Seneka umarł tak, jak wymagały zasady, które sam wyznawał. Wieść o wyroku zastała go w otoczeniu przyjaciół. Kiedy rozpaczali, zganił ich - pytając, gdzie podziały się filozoficzne zasady, które miały ich na śmierć przygotować. "Kto nie znał okrucieństwa Nerona?" - mówił. "Po zamordowaniu matki i brata nie pozostało mu nic poza zniszczeniem strażnika i przewodnika".
Śmierć filozofa była imponującym spektaklem, który starożytni historycy opisali z podziwem - włącznie z wyczulonym na hipokryzję i pozerstwo Tacytem.
A było tak. Seneka poprosił o tabliczki, na których chciał spisać testament. Dowódca żołnierzy Nerona, który dostarczył wyrok, odmówił. Wtedy filozof oznajmił przyjaciołom, że pozostawia im to, co ma najcenniejszego - swoje zasady życiowe, które, jeśli będą im wierni, zyskają im sławę ludzi uczciwych i wiernych przyjaciół. Później Seneka zwrócił się do (dużo młodszej) żony Pauliny. Prosił i rozkazywał zarazem, żeby nie płakała i nie rozpaczała po nim bez końca, ale - doceniając życie dobrze spędzone - przetrwała stratę męża ze spokojem i z honorem. Paulina odpowiedziała, że też chce umrzeć. Podcięli sobie żyły równocześnie (na rozkaz oprawców Nerona żonie filozofa podwiązano żyły - cezar uznał, że jej śmierć tylko dodatkowo obciążyłaby jego i tak niezbyt dobrą reputację).
Seneka jednak nie mógł umrzeć. Jak tłumaczy Tacyt, krew nie chciała płynąć z żył starca. Filozof dyktował ostatnie słowa swoim sekretarzom (Tacyt: "Nawet w ostatnich chwilach nie zawiodła go wymowa"; inny historyk pisze, że nanosił poprawki do ostatniej książki).
Potem Seneka sięgnął po cykutę - tę samą truciznę, którą musiał wypić skazany na śmierć przez Ateńczyków Sokrates. Krwi w jego żyłach było już jednak mało i trucizna - która i tak działa powoli - nie mogła zabić starego człowieka. Niewolnicy przenieśli go do gorącej kąpieli. Ożywiła krążenie i filozof - wreszcie - skonał.
Prowincjusz rozrzedza senat
Seneka zmarł w 65 r. n.e. Rzymskie imperium zbliżało się wówczas do szczytu potęgi. Ogarniało cały cywilizowany świat i nie miało jeszcze żadnych wrogów, którzy zagrażaliby jego istnieniu. Jedynym poważniejszym przeciwnikiem była orientalna monarchia Partów na terenach dzisiejszego Iranu i Iraku, ale nawet wojny z Partami miały regionalny charakter. Państwem rządziła wówczas dynastia wywodząca się od Juliusza Cezara - człowieka, który obalił republikę rzymską - i jego następcy Oktawiana Augusta.
Relacje cezarów z senatem - dawniej najwyższą władzą republiki - były skomplikowane. Cezar potrzebował senatu i bał się go równocześnie. Z kilkuset senatorskich rodów wywodzili się gubernatorzy prowincji, wysocy urzędnicy i wojskowi dowódcy. Zarządzali państwem, więc byli niezbędni. Senat miał jednak przykrą dla władcy cechę - był także wylęgarnią spisków. Jeszcze w czasach Nerona zasiadali tam ludzie spokrewnieni (co prawda daleko, ale i tak Neron kazał zabić wszystkich) z rodziną panującą, czyli potencjalni pretendenci do najwyższej władzy. Publicznie senatorowie zachowywali się zwykle tchórzliwie i z aplauzem akceptowali wszystkie decyzje cezara - włącznie z wyrokami śmierci na kolegów. Mścili się też po zgonie imperatora - zostawiając potomnym jego wizerunek jako potwora i degenerata (to z kręgów senatorskich wywodzili się zwykle historycy, więc opisom okrucieństw władcy nie możemy dziś całkiem ufać).
Cezar zawsze pamiętał, że ci sami ludzie mogli w fałdach ozdobnych szat ukrywać sztylety. Oficjalnie też był tylko "pierwszym z senatorów", a więc pierwszym wśród równych, co nie zwiększało jego poczucia bezpieczeństwa.
Władcy radzili sobie z zagrożeniem ze strony senatu na dwa podstawowe sposoby. Po pierwsze - przeprowadzając czystki, czyli usuwając senatorów, którzy wydawali się podejrzani (ta metoda miała wiele różnych wariantów: można było delikwenta zesłać na głuchą prowincję albo skazać go na śmierć pod jakimś pretekstem, co miało tę wygodną stronę, że państwo - czyli cezar - przejmował wtedy często majątek skazanego). Po drugie - metodą, którą można nazwać "rozrzedzaniem" senatu: w jego szeregi, dawniej zastrzeżone dla arystokracji rzymskiej, awansowano bogatych i zasłużonych obywateli z prowincji, w nadziei że będą bardziej lojalni i mniej przywiązani do republikańskich wartości, a więc przez to cały senat stanie się także mniej skłonny do opozycji wobec cezara.
Od stoika do milionera
W ten właśnie sposób trafił do senatu Seneka, który urodził się w Hiszpanii, a więc na samym zachodnim krańcu imperium. Jako jeden z pierwszych senatorów spoza Italii doszedł do najwyższego - wówczas już coraz bardziej symbolicznego - urzędu konsula. Wolno więc przypuszczać, że była to spektakularna kariera, chociaż niewiele wiemy o jej początkach (awans do senatu przed czterdziestką Seneka zawdzięcza, jak sam pisze, ciotce - żonie gubernatora Egiptu). Pierwszą pracę filozoficzną, jaką znamy, pisał mniej więcej w tym właśnie czasie i przemawiał już w niej jako autorytet w dziedzinie filozofii. Zapewne, jak w przypadku Cycerona, sukces literacki pomógł mu w publicznej karierze.
Był już wtedy zdeklarowanym stoikiem. Starożytne szkoły filozoficzne w niewielkim stopniu przypominały współczesne wydziały filozofii na uniwersytetach; były to raczej grupy ludzi skupione wokół mistrzów, ich tekstów i nauk. Współczesne słowo "wyznawcy" może lepiej pasuje tu niż "uczniowie", chociaż też nie oddaje w stu procentach istoty rzeczy. Filozof stoicki był więc nie tylko mędrcem, ale też wyznawcą i nauczycielem pewnego stylu życia (o którym więcej powiemy za moment).
Jak na wstrzemięźliwego mędrca Seneka odnalazł się zaskakująco dobrze na dworze szalonego cesarza Kaliguli. Kiedy Kaligula został zamordowany, jego następca Klaudiusz skazał filozofa na śmierć, oficjalnie za cudzołóstwo z - jak byśmy dziś powiedzieli - księżniczką z rodziny cesarskiej, a prawdopodobnie, jak zgaduje dzisiejszy biograf, za dobre stosunki z kobietami na cesarskim dworze, które były pod urokiem jego wymowy i osobowości. Wyrok został zamieniony na wygnanie. Filozof trafił na Korsykę, z której było wprawdzie blisko do Rzymu, ale która była krajem dzikim i pół-barbarzyńskim. Przez osiem lat tkwił tam samotny jak palec. Zgodnie z powołaniem filozofa pisał uczone dzieła i zajmował się opisywaniem lokalnej przyrody (stoicy tradycyjnie zajmowali się nauką), ale umierał z samotności, a jego kariera została złamana.
W 49 r. n.e. żona cezara Klaudiusza Agryppina, kobieta o żelaznym charakterze, której historycy przypisują bezwzględność i żądzę władzy, sprowadziła Senekę z wygnania. Chciała powierzyć sławnemu mędrcowi edukację syna Nerona. Być może też sądziła, że Seneka pomoże swoimi radami zyskać jej dominujący wpływ na cesarskim dworze (toczyła się tam gra o sukcesję po Klaudiuszu) i że Seneka będzie do niej przywiązany - zarówno z wdzięczności za odwołanie z wygnania, jak i z nienawiści do cezara.
Po powrocie do Rzymu Seneka rozkwitł. Cieszył się sławą wielkiego pisarza i filozofa oraz wpływowego faworyta cesarzowej. Ożenił się z młodą, piękną, dobrą i bogatą panną. Zgromadził ogromny majątek, który inteligentnie pomnażał, pożyczając pieniądze na korzystny procent. Kiedy jego wychowanek Neron wstąpił na tron, Seneka stał się jeszcze bogatszy (bliskość władzy zawsze pomagała w interesach). Historyk Paul Veyne szacuje majątek Seneki na 75 mln srebrnych denarów (Judaszowe 30 denarów odpowiadało przyzwoitym miesięcznym zarobkom robotnika). Majątek senatora-filozofa wynosił - szacuje historyk - tyle co jedna dziesiąta, a być może nawet jedna piąta rocznych przychodów całego państwa rzymskiego.
Być wolnym i szczęśliwym, ale jak
W 65 r. n.e. Seneka spodziewał się wyroku Nerona. Nie tylko dlatego, że jako filozof był zawsze na śmierć przygotowany - w głębszym, duchowym wymiarze ("Umieramy każdego dnia" - napisał w jednym z listów).
Przez pięć lat po objęciu rządów młody Neron pozostawał pod wpływem dwóch doświadczonych doradców. Jednym z nich był Seneka. Wspólnie hamowali różne szalone pomysły imperatora - np. zniesienie na rok podatków. Wkrótce jednak Neron wyrwał się spod kontroli. Nie tylko publicznie występował jako aktor (w Rzymie ten zawód stał na samym dole społecznej hierarchii obok sutenerów i prostytutek), ale także jego rządy stawały się coraz bardziej krwawe. Kiedy Neron rozkazał zamordować swoją matkę, Seneka napisał dla cesarza oficjalne uzasadnienie tej zbrodni adresowane do senatorów, co - jak się dziś może wydawać, zasłużenie - nieco popsuło mu opinię.
Te sprzeczności między teorią a działaniem nie musiały jednak martwić Rzymianina - zauważa dziś jeden z biografów Seneki. Dla Rzymian polityka była sztuką tego, co możliwe, i było zrozumiałe, że trzeba poświęcać pewne rzeczy dla osiągnięcia innych. Są dobre powody przypuszczać, że Seneka gładko przechodził ponad konfliktami wpisanymi w łączenie ról polityka, filozofa i biznesmena. W jednym ze swoich filozoficznych dialogów tak odpierał zarzut hipokryzji: "Inaczej ( ) mówisz, inaczej żyjesz. - Ten właśnie zarzut, wy, dusze nikczemne i wrogie w stosunku do każdego uczciwego człowieka, stawialiście Platonowi, stawialiście Epikurowi, stawialiście Zenonowi [założycielowi szkoły cyników]. Wszyscy ci bowiem mówili nie o tym, jak sami żyją, ale jak sami żyć winni. Ja mówię o cnocie, nie o sobie, i kiedy piętnuję występki, przede wszystkim piętnuję swe własne, a skoro tylko potrafię, żyć będę, jak żyć należy. I nie odstraszy mnie od tego, co najlepsze, wasza silnym jadem zaprawiona złośliwość ani wasza trucizna, którą obryzgujecie i którą uśmiercacie innych, nie przeszkodzi mi bezustannie wychwalać życia, nie takiego, jakie prowadzę, ale takiego, jakie według mojego przeświadczenia prowadzić należy ( )".
Źródło: Gazeta Wyborcza