http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zanik plamki żółtej

Rozmawiał Grzegorz Sroczyński
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 15:44

Bardzo lubiłam czytać kryminały. Widziałam obrazy, czułam zapachy, słyszałam dźwięki. Słuchanie Zgredka nie daje już tej radości - mówi filozof i publicystka Halina Bortnowska

Halina Bortnowska, filozof, teolog, publicystka. Animatorka przedsięwzięć społecznych, uczestniczka ruchu ekumenicznego. Od 2007 przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Żona Kazimierza Dąbrowskiego, inżyniera konstruktora, mają czworo dzieci. Prowadzi blog ''Myślennik'' (halinabortnowska.blox.pl).
Fot. MICHAL MUTOR/ AGENCJA GAZETA
Halina Bortnowska, filozof, teolog, publicystka. Animatorka przedsięwzięć...
Co to za szkiełko?

To nie żadne szkiełko, to moja nowa lupa. Dziesiątka. Mam ją od miesiąca.

Lepsza od starej?

Gorsza, dużo gorsza. Widzi pan jej obudowę? Nie wchodzi pod nią pióro. Nie mogę więc redagować, mazać na tekście tych swoich koślawych znaczków. Ale za to jest mocniejsza, więc mogę czytać. Tamta przestała wystarczać.

To może dać sobie spokój z redagowaniem?

Całe życie to robiłam - jako sekretarz redakcji "Znaku", potem w ramach Warsztatów Dziennikarskich Młodych "Polis". I co, mam przestać z powodu jakiegoś "zaniku plamki żółtej", bo tak to cholerstwo się nazywa?

Co pani widzi?

Coraz mniej. Świat nieostry, mętny, niepewny. Postacie bez znaków szczególnych, z zamazaną twarzą i dłońmi o niewiadomej liczbie palców. Mój świat nie jest pewny swoich kształtów. To jest jakby rozsiąkanie tego, co naprawdę jest twarde. Jak na obrazach impresjonistów, tyle że ciężko uszkodzonych, z ogniskami złośliwej pustki. Świat przerywany, świat z zanikami. Albo we wzorki.

A jakie to wzorki?

Na przykład kratka z koca albo morze kamyków, które nakładają się na moje widzenie. I rozmaite inne psikusy, która funduje mi ta choroba.

Co pani myśli o tej chorobie?

Jest, to jest.

Dlaczego na mnie trafiło?

Mam wrażenie, że trafiło dobrze. Bo przy mnie jest mój mąż i masa przyjaciół, którzy pomagają. W dodatku czuję, że nie robią tego z litości czy poczucia obowiązku, tylko mają frajdę. Ja się nie zastanawiam za bardzo nad swoją chorobą. Mój mąż ma powiedzenie: nie filozofuj, bo nie będzie działać. Bardzo trafne. Jak człowiek zaczyna dzielić włos na czworo, to wszystko mu się rozłazi, tak jak te moje rozmyte widoki.

Wiara pomaga?

Ksiądz Roman Indrzejczyk powiedział mi kiedyś: "Nie musisz wszystkiego rozumieć, nie musisz na wszystko odpowiadać". To bardzo mądre przykazanie dla udzielających wywiadu. Nie musisz. Ale dobrze, coś odpowiem. Z wiarą jest jak z bukietem kwiatów od narzeczonego. Taki bukiet wszystko zmienia, ale też niczego nie zmienia. Są sytuacje, w których człowiek sobie myśli: na cholerę mi piękny bukiet, całkiem co innego jest mi potrzebne. Ale ja na szczęście bardzo lubię bukiety.

Co będzie dalej?

Mocniejsza lupa.

Choć sądziłam, że już ta poprzednia jest najmocniejsza. Widziałam też takie elektroniczne urządzonko, którym jeździ się po kartce i ono świetnie powiększa, wyświetla litery na monitorze. No i jest jeszcze Zgredek.

Kto?

Komputerowy syntezator mowy. Jak mu się wskanuje książkę albo tekst, to go głośno przeczyta. Tylko ma głos okropnie skrzekliwy, nieprzyjemny, to nie jest Holoubek, niestety. I stąd Zgredek, tak nazywamy go z mężem. Oczywiście są też audiobooki, i czasem nawet z Holoubkiem.

Czego najbardziej żal?

Czytania książek. Boże, jaka to była przyjemność! Swobodne poruszanie się wzrokiem po kartkach dobrej książki, a niechby i takiej sobie. Bardzo lubiłam też czytać kryminały. Widziałam obrazy, czułam zapachy, słyszałam dźwięki. Wyobraźnia pracowała pełną parą. Słuchanie Zgredka nie daje już tej radości. Poza tym tempo jest inne. Jedną książkę połykało się w wieczór. A na wysłuchanie jej po kawałku trzeba poświęcić tydzień, dwa.

Co można radzić ludziom w podobnej sytuacji?

Radzić? Problem może być podobny, ale ludzie - inni. Jedyna rada to niech każdy szuka rady. Przede wszystkim medycznej. Nie jeden raz, nie w jednym miejscu, ale w wielu, aż trafi. Nie zrażając się tym, że trafia nie od razu. Nie wolno lekceważyć możliwości technicznych i medycznych. Jeśli coś się da zrobić z chorobą, nawet trochę poprawić komfort życia, to warto o to walczyć.

Co to za maszynopis na biurku?

Moja powieść. Napisałam pierwszą w życiu powieść i próbuję ją wydać. Tytuł brzmi "Endure". Angielskie słowo, bo w naszym języku nie ma odpowiednika. A znaczy: wytrwaj, znieś, przetrzymaj. Ale jest też w nim intuicja jakiegoś okrzepnięcia, spokoju i pragmatycznego podejścia.

A o czym ta powieść?

To jakby science fiction. Rzecz dzieje się w przyszłości, niektórzy ludzie - z nieznanych przyczyn - zaczynają tracić wzrok. W obawie przed zarazą zostają wysiedleni do specjalnego obozu na wyspie Tyflonia. Nie wolno im opuszczać tego miejsca. Są pilnowani. No a dalej to już pan przeczyta, jak się ukaże. Jest tam taka scena, jak tzw. kontrolerzy w obozie prowadzą badania. Machają palcami tym ludziom przed nosem: "Ile palców widzisz?". I pracowicie zapisują kolejne odpowiedzi. Mój okulista obraził się za tę scenę. Że ja się wyśmiewam z liczenia palców, a tymczasem to jest międzynarodowy standard przy mojej chorobie. Na pewno ma rację, bo to wybitny lekarz, mam do nieco całkowite zaufanie. Ale czasem mnie korci, żeby sprawdzić, co będzie, jak przy kolejnym badaniu odpowiem, że widzę tych palców sześć u jednej dłoni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':