Włochom udało się w piątek sprzedać wszystkie planowane obligacje o wartości 4,75 mld euro. Obligacje zapadające w listopadzie 2014 roku, o wartości 3 mld euro, osiągnęły rentowność 4,83 proc, najniższą od września. Obligacje zapadające w lipcu 2014 roku osiągnęły rentowność 4,29 proc., a obligacje sześcioletnie - 5,75 proc. Na grudniowej aukcji rentowność trzyletnich obligacji wynosiła 5,62 proc.
Aukcje obligacji miały pokazać, czy skuteczna jest polityka Europejskiego Banku Centralnego, który udzielił w grudniu bankom komercyjnym po raz pierwszy w historii blisko pół biliona euro tanich trzyletnich pożyczek. Chodziło o to, aby poprawić ich wypłacalność, ale także skłonić je do kupowania obligacji państw zagrożonych niewypłacalnością. Banki zaciągnęły bowiem dług w EBC tylko na 1 proc., a miały perspektywę krociowych zysków, kupując wyżej oprocentowane obligacje.
Wyniki aukcji hiszpańskich papierów przeszły najśmielsze oczekiwania. Rząd w Madrycie chciał początkowo pozyskać 4-5 mld euro na trzy i cztery lata, ale inwestorzy zgłosili tak ogromne zamówienia, że wartość oferty podwojono, dorzucając jeszcze "pięciolatki". Nie dość, że Hiszpanie sprzedali wszystko z pocałowaniem ręki, to jeszcze znacznie taniej niż na poprzednim przetargu w grudniu. Z grubsza rentowność wszystkich obligacji spadła o 1 pkt proc. i wyniosła poniżej 4 proc. Taki wynik aukcji sprawia, że zadłużona po uszy
Hiszpania złapała oddech finansowy i wzrosła szansa, że uda się jej pozyskać w całym roku planowane 86 mld euro z emisji obligacji. Gdyby inwestorzy nie chcieli kupować tych papierów albo żądali oprocentowania rujnującego hiszpański budżet, wtedy
Madryt nie miałaby wyjścia i musiałaby zwrócić się o pomoc do Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, tak jak wcześniej uczyniły Irlandia,
Grecja i
Portugalia.
Świetne wyniki przyniósł również przetarg bonów skarbowych we Włoszech - kolejnym państwie na liście największych europejskich dłużników. Roczne bony warte 12 mld euro sprzedano z dochodowością zaledwie 2,7 proc., podczas gdy w zeszłym miesiącu inwestorzy kazali sobie płacić blisko dwa razy tyle. Włochy pożyczyły najtaniej pieniądze od połowy 2011 r. Mimo to agencja Fitch ostrzega, że jeszcze w tym miesiącu może obniżyć rating Włoch z uwagi na zadłużenie.
Wieści z Madrytu i Rzymu wywołały chwilową euforię na giełdach. Mediolański indeks w mgnieniu oka zyskał 3 proc., w górę poszły także wskaźniki we Frankfurcie, Paryżu i Londynie. Akcje drożały także na warszawskiej giełdzie. Na rynku walutowym euro zyskało do dolara.
Reakcja inwestorów była tak pozytywna, bo jak ognia boją się niewypłacalności obydwu państw. Ich długi są tak wielkie, że w wypadku zagrożenia bankructwem pieniędzy na ratowanie ich nie wystarczyłoby prawdopodobnie ani w specjalnym europejskim funduszu pomocowym ESFS, ani w rezerwach MFW. Hiszpania zadłużona jest na 600 mld euro, a Włochy na 1,9 bln euro. Kluczowa dla ich wypłacalności jest nie tylko sama sprzedaż obligacji, ale też jak najniższe odsetki, aby spłata nie rozsadziła ich budżetów.
Inwestorzy spodziewają się, że finansowa kroplówka podpięta bankom przez EBC będzie miała działanie długotrwałe.
Przełamanie strachu przed zakupami obligacji europejskich dłużników jest nagłym zwrotem akcji na rynku finansowym, bo jeszcze kilka dni temu powszechna była niechęć przed pożyczaniem komukolwiek, poza EBC oraz Niemcami. Banki wolały lokować nadwyżki finansowe na jednodniowych lokatach w banku centralnym, mimo że płacił symboliczne 0,25 proc. w skali roku, niż udzielać pożyczek na rynku międzybankowym albo lokować w obligacje. Skala lokat w EBC zbliżyła się do rekordowych 500 mld euro, podczas gdy kilka tygodni temu było to dwa-trzy razy mniej. Wielkim wzięciem cieszyły się też niemieckie papiery skarbowe tzw. Bundy. Na ostatnim przetargu obligacji
Niemcy pożyczyły na zaledwie 0,9 proc. Wcześniej inwestorzy gotowi byli nawet płacić więcej, niż wynosił nominał Bundów, bo używają ich jako pewnych zabezpieczeń (collateral) do transakcji finansowych.
Po czwartkowych aukcjach obligacji widać, że na razie strategia pomocy strefie euro przyjęta przez EBC przynosi rezultaty. Bank pomógł mocno zbić rentowności obligacji, mimo że nie został zmuszony do nieograniczonego samodzielnego skupowania papierów zagrożonych państw na rynku wtórnym, co sprowadzałoby się faktycznie do dodruku euro.
Po czwartkowym posiedzeniu banku, na którym utrzymano główną stopę procentową na poziomie 1 proc., prezes EBC Mario Draghi tchnął nadzieję, że gospodarka eurolandu w tym roku nie wpadnie w recesję.
- Cały czas oczekujemy, że w 2012 r. gospodarka strefy euro odbije, choć bardzo stopniowo. Będzie ją wspierać siła globalnego popytu, bardzo niskie stopy procentowe w krótkim okresie oraz wszelkie działania, które podjęliśmy, żeby wesprzeć funkcjonowanie sektora finansowego - powiedział Draghi.
Odprężenie na globalnych rynkach finansowych wpłynęło na umocnienie złotego. Dolar potaniał o blisko 2 proc. do 3,44 zł, euro (4,41 zł) i frank (3,65 zł) straciły po blisko 1 proc.