Kosek to jeden z ostatnich świadków komisji. Ujawnienie nagranych przez CBA rozmów, które w latach 2008-09 prowadził ze swoim wspólnikiem, Ryszardem Sobiesiakiem, doprowadziło jesienią ub. roku do wybuchu afery. W jej wyniku doszło do dymisji w rządzie i we władzach Platformy Obywatelskiej. Stanowiska stracili m.in. szef klubu PO, Zbigniew Chlebowski i minister sportu,
Mirosław Drzewiecki. Obaj występowali w nagraniach jako ci, którzy mają pomóc w usunięciu z projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych zapisów o 10 procentowych dopłatach od gier w salonach z automatami i kasynach.
Winni Kapica i Kamiński Kosek stanął przed komisją mimo ciężkiej choroby. Poprosił tylko, by pozwolono mu zeznawać w Krakowie, gdzie mieszka, bo
podróże są w jego stanie niemożliwe. Dlatego cała komisja pojechała do Krakowa. W czasie zeznań - które na prośbę Koska nie były transmitowane- świadkowi towarzyszył lekarz.
Kosek oświadczył, że nie jest "rekinem, królem ani baronem hazardu" i nie posiada "latyfundiów hazardowych" lecz tylko 10 procent udziału w spółce która ma 35 salonów gier. (to 2 proc. rynku)
W sprawach branży hazardowej interweniował w urzędach i ministerstwach jako wiceprzewodniczący Związku Pracodawców Prowadzących Gry i Zakłady Wzajemne.
Przed przesłuchaniem postanowił przekonać posłów, że nie ma czegoś takiego jak afera hazardowa a zamieszaniu wokół branży winni są wiceminister finansów Jacek Kapica i b. szef CBA
Mariusz Kamiński. Kapica bo chciał wprowadzić dopłaty a Kamiński, bo "bezkrytycznie przyjął założenie o wielkich wpływach z dopłat" (500 ml. zł. rocznie do budżetu) - Wszyscy którzy myśleli inaczej stali się wrogami państwa- mówił Kosek.
Obrona hazardu Potem zaczął wyliczanie argumentów przeciwko dopłatom:
- gracze bardzo często próbują
gry na kilku automatach zanim wybiorą ten, na którym zaczną grać. Przy dopłatach, za każdą próba traciliby 10 proc. kwoty, w ogóle nie grając.
- gracz nie mógłby zrezygnować z gry bez straty.
- w kasynach przy stole krupier od każdego z graczy musiałby z góry pobierać 10 procent, które nie byłyby już zwracane.
- chcąc uniknąć straty gracze wynosiliby żetony i wymienialiby je między sobą. Utrudniłoby to salonom gier rozliczenia.
- trzeba by przeprogramować ponad 50 tys. zarejestrowanych automatów- to ogromne koszty ale i konieczność ich ponownego zarejestrowania. Trwałoby to nawet 3 lata. W tym czasie właściciele salonów gier nie mieliby zysków a do budżetu nie wpływałyby pieniądze.
- Byłaby to katastrofa dla branży i uszczerbek dla budżetu. Nie mam mowy o wpływach w wysokości 500 mln. zł.- zakończył tą część.
Potem wyliczał mity, które jego zdaniem krążą wokół branży hazardowej. Mówił, że niesłusznie wiąże się hazard z mafią i praniem brudnych pieniędzy. - Hazard nie różni się od żadnej innej działalności gospodarczej. Dopiero zepchnięty do podziemia jest zagrożeniem.
Pranie pieniędzy - według Koska- nie jest w branży możliwie, bo automaty mają liczniki księgowe. Świadek dementował też informację, że rocznie Polacy wydają na hazard 17 mld. zł. Mówił, że naprawdę chodzi o niecałe 5 mld. zł. z czego przychód kasyn i salonów gier to 3 mld. Zdaniem Koska branża hazardowa jest jedną z najbardziej opodatkowanych w Polsce a rentowność kasyn i salonów jest rzędu 1 do 5 procent.
Chlebowski był przekonany Wreszcie Kosek przeszedł do wyjaśnienia dlaczego próbował poprzez Chlebowskiego wpłynąć na zmianę niekorzystnych dla branży przepisów z projektu o dopłatach: -
Ministerstwo Finansów nigdy nie traktowało przedsiębiorców jako partnerów do dyskusji. Nie byliśmy podmiotem, lecz przedmiotem który ma wykonywać polecenia. Konsultacje z naszą branżą były fikcją - mówił. Dlatego nadzieje pokładał w Chlebowskim. Byłego szefa klubu PO i komisji finansów poznał 8-9 lat temu. Rozmawiali w biurze poselskim Chlebowskiego w Świdnicy, gdzie Kosek zjawił się jako przedstawiciele Związku. - Pan Chlebowski był pierwszym politykiem, który zrozumiał naszą argumentację- powiedział Kosek. Od tego czasu rozmawiali telefonicznie i spotykali się "raz czy dwa razy w roku". Rozmawiali też o dopłatach. - W tej kwestii pan Chlebowski miał takie samo zdanie jak ja. Nie musiał ulegać lobbingowi. Cóż to za lobbing, jeżeli przekonujemy przekonanego- tłumaczył Kosek.
Na koniec z goryczą stwierdził, że wybuch afery spowodował, że rząd w błyskawicznym tempie wprowadził "prohibicyjną" ustawę hazardową. - Branża hazardowa sprawiła kłopot. to zdenerwowało państwo, które uruchomiło swoje organy. Powstał akt prawny łamiący przepisy- mówił Kosek, wyliczając, że skutkiem nowej ustawy będzie upadek firm hazardowych, utrata miejsc pracy i straty dla budżetu.- Już w tym roku nie ma mowy o utrzymaniu zeszłorocznych wpływów. Mit o 500 milionach obróci się w stratę 500 mln. W tej sprawie przegrani są wszyscy- zakończył dramatycznie.
Sobiesiak chciał mi sprawić przyjemność lub zaszpanować Samo przesłuchanie Koska przyniosło niewiele. Trwało 3 godziny- krótko jak na stanardy tej komisji. Posłowie pytali go o fragmenty podsłuchanych rozmów z Sobiesiakiem. Co znaczyło, że chce "na wszelkie sposoby blokować rozporządzenie ministra finansów"? Kosek: - nie wiem, nie pamiętam. Dlaczego i jak planowali skompromitować min. Kapicę? Kosek: - to była prywatna rozmowa w emocjach. Nie ma tu drugiego dna.Nie podjęliśmy żadnych działań. W prywatnych rozmowach wyraża się rózne opinie i sądy.
Komisja dowiedziała się, że Kosek Chlebowskiego znał dobrze i cenił sobie tą znajomość. Spotykali się w pensjonacie należącym do Sobiesiaka. O czym rozmawiali?- Siedzieliśmy, piliśmy kawę i nie tylko- mówił Kosek. Przyznał, że wpłacił 10 tys. zl. na fundusz wyborczy Chlebowskiego ale mówił, że nie pamięta nawet, czy posłowi o tym powiedział.
Zapytany co oznaczały słowa Sobiesiaka "załatwione panie prezesie" i czy chodziło o sprawę dopłat, Kosek stwierdził: - Mam wrażnie, że Sobiesiak chciał mi sprawić przyjemność, radość bo byłem wtedy w bardzo trudnej sytuacji zdrowotnej, albo chciał troszeczkę przyszpanować, że ma jakieś możliwości.