Rząd i prezes NBP cieszą się, że Polacy nie wystraszyli się zamieszania na rynkach i czarnych prognoz. Dane o
PKB za III kw. pokazały, że ludzie wciąż kupują, a firmy zwiększają inwestycje i eksportują - stąd 4,2-proc. wzrost.
Ale choć prognozy ekonomistów zapowiadające wyraźne osłabienie nie sprawdziły się, to ci nie odwołują gospodarczej "kroniki zapowiedzianej śmierci". Przyjdzie, ale później.
W najlepsze trwa teraz festiwal obniżek prognoz makroekonomicznych na 2012 r. Wczoraj zrobił to bank
Goldman Sachs - jego zdaniem PKB Polski zwiększy się w 2012 r. o 2, a nie o 2,8 proc. To dziś jedna z niższych prognoz na rynku.
- Głównym powodem są słabsze perspektywy wzrostu nie tylko w Niemczech i innych krajach strefy euro, które są kluczowymi partnerami handlowymi Polski, ale też niższe perspektywy globalnego wzrostu - mówi "Gazecie" ekonomistka Goldman Sachs Magdalena Polan. Niższy wzrost PKB na świecie ograniczy polski eksport, a to oznacza mniejsze przychody firm.
Bank HSBC wciąż nad aktualizacją prognoz pracuje. We wrześniu spodziewano się 3,7-proc. wzrostu w tym i 3-proc. w przyszłym roku. - Ale z tego, co widać, ten rok może być nieco lepszy, a przyszły - gorszy - zapowiada kierunek zmian Agata Urbańska, ekonomistka ds. Europy Środkowo-Wschodniej HSBC.
Bank przy udziale firmy Markit opracowuje wskaźnik nastrojów w przemyśle tzw. indeks PMI. W listopadzie spadł on poniżej kluczowego poziomu 50 pkt, który oddziela fazę rozwoju od fazy kurczenia się. Wynik 49,5 pkt był najgorszy od dwóch lat.
- Szwankowały głównie nowe zamówienia w eksporcie, spadek mamy już szósty miesiąc. Nawet jeśli dzięki słabszemu złotemu nasze produkty mogą być bardziej konkurencyjne cenowo, to na gasnący popyt nic nie poradzimy - mówi Urbańska.
Bo Europa już hamuje. Według danych Eurostatu w największej gospodarce - Niemczech - w III kwartale wzrost PKB wyniósł 2,6 proc., a jeszcze na początku roku było to niemal 5 proc. PKB. Gospodarki Grecji, Portugalii i Cypru się kurczą.
- Nie chcemy lekceważyć wszystkich prognoz, które są bardzo przykre, ostrożne i mało optymistyczne, jeśli chodzi o strefę euro, także o naszego największego sąsiada i największego partnera gospodarczego, jakim są
Niemcy - powiedział wczoraj premier Donald Tusk. - Zakładamy więc, że ten scenariusz kryzysowy, jeśli się spełni, może doprowadzić do mniejszego wzrostu w Polsce.
Rząd nie chce jednak szerzyć czarnowidztwa. Tak jak w 2008 i 2009 r. opiera się fali pesymizmu. Przygotował aż trzy projekty budżetu: ze wzrostem PKB o 3,2 proc. - jeśli dotknie nas umiarkowane spowolnienie; wzrostem o 2,5 proc. - jeśli spowolnienie będzie średnie, i ze spadkiem o 1 proc. - gdy uderzy w nas recesja.
Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale z wypowiedzi Tuska wynika, że prawdopodobnie rząd prześle do Sejmu wariant środkowy.
Oznaczałoby to, że w 2012 r. będziemy radzić sobie wyraźnie słabiej, ale Tusk już dziś przekazuje i dobrą wiadomość. - To wariant ostrożny. Ja i minister finansów Jacek Rostowski uważamy, że w 2012 r. wzrost PKB może przekroczyć 2,5 proc. - zapewniał wczoraj na konferencji prasowej.
Dla rządu niezwykle ważne jest bowiem, by udało się utrzymać względnie dobre nastroje wśród Polaków. Im mniej się boją kryzysu, utraty pracy, tym chętniej wydają pieniądze. A od wydatków konsumpcyjnych zależy dwie trzecie polskiego PKB. W III kwartale "wypracowały" one aż 1,8 pkt proc. z 4,2-proc. wzrostu.
Tusk i Rostowski mają nadzieję, że tak jak w latach 2008-09 i tym razem ich będzie na wierzchu. - Okazało się, że najmniej mylił się minister finansów w porównaniu ze wszystkimi instytucjami i ekspertami, jeśli chodzi o prognozy dotyczące polskiego wzrostu - podkreślał premier.
Ale ekonomiści uważają, że teraz ma on mniej asów w rękawie. - W 2009 r. wzrostowi gospodarczemu pomogła antycykliczna polityka fiskalna i monetarna, czyli obniżki podatków i stóp procentowych. Teraz nie ma na to miejsca - mówi Polan.
Prognozy Goldman Sachs zakładają, że aż do 2013 r. Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni stóp procentowych. Powód? Ciągle wysoka
inflacja oraz słaby
złoty (w ciągu trzech miesięcy euro może kosztować 4,80 zł). - Jeśli w ciągu kilku miesięcy znajdą się rozwiązania na problemy strefy euro, złoty znowu zacznie się umacniać - uważa Polan. Prognoza banku mówi o poziomie 4,30 zł za euro pod koniec 2012 r. Zdaniem Magdaleny Polan nie odzwierciedla on fundamentów polskiej gospodarki. Goldman Sachs ocenia, że fundamentalny kurs złotego jest bliższy 3,7 zł za euro.
Wczoraj euro kosztowało około 4,50 zł.