http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Platon, kochanek bogów

Sebastian Duda
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-19 13:46

Gdy statek odbił już od brzegów Sycylii, Platon z przerażeniem zdał sobie sprawę, iż znalazł się w gronie niewolników przeznaczonych na sprzedaż. Oj, perfidna była zemsta tyrana za rzekomy spisek filozofa. Marzenia o idealnym władcy musiał Platon włożyć między bajki. Uratować mógł go tylko cud


"Miecz Damoklesa" Richarda Westalla
SERWISY
Pewnego razu Sokrates miał sen, że trzymał na kolanach młodego łabędzia. Ptakowi natychmiast urosły skrzydła i ze słodkim śpiewem wzniósł się w powietrze. Nazajutrz staremu filozofowi przedstawiono Platona. Sokrates miał wtedy powiedzieć, że owym ptakiem jest właśnie Platon. Historię tę opowiedział w swych "Żywotach i poglądach sławnych filozofów" żyjący ponad 600 lat później w III w. po Chrystusie Diogenes Laertios.

Od niego również wiemy, że gdy Platon stał się uczniem Sokratesa, był młodzieńcem dwudziestoletnim. Naprawdę na imię miał Arystokles. "Platonem" - od szerokiego czoła czy szerokich ramion - przezwał go ponoć nauczyciel gimnastyki, bo słowo platos oznacza w grece "rozległość" bądź "obszerność". I tak już na wieki zostało.

Spotkania Sokratesa z Platonem zmieniły na zawsze bieg europejskiej myśli, lecz wcale dojść do niego nie musiało. Starego mędrca abnegata dzieliła bowiem od nowo przybyłego ucznia przepaść. Platon należał do rodu mającego za przodków legendarnych, ateńskich królów, a po matce był spokrewniony z wielkim prawodawcą Solonem. Także w czasach młodości przyszłego autora "Państwa" i "Praw" rządzili Atenami członkowie jego najbliższej rodziny. Sokrates, choć w polis ateńskiej bez wątpienia bardzo znany, był natomiast synem prostego kamieniarza i położnej.

Platon zdradzał co prawda pewne zainteresowanie filozofią. Poznał już niejakiego Kratylosa, który - za zmarłym wiele dziesiątków lat wcześniej Heraklitem - sławił wieczny ruch i przemijalność rzeczy. Młodego arystokratę bardziej jednak od "umiłowania mądrości" pociągała poezja. Jeden z ostatnich starożytnych biografów Platona Olympiodor Młodszy napisał w VI w. po Chrystusie, że Platon początkowo chciał być dramatopisarzem. Za jego czasów teatr był najwyższym osiągnięciem ateńskiego geniuszu literackiego. To właśnie wtedy po raz pierwszy wystawiano tragedie Sofoklesa i Eurypidesa, a Arystofanes na równi bawił i rozsierdzał obywateli Aten swymi komediami. Olympiodor wspomina jednak, że gdy tylko Platon poznał Sokratesa i uległ jego urokowi, spalił rękopisy swych dramatów i nieodwołalnie zwrócił się ku filozofii.

Młodzieńcza literacka pasja nigdy w nim do końca jednak nie wygasła. Słusznie pisze Isidor F. Stone, że „cztery dialogi opisujące proces i śmierć Sokratesa - »Eutyfron «, »Obrona Sokratesa « ( »Apologia «), »Kritiasz « i »Fedon « - wciąż żyją jako tragiczny dramat. Trudno nie uronić łzy, czytając pogodne pożegnanie Sokratesa z uczniami w »Fedonie «, czy nie wzruszyć się jego ostatnimi słowami do sędziów w »Apologii «, niezależnie od tego, ile razy się je czyta. Relacja Platona to teatr na najwyższym poziomie. Sokrates jest takim samym bohaterem tragicznym jak Edyp czy Hamlet”. Z drugiej strony, o czym się często nie pamięta, Platon był też jednym z większych prześmiewców w dziejach filozofii. „Uczta” np. do dziś pozostaje mimo całej swojej głębi tekstem przezabawnym. Dość powiedzieć, że komediopisarz Arystofanes, który niewybrednie naśmiewał się z Sokratesa w „Chmurach”, ma w tym dialogu nieustanną czkawkę...

Co ciekawe, Platon, choć nauki od Sokratesa pobierał przez lat osiem i przyglądał się jego procesowi zakończonemu haniebnym wyrokiem, nie widział śmierci swego mistrza. "Platon, zdaje się, był chory" - powiada Fedon w zatytułowanym jego imieniem, a bez wątpienia przez samego Platona napisanym "dialogu o nieśmiertelności duszy". Gdzie wtedy przebywał ten, który z Sokratesa uczynił pierwszoplanowego bohatera swych dzieł, do dziś nie wie nikt. Wspomniany przez Diogenesa Laertiosa łabędź z sokratejskiego snu musiał jednak ulecieć dość daleko, skoro już w starożytności powszechnie wiedziano, że słowa wypowiadane przez Sokratesa w dialogach Platona nader często są odbiciem poglądów autora tych pism. Na pewno nie Sokrates był bowiem twórcą teorii idei (form), która aż do współczesnej epoki pozostaje w centrum filozoficznych sporów. Nie bez racji znany twórca tzw. filozofii procesu żyjący na przełomie wieku XIX i XX angloamerykański myśliciel Alfred North Whitehead powiadał, że "cała europejska filozofia to są przypisy do Platona".

Demokracja nie działa. Oddajmy władzę filozofom!

Platon, choć był twórcą filozoficznego idealizmu, wcale nie myślał oddawać się w odosobnieniu indywidualnym medytacjom. Byłoby to sprzeczne z wzorcami klasycznej kultury greckiej, w której się wychował i żył. Filozofia nie mogła być zajęciem skrajnie niepraktycznym. Miała zawsze służyć wspólnocie politycznej. Obyczaje, styl życia, moralność czy sztuka - wszystkie te sprawy były dla Greków równie politycznie ważne jak kwestie ustrojowe. Nie przypadkiem zatem Platon w swym "Państwie" i "Prawach" rozprawia nie tylko o wzajemnych relacjach najważniejszych władz państwowych, ale także o stylach muzycznych czy miejscu poezji w życiu polis. Wierzył bowiem, że ten, kto ludźmi rządził i prawa im nadawał, powinien być prawdziwym mężem stanu - kimś znacznie więcej niż zwyczajny urzędnik władzy.

Jednak w to, by ktoś taki pojawić się mógł we współczesnej mu demokracji, Platon szczerze wątpił. Czy to nie demokratyczny sąd dopuścił się zbrodni na najlepszym z ludzi chodzących po ateńskiej ziemi - Sokratesie? Czy fakt ten nie wskazywał niezbicie na to, iż w demokracji nie ma miejsca dla ludzi o wielkim intelekcie i wysokim poziomie moralnym? Platon najwyraźniej nie chciał pamiętać, że mimo wszystko to się zdarzało. Inna rzecz, że gdy Sokrates wypijał cykutę, nie tylko bohaterska epoka Maratonu i Termopil, ale również czasy rozkwitu demokratycznych Aten za Peryklesa od dawna należały do przeszłości. Pod Akropolem kwitła korupcja, bezwstydnie rozkradano mienie państwowe. Armia składała się w większości ze zdemoralizowanych najemników.

Platon do władzy z pewnością się garnął, ale podobnie jak Sokrates był przekonany, że ustrój demokratyczny nie jest najlepszym z możliwych. W demokracji zbyt wiele spraw zdanych jest na łaskę przypadku. Obserwacje i rozmyślania nad sprawami publicznymi nasunęły Platonowi myśl, że dobre rządy mogą być wyłącznie wtedy zapewnione, gdy albo prawdziwi filozofowie zaczną rządzić, albo wpływowi władcy staną się filozofami. Któż inny bowiem zna cnotę i ma w nią wgląd? Któż inny wie, na czym polega prawdziwy pożytek i prawdziwe dobro człowieka? Tylko najlepsze i najmądrzejsze, odpowiednio wyszkolone i przygotowane do sprawowania władzy jednostki mogą się podejmować uzdrowienia prowadzącego się niemoralnie społeczeństwa. Koncepcję tę wyłożył i rozwinął Platon w dialogu "Państwo".

Jeśli polis ma trwać w pokoju, bez walk wewnętrznych, musi w niej występować "naturalna", dobrze urodzona i wychowana, obdarzona talentem, a - dzięki upodobaniu mądrości - żądzy władzy i chciwości pozbawiona arystokracja (aristos znaczy po grecku "najlepszy"). Władcą powinien być król filozof. Ma on rządzić społeczeństwem, w którym jednostka i jej interesy powinny bezwzględnie zostać podporządkowane wspólnemu dobru. Szczęście nie poszczególnym ludziom bowiem przynależy, ale miastu państwu jako całości. Polis tylko wtedy jednak jest szczęśliwa, gdy sprawujący rządy "najlepsi" kontrolują przy pomocy wojska każdy bez wyjątku fragment życia zarówno jednostkowego, jak i społecznego. Dlatego w opisywanym przez Platona społeczeństwie ludzie nie mogą mieć prawa do własności. Odebrane im też jest prawo do wychowywania dzieci - tym zajmować powinno się państwo. Wizja to tyleż przerażająca i konsekwentna, co budząca uzasadnione wątpliwości. "Jest pewnie prawdą - pisał Leszek Kołakowski - że ci, nad którymi żądza władzy i bogactw panuje i nic innego, szykują zgubę sobie i swojej społeczności, jeśli swego dopną i władzę obejmą, stąd jednak nie wynika, że ci, którym na władzy wcale nie zależy, byliby znakomici, gdyby jednak cudem władzę dostali (a tylko cud może to sprawić)".

Tyran, co zawiesił miecz nad Damoklesem

Platon bardziej niż w cuda wierzył jednak w perswazyjną siłę swojej wizji. Traf chciał, że gdy pisał ponoć ostatnie księgi "Państwa", dostał zaproszenie na Sycylię od tyrana Syrakuz - Dionizjosa I. Ów nie cieszył się w Atenach specjalną estymą, bo związał się z głównymi przeciwnikami Ateńczyków w Helladzie - Spartanami. Poza tym miał ambicje literackie: chciał zostać wielkim tragikiem, ale pisane przez niego dzieła przegrywały sromotnie w ateńskich konkursach. Naigrawano się z niego powszechnie. Platon jednak wcale na to nie zważał. Marzył najpewniej, że będzie mógł na monarchę wpływać i urobi go w duchu swojej politycznej doktryny.

Być może znał historię syrakuskiego dworzanina Damoklesa (nikt nie wiedział i nie wie, czy prawdziwą), który, bez miary schlebiając swemu władcy, nazwał go "najszczęśliwszym wśród śmiertelników". Dionizjos pozwolił lizusowi przez jeden dzień zamienić się z nim rolami. Damokles cieszył się władzą, ucztował, mógł też wylegiwać się na złotym łożu w królewskiej sypialni. Gdy jednak z łoża tego spojrzał w górę, zobaczył zawieszony na końskim włosiu miecz. Z miejsca przeszła mu cała ochota na władzę. Nie było czego zazdrościć. Dionizjos ukazał dworakowi kruchość swojej tyrańskiej wielkości. Czyż taki władca nie mógłby stać się wymarzonym przez Platona królem filozofem?

Filozof udał się do Syrakuz z wielkimi nadziejami. Rozczarował się gorzko.

Dionizjos do filozofii pociągu nie miał wcale. Ani myślał słuchać o moralnym rygorze i intelektualnej ascezie, jakie cechować miały zdaniem Platona idealnych władców. Tonął w najbardziej wymyślnych uciechach i przyjemnościach. Co gorsza, namawiał dostojnego gościa, by czym prędzej podobnemu hedonizmowi zaczął hołdować.

Zdruzgotany Platon znajdował pocieszenie tylko w rozmowach ze szwagrem tyrana - Dionem. Nie umknęło to uwagi zawistnych dworaków, którzy donieśli tyranowi, że filozof zaczął przeciw niemu knuć spisek. Najwyżej postawiony w syrakuskiej hierarchii sybaryta niczego takiego tolerować nie zamierzał. Platona czym prędzej odprawił, ale uczynił to w sposób wyjątkowy perfidny i podstępny. Gdy statek odbił już od brzegów Sycylii, Platon z przerażeniem zdał sobie sprawę, iż znalazł się w gronie niewolników przeznaczonych na sprzedaż.

Na szczęście na podkładzie był też jego daleki znajomy, który z pomocą okupu wydobył filozofa z opresji. Takim to "cudem" skończyła się sycylijska przygoda Platona. Wrócił do Aten, by w założonej przez siebie w gaju Akademosa szkole (z tego powodu zwanej Akademią) dalej ze swymi uczniami pracować nad teorią idei. I szkoła, i teoria - bardziej niż polityczne rozważania - zapewnić mu miały trwałe miejsce w intelektualnej historii Europy.

Czego nie widzą uwięzieni w jaskini

Na czym zatem polega ta sławna teoria idei? Platon w swych dialogach wielokrotnie daje (oczywiście ustami Sokratesa) jej rzetelny i plastyczny wykład. Oto w "Fedonie" argumentuje: naszego życia nie sposób pojąć, jeśli odnosimy się wyłącznie do tego, co czujemy, słyszymy i widzimy. Gdy tylko nasze życie próbujemy zrozumieć, musimy koniecznie wyjść poza rzeczywistość doświadczaną zmysłami. W świecie im dostępnym nieustannie wskazujemy przecież na to, co dobre, prawdziwe i piękne. Mimo to samego dobra, prawdy i piękna nie spotykamy w naszym codziennym doświadczeniu, nawet wtedy gdy - przede wszystkich dla tych wśród nas, którzy są mądrzy i szczęśliwi - świat pełen jest dobrych czynów, prawdziwych teorii i pięknych ludzi. Aby zatem nasza zmysłami doświadczana codzienność ułożyła się w jakąś zrozumiałą całość, potrzebna nam jest, jak powiada, interpretując platońskie dialogi, wybitny współczesny filozof Krzysztof Michalski, "nadwyżka sensu". Tę właśnie "nadwyżkę" nazywa Platon ideami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':