http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koszmar Putina to pomarańczowy plac Czerwony

Rozmawiał w Moskwie Wacław Radziwinowicz
2009-11-26, ostatnia aktualizacja 2009-11-26 19:21

Wciąż mam nadzieję, że Ukraińcy nie przegrają ostatecznie swojego Majdanu tak jak nasi ojcowie przegrali nasz - mówi rosyjski polityk Ilja Jaszyn*

Władimir Putin
Fot. Alexei Druzhinin / AP
Władimir Putin
Wacław Radziwinowicz: Pięć lat temu spotkaliśmy się na kijowskim pomarańczowym Majdanie...

Ilja Jaszyn: To były piękne dni. W Moskwie zebraliśmy wtedy grupkę 25 młodych działaczy demokratycznego Jabłoka oraz Sojuszu Sił Prawicowych i pojechaliśmy na Ukrainę. Byliśmy w stanie takiego politycznego i moralnego knockdownu. Nasze partie nie weszły do parlamentu, reżim Władimira Putina brutalnie przykręcał śrubę. Przyjeżdżamy do Kijowa, potem wychodzimy z metra na Majdan. A tam inny świat. Pomarańczowo, wesoło mimo parszywej pogody. Wyciągnęliśmy flagę Rosji, przewiązaliśmy ją pomarańczową wstążką.

Ludzie przyjęli nas fantastycznie. Dostaliśmy mieszkanie, karmili nas, stawiali piwo. Nieznajomi stale pytali, czy nam czegoś nie brakuje. Proponowali pieniądze. Dla nas to był taki wielki łyk nadziei, potężny zastrzyk energii, który wystarczył na kilka lat.

Dziś powodów do entuzjazmu już raczej nie ma. Na Ukrainie głęboki kryzys, bałagan, dzikie kłótnie dawnych sojuszników z Majdanu. Wiktor Janukowycz, przeciwnik Wiktora Juszczenki sprzed pięciu lat, jest być może o krok od zwycięstwa w styczniowych wyborach prezydenckich...

- Tak może to wygląda z Warszawy, ale nie z Moskwy. Na Ukrainie wciąż są niezależne kanały telewizyjne. U nas dawno już wszystkie znalazły się pod kontrolą państwa i w naszych telewizorach jest albo tandetna muzyka, albo debilna propaganda. Tak, w ukraińskim parlamencie stale dochodzi do awantur, jedna po drugiej wybuchają dzikie kłótnie. Ale to o niebo lepiej od tego, co my mamy w naszej Dumie. Ona potulnie, jak to się u nas mówi, "leży pod Kremlem" i grzeczniutko stempluje te dokumenty, które jej ześlą z góry. Żadnych polemik, żadnej intrygi.

Marszałek Dumy i jednocześnie szef partii władzy Jedna Rosja Borys Gryzłow miał rację, kiedy pięć lat temu sformułował podstawową zasadę pracy izby: "Parlament to nie miejsce do dyskusji". Ja osobiście już wolę "bałagan" ukraiński. Tam mimo wszystko jest lepiej niż u nas.

Na razie.

- Wciąż mam nadzieję, że Ukraińcy nie przegrają ostatecznie swojego Majdanu tak jak nasi ojcowie przegrali nasz.

W Rosji był Majdan?

- A co, nie było? W sierpniu 1991 r. Rosjanie wyszli na ulice, protestując przeciwko puczowi Giennadija Janajewa [twardogłowi komuniści chcieli zatrzymać pierestrojkę i demokratyzację kraju]. Żądali zmian, zniesienia komunizmu. Wyrzucili z Łubianki pomnik twórcy komunistycznego terroru Feliksa Dzierżyńskiego. Ale potem z czasem zapomnieli o tamtych hasłach, poparli rządy silnej ręki, licząc, że one zapewnią porządek w kraju. I dziś widzimy, że tak naprawdę w naszym kraju puczyści zwyciężyli.

Dla rządzących Rosją widmo kolorowej rewolucji jest najbardziej straszliwym koszmarem. Jak mogą, starają się ją zohydzić, wyszydzić. Ale widać, że się jej panicznie boją. Dlaczego?

- Boi się przede wszystkim Władimir Putin. Dla niego pomarańczowa rewolucja na Ukrainie była osobistą klęską, poniżającą kompromitacją. Wysłał przecież pięć lat temu do Kijowa swych najlepszych macherów od wyborów. Dał im ogromne pieniądze. Sam tam pojechał i w centrum Kijowa stał na trybunie obok Janukowycza. Osobiście dwa razy gratulował mu zwycięstwa. I nic nie pomogło. Myślę, że on w najbardziej koszmarnym śnie widzi pomarańczowy plac Czerwony, a na nim milion ludzi skandujących "Precz z Putinem!".

Nie można tego sprowadzać tylko do motywów osobistych. Wymyślona na Kremlu ideologia dzisiejszej Rosji zwana "suwerenną demokracją" za główny cel stawia sobie niedopuszczenie do kolorowej rewolucji w kraju, opisuje ją jako potencjalną katastrofę. Szefowie proputinowskich młodzieżówek, takich jak Nasi, chlubią się tym, że bronią kraj przed pomarańczową zarazą.

- Ci, którzy dziś nami rządzą, czyli Putin i jego towarzysze ze służb specjalnych, to spadkobiercy puczystów z 1991 r. Ludzie ukształtowani w czasach zimnej wojny, przeciwnicy demokracji, zatwardziali imperialiści, dla których Ukraina czy Gruzja to wciąż fragmenty mocarstwa. Oni wszyscy żyją w strachu przed powtórką wydarzeń sprzed 18 lat, i to taką, w czasie której tłum się nie zatrzyma, ale weźmie Łubiankę, otworzy jej straszliwe archiwa i zdemaskuje ich, kompromitując ostatecznie przed całym światem.

Pięć lat temu w Kijowie mówił mi pan, że Majdan obalił mit o tym, że "ruski bunt" może być tylko, jak pisał Aleksander Puszkin, "bezmyślny i bezlitosny". Dziś pan wciąż tak uważa?

- Oczywiście. Naród ukraiński, bardzo bliski Rosjanom, bardzo do nas podobny, potrafił pokazać, że stać go na piękny, mądry i pokojowy bunt.

Pomarańczowa Ukraina miała pięć lat temu grupę doświadczonych przywódców, którzy byli posłami do parlamentu, miała swoje media, finansujących ją biznesmenów. Dziś w Rosji w wielu miejscach rośnie napięcie, ale jeśli doszłoby tu do niepokojów społecznych, mielibyśmy, jak się wydaje, do czynienia z niekontrolowanym żywiołem na ulicach. Po latach przykręcania śruby nie macie nic z tego, co mieli pomarańczowi.

- To tylko tak się wydaje. Taką właśnie wizją straszą nas władze Rosji. Ale Rosjanie to nie bydło. Wcale nie jesteśmy ani głupsi, ani gorsi od Ukraińców. Nas też stać na mądrość polityczną.

*Ilja Jaszyn ma 26 lat, jest doktorem politologii. W latach 2005-06 był przywódcą młodzieżowego skrzydła demokratycznej partii Jabłoko. Dziś jest członkiem władz ruchu "Solidarnost'"

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów