Agnieszka Kublik: Cytuję stenogramy z podsłuchów CBA. 20 lipca 2008 r. Zbigniew Chlebowski mówi do Ryszarda Sobiesiaka: "...prawdziwą wojnę stoczyłem w czwartek". Jaką wojnę stoczył Chlebowski? Mirosław Sekuła: Nie wiemy. Wiadomo, czego oczekiwał Sobiesiak - że Chlebowski będzie aktywny w procesie legislacyjnym dotyczącym ustawy hazardowej, tak by ustawa nabrała kształtu, jakiego chciał Sobiesiak.
Z naszych materiałów wynika, że mimo tych deklaracji Chlebowski nie zrobił w tej sprawie nic. Jak to określił Franciszek Stefaniuk (
PSL), Chlebowski "na odczepnego" coś obiecał, ale obietnicy nie spełnił.
Projekt długo leżał w Ministerstwie Finansów. Był blokowany? - Chlebowski nie miał z tym nic wspólnego, komisja nie ma na to żadnych dowodów. Nawet na choćby rozmowy Chlebowskiego w tej sprawie. Czyli gadał, że coś robi, ale nic nie robił.
20 lipca 2008 r. Chlebowski do Sobiesiaka: "Powiem ci tak między nami: ani Grześ, ani Miro, znaczy się ja sam prowadzę rozmowy. Oni dzwonią do mnie, że pełne wsparcie i wszystko... Nie dają wsparcia". "Ani Grześ, ani Miro" mu nie pomagają w walce o interesy Sobiesiaka? - Podsłuch miał założony Sobiesiak, nie Chlebowski. Jego rozmów z innymi o tej sprawie - o ile były - nie znamy.
A co wynika z billingów telefonów Schetyny i Drzewieckiego? - Że rozmawiali, ale to nic dziwnego, to byli członkowie tego samego rządu. Ich kontakty były naturalne. Dokładnie przeanalizowałem te billingi i nie zauważyłem, by akurat w tym czasie ich kontakty były intensywniejsze. Ale nawet gdyby były, to przecież nie znamy treści tych rozmów. A inne dokumenty nie wskazują na jakikolwiek udział Chlebowskiego w pracach nad projektem.
Po miesiącu, 25 sierpnia 2008 r., Chlebowski do Sobiesiaka: "...na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem". - Tu na pewno nie chodzi o proces legislacyjny, lecz o decyzję administracyjną, którą miał wydać minister finansów w sprawie pozwolenia na prowadzenie kasyna Sobiesiaka. Nie wiadomo, dlaczego jej nie wydawał przez długie miesiące, co było niezgodne z kodeksem postępowania administracyjnego. Ostatecznie minister finansów tę sprawę w sądzie przegrał. Więc mamy tu dowód na interwencję Chlebowskiego w sprawie Sobiesiaka. Ale było to zgodne z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i - jak się okazało - była to interwencja w słusznej sprawie.
Rozgrzesza pan Chlebowskiego? - Nie mogę mu tu niczego zarzucić.
Chlebowski każdemu, nie tylko Rysiowi, by tak pomagał i obiecywał: "na 90 procent załatwimy"? - Przypuszczam, że nie. Niewątpliwie charakter kontaktów między Sobiesiakiem a Chlebowskim nie był taki, jak powinien. Ja takich form kontaktów między posłem a wyborcami nie akceptuję. One muszą być bezstronne i jawne. Tu nie były, więc to, co robił Chlebowski, było naganne. I to jest część tej afery.
10 marca 2009 r. Chlebowski do Sobiesiaka: "Ja ci powiem szczerze, Rysiu,... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... Jakby Grzegorz, Mirek trochę mi... Przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę sprawę dopłat od roku... To wyłącznie moja zasługa". - Chlebowski okłamał Sobiesiaka.
Chlebowski był skorumpowany? Dlatego ciągle coś musiał Sobiesiakowi obiecywać? - Nie mamy na to żadnych dowodów. I dlatego zastanawia mnie ogromna niefrasobliwość CBA. Jeśli kogoś organy śledcze -
policja, prokuratura, służby specjalne - podejrzewają o korupcję, to pierwsze, co robią, to występują o wyciągi z kont i badają na wylot jego finanse. CBA tego nie zrobiło. A jeśli nie zrobiło tak oczywistej rzeczy, to są dwa wytłumaczenia: albo traktowali tę sprawę jako marginalną i nikt w Biurze nie podejrzewał korupcji, albo są niezwykle nieprofesjonalni.
Stawiam hipotezę, że tak naprawdę nie chodziło Kamińskiemu ani o Chlebowskiego, ani o Drzewieckiego. Kamiński użył tej operacji, by zaatakować premiera, by zrobić mu - jak sam zeznał przed komisją - "test na przywództwo". Dla mnie to jest dopiero afera.