awicenny - aż do czasów nowożytnych jednym z najsłynniejszych lekarskich podręczników świata - można znaleźć ciekawą opowieść. Otóż emir Isfahanu - sławnego w Persji grodu - zapadł kiedyś ciężko na zdrowiu. Jego choroba wydawała się postronnym bardzo dziwna. Emir doszedł bowiem do przekonania, że zamieniono go w krowę. Nieustannie wydobywał z siebie ryki, poruszał żuchwą w charakterystyczny krowi sposób i domagał się, by go natychmiast odprowadzono do rzeźni. Przestał również jeść i marniał w oczach. Na nic zdały się wysiłki licznych lekarzy. Wezwano w końcu Awicennę, który w całym muzułmańskim świecie cieszył się wtedy sławą wielkiego uzdrowiciela. Ten, usłyszawszy o nieszczęsnej chorobie emira, pomyślał chwilę i poprosił, by uprzedzić władcę Isfahanu, iż niedługo zjawi się u niego rzeźnik. Sam zaś przybył niebawem do pałacu. Polecił głośno wyprowadzić nieszczęśnika na zewnątrz. Gdy emir to usłyszał, zaryczał żałośnie. Był to dźwięk podobny do tego, jaki wydają z siebie przeczuwające swój rychły koniec krowy. Awicenna przybliżył się do chorego i zaczął obmacywać mu boki jak rzeźnik badający woły przeznaczone na ubój. Po czym rzekł do zgromadzonych dworzan: "Ta krowa jest zbyt chuda. Nie będę jej zarzynać. Natychmiastowy ubój byłby marnotrawstwem. Trzeba ją najpierw obficie paść przez kilka tygodni". Chory emir usłuchał tej rady. Zaczął na powrót przyjmować pokarmy. Otoczony troskliwą opieką szybko powrócił do zdrowia.

Podobnych historii o Awicennie w średniowieczu nie tylko w świecie islamu, ale i w chrześcijańskiej Europie krążyło mnóstwo. Uważano go powszechnie za wspaniałego medyka i wielkiego myśliciela. Muzułmanie nazywali go nawet Al-Sheikh Al-Rais - liderem (szejkiem) mędrców.

Ibn Sina - genialne dziecko i "Metafizyka" na bazarze

Naprawdę nie nazywał się Awicenna. Wołano na niego Ibn Sina, choć jego pełne, oryginalne perskie nazwisko było znacznie dłuższe: Abu Ali Al-Husajn Ibn Abdallaj Ibn Al-Hasan Ibn Ali Ibn Sina. Łacinnicy mieli trudności z wymówieniem wszystkich tych członów. Jeszcze większy kłopot sprawiało im ich zapamiętanie. Dużo łatwiej było posługiwać się imieniem ukutym w wymowie żydowsko-iberyjskiej: Awen Sena, które w łacinie szybko przekształciło się w Awicennę. W świecie islamu do dziś Awicenna znany jest jednak powszechnie jako Ibn Sina.

Sława tego człowieka w średniowiecznej Europie wydawać się może zaskakująca. Urodził się bowiem w roku 980 w małej wiosce niedaleko Buchary. Miasto to leżące w dolinie rzeki Zarafszan -wschodnim dopływie Amu-darii - znajduje się dziś w granicach Uzbekistanu. To nie Uzbecy jednak, ale Tadżycy od wieków uważają Awicennę za jednego z najlepszych przedstawicieli swojego narodu. W średniowieczu krainę tę nazywano Chorezmem, ale znakomitej większości żyjących wtedy Europejczyków nazwa ta z pewnością niewiele mówiła. W X wieku władali tam Samanidzi - dynastia wywodząca się z Persji. Buchara była ich stolicą do chwili, gdy w latach 90. X wieku miasto zajęli tureccy najeźdźcy, dając ostatecznie kres władztwu irańskich emirów. Te burzliwe wypadki przypadły na dzieciństwo i młodość Ibn Sina. Jego ojciec Abdullah był jednym z rządców prowincji w samanidzkim państwie. Bardzo dbał o wykształcenie swojego syna. Opłacał mu prywatnych nauczycieli. Ponadto w domu Abdullaha pojawiali się uczeni, którzy żywo ze sobą dyskutowali o prawie koranicznym, medycynie i filozofii.

Awicenna chłonął wiedzę jak gąbka. Uważano go za genialne dziecko. Od najmłodszych lat cechowała go niezwykła pracowitość i pedantyczność. Już jako nastolatek oddawał się systematycznym studiom nad najróżniejszymi dziedzinami wiedzy. Sam tak opisywał siebie w dyktowanej w późniejszym okresie życia jednemu z uczniów autobiografii: "Nie sypiałem przez całe noce, nie spoczywałem całe dnie i nie zajmowałem się niczym oprócz pracy umysłowej. Jeśli morzył mnie sen lub dawało się we znaki zmęczenie, wypijałem szklankę czystego wina, aby przywróciło głowie świeżość i ciału siły, potem zaś brałem się do czytania i pisania. Jeśli zaś później zasypiałem na chwilę, to we śnie stykałem się z tymi samymi problemami naukowymi - i często zdarzało się, że we śnie opadała zasłona skrywająca przede mną trudne problemy i udawało mi się je rozwiązać. Tak pracowałem, dopóki nie opanowałem podstaw nauki i nie odsłoniły się przede mną jej tajemnice".

Będąc jeszcze nastolatkiem, Awicenna zainteresował się medycyną. Studiowanie jej nie było dla niego, jak sam przyznawał, niczym trudnym. „Mój kunszt w tej dziedzinie osiągnął wkrótce tak wysoki poziom - pisał po latach, nie wykazując się zbyt wielką skromnością, Ibn Sina - że wielu z najznakomitszych lekarzy zwracało się do mnie po radę. Zająłem się także praktyką lekarską i rozwarły się przede mną bramy uzdrawiania i doświadczenia. Miałem wtedy lat szesnaście”. Dużo więcej trudności niż medycyna sprawiała mu filozofia. Jeden z największych filozoficznych umysłów w historii islamu w taki sposób opisywał swoje pierwsze spotkanie z twórczością Arystotelesa: „Przeczytałem książkę »Metafizyka «, lecz niczego nie zrozumiałem i myśli jej autora pozostały dla mnie tajemnicą. Chociaż wciąż powracałem do tej książki i czytałem ją dopóty, dopóki nie nauczyłem się jej na pamięć, nadal niczego nie rozumiałem. Straciłem nadzieję zrozumienia jej i mówiłem sobie: ta książka jest niezrozumiała. I oto pewnego razu, przechadzając się po bazarze, usłyszałem, jak sprzedawca głośno zachwalał książkę. Zaproponował mi jej kupno, ja zaś, rozdrażniony, odmówiłem mu, myśląc: tej nauki nie można pojąć, a więc nie przyniesie korzyści. Sprzedawca nalegał: »Kup tę książkę, oddam ją tanio, gdyż jej właściciel jest w potrzebie «. Kupiłem ją za trzy dirhemy, widząc, że jest to książka Abu Nasra Farabiego „O celach metafizyki” i jego komentarz do filozofii Arystotelesa. Podążyłem do domu i zacząłem ją czytać. Wrota podstawowych myśli tej książki rozwarły się przede mną i wszystkie trudności się rozwiały. Uradowałem się tym i następnego dnia jako dziękczynienie rozdałem obfitą jałmużnę pomiędzy biednych”.

Co ciekawe, relacja Awicenny świadczy o tym, że "Metafizyka" Arystotelesa oraz komentarze do niej były pod koniec X wieku w świecie islamu (i to na bazarach!) powszechnie dostępne. Wiele dzieł antycznej kultury europejskiej zostało przetłumaczonych na arabski. Muzułmanie filozoficzne dzieła Greków wykorzystywali przy rozstrzyganiu własnych religijnych sporów. W tamtym czasie znajomość tych dzieł w łacińskiej Europie była już znikoma.

Czterdzieści dni wygnania

Awicenna nie chciał jednak poświęcić się wyłącznie filozofii. Interesowała go cała dostępna wówczas wiedza na temat świata. Potrafił się jednocześnie zajmować kosmologią, ziołolecznictwem i klasyfikacją kopalin. Do swych badań potrzebował jednak względnego choćby spokoju i hojnych mecenasów. Z jednym i drugim miewał przez dużą część życia problemy.

Gdy miał lat dwadzieścia dwa, zmarł mu ojciec. Musiał szukać dla siebie źródeł dochodu. W Bucharze było z tym krucho. Po upadku Samanidów władztwo nad nią objął wielki zdobywca Mahmud Ghaznin - protoplasta dynastii Ghaznawidów, która przez prawie cały wiek XI panować miała na rozległych obszarach dzisiejszego Afganistanu i północnych Indii. Awicenna nie chciał jednak służyć obcemu (bo nie perskiego, ale tureckiego pochodzenia) władcy i odrzucił zaproszenie Mahmuda na dwór. Ów rozgniewał się bardzo i do końca życia uczonemu tego afrontu nie zapomniał. Przez wiele lat musiał Awicenna, przemieszczając się z miejsca na miejsce, uchodzić przed jego gniewem. Osiadł w końcu w perskim mieście Hamadan (dziś Iran), gdzie udało mu się wyleczyć z jakieś rzadkiej przypadłości emira, za co obdarzony został tytułem wezyra. Takie względy, jakimi cieszył się na dworze cudzoziemiec Awicenna, nie spodobały się jednak lokalnym wielmożom. Uknuli intrygę. Rozpuścili w wojsku pogłoski, że niestroniący od uciech wezyr nie chce wypłacać żołdu. Rozjuszeni żołnierze splądrowali dom Awicenny, a emir pod wpływem wojskowych dowódców pozbawił mędrca urzędu. Ibn Sina musiał się ukrywać. Mimo to wcale nie zabiegał o odzyskanie względów swego dawnego protektora. Pisał przecież w jednym ze swych wierszy (bo był również poetą, prawie połowę swoich dzieł spisał w mowie wiązanej):

"Szlachetna dusza

nie skala się sześcioma poniżającymi cechami:

zazdrością, podłością i kłamstwem,

satysfakcją z cudzej biedy, słabości i bólu.

Jeśliś bogaty, wyciągnij rękę do przyjaciół,

wesprzyj ich pieniędzmi i jadłem.

Jeśli zaś sam cierpisz biedę,

skrywaj swą tajemnicę, choćby ci twarz z bólu zżółkła".

Spędził na wygnaniu dni czterdzieści, aż do chwili gdy emira zaskoczył nowy atak choroby. Przybył z powrotem na dwór w Hamadanie i jeszcze raz uzdrowił władcę. Natychmiast powrócił do łask. Nie musiał borykać się z materialnymi troskami. Zyskał też świetne warunki do swej pracy badawczej. Mógł do woli korzystać z bibliotek emira. W całej Azji Środkowej o jego niesamowitych zdolnościach i mądrości krążyły legendy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':