Na oświadczenie Merkel w sprawie Grecji z niepokojem czekała wczoraj cała Europa, a w urzędzie kanclerskim i MSZ urywały się telefony. O tym, że
Berlin nie śpieszy się z pomocą Atenom, było wiadomo od dawna. Jeszcze wczoraj szef MSZ Guido Westerwelle przestrzegał, że w sprawie pomocy nie należy się spodziewać szybkich decyzji. A Volker Kauder, szef frakcji CDU/CSU, przypominał, że w tym tygodniu Bundestag w ogóle nie będzie zajmował się tą sprawą.
A Grecy pieniędzy potrzebują jak najszybciej, w przeciwnym wypadku ich państwo zbankrutuje i w najgorszym z możliwych scenariuszy pociągnie za sobą całą strefę euro. - Jestem bardzo zaniepokojony niemieckim uporem - mówił wczoraj szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini.
Merkel zapewniła jednak, że Berlin da zielone światło dla unijnej pomocy dla Aten. - Pomożemy, jeśli Grecy spełnią określone warunki. Kilka dni potrwa, zanim w spokoju wynegocjujemy wszystkie szczegóły.
Grecja musi zrobić swoje, tylko tak można zapewnić stabilność euro - mówiła. Warunki to trzyletni plan cięć budżetowych, który chce wyegzekwować Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Jeśli negocjacje przebiegną pomyślnie, Grecja dostanie niskooprocentowany kredyt w wysokości 40-45 mld euro. 30 mld wyłożą kraje
strefy euro, w tym 8,5 mld
Niemcy.
Merkel liczyła że sprawę pomocy uda się przeciągnąć jeszcze o kilkanaście dni, by odbyły się rozpisane na 9 maja wybory w Nadrenii Północnej Westfalli. Dla Merkel to kluczowa data, bo to pierwszy ważny wyborczy sprawdzian dla jej rządu po wyborach we wrześniu 2009 r. Według sondaży może go nie przejść, a wówczas jej rząd może stracić większość w Bundesracie (drugiej izbie parlamentu) i możliwość rządzenia. Dlatego Merkel starała się nie drażnić wyborców i w sprawie pomocy dla Grecji unikała jednoznacznej odpowiedzi.
W Niemczech w ostatnich miesiącach narastają antygreckie nastroje. Większość obywateli jest przekonana, że skoro Niemcy dotknął
kryzys gospodarczy, to Berlin powinien zająć się własnym podwórkiem, a nie pomagać innym. Tym bardziej Grekom, którzy nie dość, że przejadali unijne dotacje, to jeszcze fałszowali statystyki finansowe. Głównym orędownikiem niepomagania Grecji jest tabloid "Bild". - Koterie, korupcja, więzy rodzinne. Tak funkcjonuje ten kraj - opisywał wczoraj greckie realia.
Merkel ostro krytykowano za uleganie presji społeczeństwa i tabloidu. I pewnie dalej by kluczyła, gdyby w piątek Grecja oficjalnie nie wystąpiła o pomoc. - Kanclerz znalazła się w pułapce. Nie może Grekom odmówić - komentowała niemiecka prasa.
Tymczasem Merkel ma kolejny problem. Na pomoc Grekom nie zgadza się jej koalicjant, liberalna FDP. - Grekom postawiono garniec miodu na środku stołu. To sygnał, że mogą się częstować - wypomina Otto Solms, ekspert FDp ds. finansów. Jego zdaniem Grekom trzeba postawić jeszcze bardziej wyśrubowane warunki. SPD z kolei domaga się, by w pomoc dla Grecji zaangażowały się też prywatne banki.