http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jakie tam posłannictwo

Rozmawia Wojciech Staszewski
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2009-12-23 13:23

Rozmowa z pielęgniarką

ZOBACZ TAKŻE
Wojciech Staszewski: Pielęgniarka bardzo mało zarabia...

Grażyna Piegdoń*: U nas, w Centrum Zdrowia Dziecka, rozpoczynająca pracę pielęgniarka dostaje 2,3 tys. zł brutto pensji plus dodatki za noce, święta, nadgodziny - średnio 40 proc. pensji. A są w Warszawie szpitale, w których stawki są wyższe. Te powtarzane w mediach 700 zł to było kiedyś.

Ale to frustrująca praca.

Co jest najbardziej frustrujące?

Nie zawsze jest dobra atmosfera w zespole. Tam, gdzie panują stosunki feudalne, a pielęgniarka jest pomocnicą lekarza, nie jest dobrze. Bo pielęgniarka w ramach swoich zadań i umiejętności też chce być samodzielna.

W szpitalu dziecięcym praca jest specyficzna, znam pielęgniarki, które mówią, że w ogóle nie mogą pracować na pediatrii w zwykłym szpitalu. Za duże obciążenie psychiczne. U nas, na onkologii dziecięcej, jest bardzo duża rotacja personelu. Po niepowodzeniu w leczeniu pacjenta pielęgniarki muszą brać dni wolne, żeby się pozbierać. Mamy dwumiesięczny grafik, można te dni potem odpracować.

A uśmiech pacjenta pomaga?

Nie można się w to za bardzo angażować emocjonalnie, bo to wypala. Bo oprócz uśmiechu jest też ból dzieci albo łzy rodziców.

Dużo pielęgniarek ma zespół wypalenia zawodowego. Są przemęczone, pracują w ciągłym napięciu, czasem z niechęcią, w nocy problemy zawodowe nie dają im spać. Staramy się wysyłać pielęgniarki na szkolenia, które mają przeciwdziałać wypaleniu. To treningi z psychologiem, na których uczą się m.in., jak wypracować dystans chroniący własną osobowość.

Co pani, jako szefowa, może zrobić dla zwykłych pielęgniarek?

Chciałabym im więcej płacić, ale z punktu widzenia kadry zarządzającej wiem, że nie można. Staram się to rekompensować możliwością uczenia się - żeby mogły iść na specjalizacje, kursy, chociaż przez ten czas mogą mniej pracować. To wzmacnia także ich poczucie wartości.

W tym roku chcę pozyskać sponsorów, którzy by nas wsparli w zakupie środków do przemieszczania pacjentów. Bo to duży problem. Mnóstwo pielęgniarek ma zakaz dźwigania powyżej pięciu kilo. Bo w szkole kiedyś uczono nas tylko, jak przenieść pacjenta, a czy przy tym pielęgniarce pęknie kręgosłup, to nieważne.

To jak pielęgniarka ma pracować, żeby nie zwariować?

Pamiętać też o sobie.

Dlaczego pani została pielęgniarką?

Chciałam robić zastrzyki. Mój misiek z dzieciństwa, wypchany w środku trocinami, zgnił od tego.

Po liceum medycznym trafiłam na oddział noworodków, bardzo mi się tam podobało. To był oddział, gdzie było dużo radości.

Po studiach pielęgniarskich trafiłam do Centrum Zdrowia Dziecka, prestiżowej instytucji. Tu też się coś rodziło, czułam się potrzebna. Bo mnie do pracy motywuje chęć pomocy innym. Tak samo poza pracą - zanim pomyślę, to już pomagam.

Czy to jest to słynne posłannictwo?

- E tam. Po prostu silnie identyfikuję się z zawodem.

* Grażyna Piegdoń - naczelna pielęgniarka warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos