Przez ostatnie dwa dni sytuacja na europejskich rynkach finansowych nieco się uspokoiła, ale inwestorzy cały czas nerwowo przyglądają się krajom na południu Starego Kontynentu. Każda emisja nowych obligacji w Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech wzbudza ogromne emocje. - Czy znajdą się kupcy i po jakiej cenie zgodzą się nabyć papiery, które będą finansowały dziury w budżetach? - zastanawiają się analitycy.
Wczoraj Hiszpanie sprzedali warte 2,5 mld euro 3-letnie obligacje. Zapotrzebowanie było dwa razy wyższe. Ale ich oprocentowanie sięgnęło 3,7 proc., tymczasem na początku października było na poziomie 2,5 proc. Każdy dodatkowy punkt procentowy oznacza wyższe koszty obsługi długu w przyszłości. Według prognoz Komisji Europejskiej dług publiczny Hiszpanii w tym roku wzrośnie do poziomu 64,4 proc. PKB, ale już Włoch osiągnie niemal 119 proc. PKB. W ciągu trzech lat Włosi muszą pozyskać aż 800 mld euro na refinansowanie starego zadłużenia.
Po udzieleniu Grecji w maju tego roku pożyczki wartej 110 mld euro i niedawno wartej 85 mld euro pożyczki dla Irlandii nastroje na europejskim rynku finansowym są chwiejne. - Nie powinniśmy nie doceniać wagi tego kryzysu, który w przypadku Irlandii w dużym stopniu wziął się z sektora bankowego - ostrzegł wczoraj szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn. Ekonomiści są niemal pewni, że kolejnym krajem w kolejce do ratowania będzie
Portugalia. Ale prawdziwe kłopoty zaczęłyby się, gdyby o pomoc wystąpiła
Hiszpania czy
Włochy - czwarta i trzecia gospodarka strefy euro.
- Hiszpania nie będzie musiała występować o pomoc - podkreślił po raz kolejny hiszpański premier José Luis Rodriguez Zapatero, tym razem w wywiadzie dla telewizji CNBC. Inwestorów takie zapewnienia jednak nie uspokajają, bo pamiętają, że irlandzki rząd mówił podobnie zaledwie kilka tygodni przed przyznaniem pomocy.
Poprawie sytuacji krajów strefy euro nie sprzyjają warunki makroekonomiczne. Zarówno Komisja Europejska, jak i Europejski Bank Centralny przewidują, że w przyszłym roku gospodarka strefy euro spowolni, według EBC do około 1,4 proc. Zresztą swój pęd do wzrostu wytraciła już w III kw. tego roku. Wzrost w skali roku sięgnął co prawda 1,9 proc., jednak kwartalny wzrost o 0,4 proc. był znacznie niższy niż 1-proc. zanotowany w II kw.
Wolniejszy wzrost PKB oznacza, że Europie trudniej będzie wygrzebywać się z zadłużenia, a ograniczanie deficytów budżetowych w wielu krajach będzie wymagało kolejnych drastycznych cięć i podwyżek podatków.
Ekonomiści liczyli, że aktywniej do rozwiązywania kłopotów strefy euro przyłoży się Europejski Bank Centralny. Ale ten nie zdecydował się na rozszerzenie programu skupu obligacji skarbowych od banków na wzór amerykańskiej Rezerwy Federalnej. - Program trwa - powiedział tylko szef EBC Jean-Claude Trichet, odmawiając komentarza na temat spekulacji o jego rozszerzeniu. Ale oprocentowanie portugalskich i irlandzkich obligacji wczoraj spadało, a dilerzy na rynku cytowani przez Reutera mówili, że EBC skupuje ich niewielkie ilości.
Wcześniej sporo emocji wzbudziły informacje płynące ze Stanów Zjednoczonych. W środę Reuters podał, powołując się na anonimowe źródło, że Amerykanie mogliby dołożyć się poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy do wartego 750 mld euro funduszu pomocowego dla krajów strefy euro. Te informacje zdementował jednak przedstawiciel departamentu skarbu.