http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyborczy cyrk w Kijowie

Mariusz Zawadzki, Kijów
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-17 22:09

Wbrew obawom głosowanie przebiegło spokojnie. Bardzo dziwne rzeczy działy się tylko w komisji wyborczej w Kijowie i w MSW, które straszyło milion wyborców, że stosując się do zaleceń komisji, narażają się na trzy lata więzienia

Julia Tymoszenko nazwała Janukowycza
Fot. Olexander Prokopenko AP
Julia Tymoszenko nazwała Janukowycza "banalnym tchórzem" za to, że nie...
Główni faworyci wyborów prezydenckich - premier Julia Tymoszenko i lider opozycyjnej Partii Regionów Wiktor Janukowycz - w przedwyborczą noc zapewne nie zmrużyli oka, do ostatniej chwili próbując przechytrzyć rywala. W niedzielę o wpół do czwartej rano zebrał się niespodziewanie sąd administracyjny w Kijowie. Przywrócił on do Centralnej Komisji Wyborczej Anatolija Pisarienkę, wcześniej wykluczonego z niej po osiągnięciu wieku emerytalnego. Bez niego zwolennicy Janukowycza mieli w komisji większość osiem do siedmiu. Sąd ogłosił też, że - wbrew opinii komisji - wyborcy, którzy zdecydowali się głosować w domu, a nie iść do lokalu wyborczego, potrzebują zaświadczenia lekarskiego.

Spór o głosowanie w domu trwał od kilku dni. Przepis miał dotyczyć osób chorych i niedołężnych, ale został tak niejasno sformułowany, że w domu mógł głosować każdy, kto tylko chciał - wystarczyło do soboty zawiadomić komisję wyborczą. Musiała ona wysłać kogoś z urną i kartami do głosowania pod wskazany adres.

Tymoszenko alarmowała, że w okręgu donieckim, gdzie Janukowycz był kiedyś gubernatorem i jest powszechnie popierany, w domach chce głosować nawet 20 proc. wyborców. A ponieważ komisje nie mają możliwości wysłania do domów obserwatorów, to tam najłatwiej o fałszerstwa.

Ludzie Janukowycza twierdzili nawet, że pani premier nie wytrzymała napięcia i posłała do Doniecka 400 Gruzinów, którzy mieli tam obserwować wybory. W internecie pojawiło się nagranie - nie wiadomo, czy prawdziwe - na którym Tymoszenko dziękuje za pomoc prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu. Ostatecznie Gruzini nie zostali zaakceptowani przez komisję wyborczą jako obserwatorzy, ale i tak nadzorowali wybory w Doniecku jako dziennikarze akredytowani przez rząd.

Komisja w ogóle zbuntowała się wczoraj przeciw rządowi: ogłosiła rano, że uznaje nocny wyrok sądu za nieważny. Na głosowanie w domach zdecydowało się milion Ukraińców, czyli 5 proc. tych, którzy wczoraj oddali głos. Nie wystraszył ich nawet szef MSW Jurij Łucenko, który po południu oświadczył: - Wszystkim wyborcom, którzy będą głosować w domach bez zaświadczeń lekarskich, czyli zignorują nocny wyrok sądu, grozi wyrok do trzech lat więzienia!

Wieczorem do obrad komisji, mimo protestów kilku jej członków, włączył się przywrócony Pisarienko. Przewodniczący Wołodymyr Szapował oświadczył, że w tej sytuacji nie jest pewien, czy decyzje komisji są legalne. Kolejne pytanie brzmi: czy wybory przeprowadzone przez komisję, której legalność jest wątpliwa, są legalne?

Teraz nikt go nie zada, bo Janukowycz i Tymoszenko oboje przeszli i mają szanse na ostateczne zwycięstwo, ale podobne spory w drugiej turze mogą sprawić, że przegrany złoży protest i o wyniku wyborów będą decydować sądy. Albo ulica, jak w 2004 r., kiedy w wyniku pomarańczowej rewolucji powtórzono z powodu fałszerstw drugą turę wyborów i prezydentem zamiast Janukowycza został Wiktor Juszczenko.

Mobilizację na wypadek takiego scenariusza widać było wczoraj przed budynkiem Centralnej Komisji Wyborczej. Rozbito tam dziesiątki małych niebieskich (kolor kampanii Janukowycza) namiocików i większe szare namioty polowe. Stali przy nich mężczyźni o twarzach, których nie chciałoby się oglądać wieczorem w ciemnym zaułku. To najemnicy Janukowycza, którzy zostali rozmieszczeni w kluczowych punktach stolicy - oprócz komisji wyborczej rozbili namioty przed parlamentem i siedzibą prezydenta.

- Po co stoicie w tych namiotach? - pytam jednego z najemników.

- A tak sobie stoję. A inni to nie wiem, trzeba ich pytać...

Inni odpowiadali tak samo. Podobno większość najemników dowieziono do Kijowa z okręgu donieckiego, choć w rozmowie ze mną nie chcieli tego przyznać.

- A która drużyna lepsza, Szachtar Donieck czy Dynamo Kijów? - podstępnie pytam jednego z osiłków. - A nawet jak jestem z Doniecka, to co z tego? - śmieje się. - On żartuje - wtrąca drugi. - Jesteśmy stąd. O, tam jest balkon mojego mieszkania - pokazuje na najbliższy blok.

Podchodzę do milicyjnego radiowozu, który stoi kilka metrów od namiotów. - Nie wiemy, o co chodzi z tymi namiotami, co to za ludzie i skąd są, my tylko odpowiadamy za ruch drogowy... - milicjanci rozkładają ręce. Sondaże zapowiadały zwycięstwo Janukowycza i zmianę na szczytach władzy, więc wolą się nie wychylać.

Na dużym szarym namiocie niebieskie transparenty: "Za uczciwymi wyborami!". Stoi przed nim największa grupa najemników, którzy stają się rozmowni, kiedy oświadczam, że też mam namiot, tak się składa, że pomarańczowy, i zaraz przyjdę go rozbić.

- Do tego trzeba mieć zezwolenie, a tylko my mamy, bo złożyliśmy wniosek w urzędzie miejskim - mówi mężczyzna w czapce, który, jak się zdaje, jest tutaj od myślenia. Dopiero on udziela wyczerpujących wyjaśnień: - W dużym namiocie będzie przyjmował deputowany Partii Regionów, ale nie dziś. A my stoimy i będziemy stać do drugiej tury, by wybory były uczciwe. W 2004 r. nie staliśmy i w całym kraju zrobił się bardak... Pilnujemy, by to się nie powtórzyło.

Dla "Gazety"

Dmitrij Oreszkin

rosyjski politolog

Moskwa dziś wreszcie rozumie, że kieszonkowego prezydenta Ukrainy mieć nie będzie. Rozumie też, że podejście do sąsiadów z pozycji starszego brata się wyczerpało. Jest więc dla mnie oczywiste, że dziś przywódcy Rosji nie widzą wielkiej różnicy między Julią Tymoszenko a Wiktorem Janukowyczem. Może siłowicy i patrioci z otoczenia premiera Władimira Putina mają więcej sympatii dla Janukowycza, bo z nim od dawna współpracują. Ludziom z otoczenia prezydenta Dmitrija Miedwiediewa bliżej jednak do pani premier jako do polityka bardziej pragmatycznego, z którym łatwiej porozumieć się choćby w sprawie gazu. W sumie Moskwa bardziej wolałaby Tymoszenko, choć i z Janukowyczem źle nam nie będzie. A po tym, jak Putin w 2004 r. jeszcze jako prezydent poniósł kompromitującą porażkę, bo zaangażował się za mocno w wybory ukraińskie [przyjechał do Kijowa wspierać Janukowycza, potem gratulował mu zwycięstwa], myślę, że Rosja do końca zachowa pozycję neutralną.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy