http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o greckiej tragedii, a boisz się zapytać

Maciej Samcik
2011-07-22, ostatnia aktualizacja 2011-07-22 21:47

FAQ: wszystko, co chcesz wiedzieć o ratowaniu Grecji, a boisz się zapytać

Grecja dostała od Europy obietnicę kolejnych pożyczek. Czy właśnie zbankrutowała?

Tak, Grecja jest bankrutem. Bez nisko oprocentowanych pożyczek od innych krajów grecki budżet w ciągu kilku miesięcy przestałby płacić pensje pracownikom budżetówki, emerytury, przestałby też utrzymywać armię i policję oraz budować drogi. Dlatego Europa zdecydowała się pożyczyć Grecji najpierw 110 mld euro, a teraz kolejne 109 mld.

Skąd państwa Europy Zachodniej wezmą te pieniądze?

Prawda jest brutalna: z pieniędzy włożonych do specjalnego funduszu ratunkowego o nazwie EFSF, na który składają się wszystkie państwa strefy euro, w największym stopniu - te najbogatsze. Część kwot na ratowanie Grecji Europa wyciągnie z kieszeni największych banków, które wcześniej lekkomyślnie kupowały obligacje Grecji. Banki będą musiały zgodzić się na odroczenie spłat lub zamianę obligacji na inne, być może mniej dla nich opłacalne.

Dlaczego Grecja znalazła się w tak tragicznej sytuacji?

Bo żyła ponad stan. Wydawano więcej pieniędzy, niż państwo ściągało z podatków. W ciągu ostatnich lat wydatki budżetu Grecji się podwoiły. Tak samo jak pensje pracowników budżetówki. Jeśli Grekom brakowało pieniędzy na podwyżki, po prostu emitowali kolejne obligacje, które kupowały banki, firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne.

Dlaczego ten domek z kart w końcu się zawalił?

Długi Grecji wynoszą obecnie 340 mld euro, co oznacza, że na każdego obywatela przypada do spłacenia 31 tys. euro. To więcej, niż wynosi roczna przeciętna pensja Greka! Owszem, Polska też ma ogromne długi: 215 mld euro. Ale na jednego Polaka przypada "tylko" 6 tys. eurodługu, czyli pięć razy mniej niż na jednego Greka. Nie znaczy to, że Polska jest bezpieczna. Ale to porównanie pokazuje, w jak tragicznej sytuacji znalazło się państwo greckie.

Kto jest wszystkiemu winny?

Przede wszystkim sami Grecy. Nie tylko dlatego, że żyli ponad stan, ale też dlatego, że oszukiwali europejskie urzędy badające kondycję finansową krajów. Przekazywali do Brukseli zafałszowane dane o sytuacji finansowej kraju. Winni są też unijni urzędnicy, którzy nie sprawdzali, w jakiej kondycji jest kraj. Zawaliły międzynarodowe agencje ratingowe, czyli niezależne instytucje, które oceniają wiarygodność finansową obligacji poszczególnych krajów i firm. One też nie zauważyły, że Grecja może nie mieć pieniędzy na spłatę swoich długów. Chciwość zgubiła bankowców, którzy kupowali greckie obligacje tym chętniej, im wyżej były oprocentowane.

Dlaczego wszystkiego nie dało się już dłużej ukryć?

Inwestorzy kupujący greckie obligacje zaczęli żądać wyższych odsetek. Jeszcze w 2008 r. oprocentowanie 10-letnich obligacji Grecji nie przekraczało 4 proc., a w 2011 r. sięgnęło już 17 proc. w skali roku. Grecja znalazła się w kleszczach - z jednej strony potrzebowała coraz więcej pieniędzy z zewnątrz, a z drugiej - musiała płacić coraz większe odsetki od każdego nowego długu.

Dlaczego przyznane w zeszłym roku 110 mld euro nie pomogło?

Europa przyznała je Grecji, by kraj mógł spłacić najpilniejsze obligacje i miał trochę czasu na uporządkowanie swoich finansów. Grecja zobowiązała się do zmniejszenia wydatków budżetu o 28,5 mld euro do 2015 r. Niestety, kraj mimo tego nie odzyskał zaufania inwestorów. Chętni na nowe obligacje byli, ale po coraz wyższych cenach, oszczędności budżetu zaś nie były na tyle duże, by kraj mógł płacić wyższe odsetki. Pieniędzy na obsługę bieżących obligacji znów zabrakło.

Czym się różni nowy program ratowania Grecji od poprzedniego?

Tym razem włodarze Europy uznali, że muszą wciągnąć w pomoc Grecji prywatne banki, fundusze, firmy ubezpieczeniowe. Kraje eurolandu zobowiązały się przyznać nowe pożyczki i obniżyć oprocentowanie tych starych - z 5,5 proc. do 3,5 proc. Ale jednocześnie największe banki zadeklarowały, że odłożą moment spłaty części greckich obligacji lub zamienią je na inne, płatne dużo później (nawet za kilkanaście lat).

Czy bankructwo Grecji uderzy także w nas?

Nie można tego wykluczyć. Możemy ucierpieć z powodu uszczerbku finansowego, jakiego doznają z tego tytułu np. Niemcy, nasz największy partner handlowy. A niemiecka gospodarka, obciążona daniną dla Grecji, może się też wolniej rozwijać. Poza tym część pieniędzy na pożyczki dla Grecji pójdzie prawdopodobnie z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej, z których polskie firmy czerpią obecnie całymi garściami. Funduszy do podziału będzie mniej. Z drugiej jednak strony uspokojenie sytuacji wokół Grecji jest nam na rękę - inwestorzy nie będą się bali kupować naszych obligacji.

  • 3
  • 45 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':