http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trudne wyzwanie dla Tymoszenko

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-01-19, ostatnia aktualizacja 2010-01-18 18:27

Zdaniem większości ukraińskich ekspertów premier Julia Tymoszenko ma niewielkie szanse, by w drugiej turze pokonać lidera opozycji Wiktora Janukowycza

Przepołowiona Ukraina - wyniki
Przepołowiona Ukraina - wyniki
Kiedy w niedzielę wieczorem po zamknięciu lokali wyborczych ogłoszono pierwsze przybliżone wyniki, premier Tymoszenko promieniała. Sondaż portalu Unian.net uważany za najbardziej wiarygodny prognozował, że po pierwszej turze traci ona do lidera opozycyjnej Partii Regionów Wiktora Janukowycza tylko 4 proc.

- Ręka Janukowycza nie spocznie na Ewangelii Peresopnickiej! - obiecywała z aktorską emfazą pani premier (prezydent Ukrainy składa przysięgę z ręką na egzemplarzu ewangelii z XVII w.).

Po czym razem ze swoim sztabem i dziennikarzami hucznie świętowała sukces w kijowskim hotelu Hyatt. Pani premier była w tak szampańskim nastroju, że kiedy dziennikarze portalu Ukraińska Prawda wypomnieli jej, że już trzy lata temu obiecała im wywiad, wspaniałomyślnie napisała na karteczce: "Jutro, w poniedziałek dam wywiad Ukraińskiej Prawdzie! Julia", po czym domalowała wielkie serduszko, symbol swojej kampanii, i wręczyła ją petentom.

Biesiadnicy z Hyatta rano obudzili się z dużym bólem głowy, przy czym nie chodzi tutaj o banalnego kaca. Po przeliczeniu 90 proc. głosów okazało się, że dystans do Janukowycza wynosi ponad 10 proc.

- Takiej różnicy Tymoszenko najpewniej nie będzie w stanie odrobić - mówi "Gazecie" politolog Wołodymyr Horbacz. Sondaż kanału telewizyjnego ICTV prognozował wczoraj, że w drugiej turze 7 lutego na Janukowycza zamierza głosować 44 proc. wyborców, na Tymoszenko - 37 proc.

Zwolennicy pani premier od rana mówili o fałszerstwach i krytykowali dziwne prawo, które pozwalało ludziom głosować w domu bez zaświadczeń lekarskich. Skorzystało z tej możliwości milion wyborców, głównie na wschodzie kraju, mateczniku Janukowycza.

- Fałszerstwa przy głosowaniach w domu i inne odebrały nam przynajmniej kilka procent głosów - mówi "Gazecie" Andrij Szkil, deputowany Bloku Julii Tymoszenko. - W niektórych komisjach na wschodzie Ukrainy, który murem popiera Janukowycza, frekwencja wyniosła rzekomo 98 proc.! Jeśli dopilnujemy, by w drugiej turze takie cuda się nie powtórzyły, to wygramy - zapewnia Szkil.

Mimo iż ludzie Tymoszenko wiele mówili o fałszerstwach, nikt - ani ona, ani żaden inny kandydat - nie zgłosił oficjalnego protestu do komisji wyborczej, a OBWE uznała głosowanie za zgodne ze standardami.

Zwolennicy pani premier zapowiadali, że szykuje się ona do najważniejszej batalii w życiu. Od rana rzuciła się w wir pracy. Kiedy gruchnęła wiadomość, że w szpitalu w Ługańsku był wybuch butli z tlenem, pięć osób nie żyje, a kilka jest rannych, premier zaraz wsiadła w samolot i poleciała na miejsce tragedii.

- Odrobienie ponad 10-proc. dystansu będzie niesłychanie trudne. Ale jest możliwe, bo zwolennicy przegranego prezydenta Wiktora Juszczenki uważają, że głosowanie to patriotyczny obowiązek. Dlatego wezmą udział w drugiej turze i zagłosują przeciw Janukowyczowi, którego - słusznie czy nie - uważają za zagrożenie dla niepodległości państwa. Czyli za Julką, którą ich kandydat Juszczenko w czasie kampanii odsądzał od czci i wiary, oskarżał o rozkradanie majątku narodowego - mówi "Gazecie" inny politolog Wiktor Niebożenko. - Również większość wyborców byłego przewodniczącego parlamentu Arsenija Jaceniuka poprze Julkę. I dystans 10 proc. mamy już odrobiony. Arytmetyka wskazuje, że ten kto przejmie głosy czarnego konia, milionera Serhija Tyhipki, wygra wybory. Ale to nie takie proste, bo Janukowycz ma dodatkowy atut - jego elektorat jest bardzo zdyscyplinowany.

Tymoszenko już w niedzielną noc zwróciła się z emocjonalnym apelem do wyborców swoich rywali. - Mówię do ludzi, którzy głosowali na Jaceniuka i Tyhipkę, ponieważ chcieli zmiany. Ja dam wam tę zmianę! - obiecywała. - Rozumiem też ludzi, którzy głosowali na Juszczenkę. Zrobili tak, bo chcą niepodległej, europejskiej Ukrainy. Ja zagwarantuję im, że taka właśnie będzie!

Wczoraj Tyhipko, który oficjalnie zapowiedział, że nie poprze ani Janukowycza, ani Tymoszenko, prowadził jakieś konsultacje ze sztabem pani premier. - Jego 13 proc. wywróciło do góry nogami scenę polityczną na Ukrainie, został teraz głównym rozgrywającym - mówi "Gazecie" Askold Jeromin, redaktor lwowskiej gazety "Wysoki Zamek".

Przeciwnego zdania jest Horbacz: - Tyhipkę wybierali ludzie krytyczni wobec trójki kandydatów Janukowycz, Tymoszenko, Juszczenko. Przynajmniej połowa z nich nie pójdzie na drugą turę.

Horbacz wcale nie uważa, żeby prezydentura Janukowycza, postrzeganego jako polityk promoskiewski, była groźniejsza niż prezydentura Tymoszenko. - To prawda, ona byłaby bardziej samodzielna, a Janukowycz zależy od oligarchów z klanu donieckiego. Ale może to lepiej, by prezydent nie był za bardzo niezależny - mówi Horbacz. - Tymoszenko to populistka, będzie zabierać oligarchom i rozdawać pieniądze na cele socjalne. A dług, wewnętrzny i zagraniczny, już teraz kosmiczny, będzie rósł...

- Najgorszy wariant dla kraju to druga tura, w której różnica między pretendentami będzie minimalna - twierdzi Askold. - Wtedy przegrany kandydat zaskarży wybory do sądów i będzie wielka kompromitacja. Przez wiele miesięcy będziemy mieli awanturę, chaos i blamaż Ukrainy. Niech już nawet ludzie wybiorą sobie tego prorosyjskiego Janukowycza, byle tylko zdecydowanie, żeby te wybory zakończyły się normalnie.

Rosja komentuje ukraińskie wybory

Zdaniem Konstantina Kosaczowa, szefa komisji spraw zagranicznych Dumy, niedzielna pierwsza tura wyborów prezydenckich oznacza "pełny krach" Wiktora Juszczenki. Polityk we wczorajszej rządowej "Rossijskiej Gazecie" napisał, że "ktoś z pomocą pana Juszczenki próbował skłócić Ukrainę i Rosję, jednak próby te zakończyły się fiaskiem, bo naród ukraiński odmówił poparcia tej linii".

Kosaczow zapewnia, że niezależnie od tego, czy prezydentem stanie się Julia Tymoszenko, czy Wiktor Janukowycz, stosunki Rosji i Ukrainy "staną się bardziej konstruktywne", zaś "gorzej niż za Juszczenki" już nie będzie, bo "jego epoka odeszła w przeszłość".

"Niezawisimaja Gazieta", która o Ukrainie pisze wyjątkowo dużo i kompetentnie, zauważa natomiast, że "czynnik rosyjski miał w czasie tej kampanii wyborczej wyjątkowo małe znaczenie".

Natomiast w dzienniku "Kommiersant" Arkadij Moszes podkreśla, że Ukraina swój "zasadniczy wybór" zrobiła już w czasie poprzednich wyborów i Kijów nie wróci do "ręcznego sterowania krajem", a będzie w nim panować "system instytucji" reprezentujących różne siły. "A skoro rozwinięte systemy władzy istnieją na zachód od Ukrainy, a nie na wschód, to właśnie z tym kierunkiem Kijów będzie wiązać najważniejsze priorytety swojej polityki zagranicznej" - uważa Moszes.

wyb. ricz

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':