http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Afera hazardowa była lub nie. Zależy, kto patrzy

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
2010-08-07, ostatnia aktualizacja 2010-08-07 11:55

Koniec komisji śledczej. Wszyscy bohaterowie afery hazardowej kłamali - twierdzą posłowie opozycji. PiS donosi do prokuratury też na Donalda Tuska. Za przeciek

Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Sobiesiak
Mirosław Drzewiecki
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Mirosław Drzewiecki
Grzegorz Schetyna
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Grzegorz Schetyna
- Zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa przez premiera Donalda Tuska polegającego na ujawnieniu tajemnicy państwowej. Powinna to zbadać prokuratura - napisali posłowie PiS Beata Kempa i Andrzej Dera w swoim zdaniu odrębnym do raportu kończącego prace komisji hazardowej.

Zdania odrębne posłowie PiS i Bartosz Arłukowicz (Lewica) złożyli wczoraj, tuż po upłynięciu krótkiego terminu 24 godzin, jaki wyznaczył im szef komisji Mirosław Sekuła (PO). Raport, który komisja przyjęła w czwartek głosami koalicyjnej większości PO-PSL przy sprzeciwie opozycji, jest dla PO łagodny. Stwierdza, że byłemu szefowi klubu PO Zbigniewowi Chlebowskiemu i byłemu ministrowi sportu Mirosławowi Drzewieckiemu nie można postawić zarzutów karnych. Nie można ich też oskarżyć o nielegalny lobbing wokół ustawy hazardowej. Ich rozmowy (nagrane przez CBA) z Ryszardem Sobiesiakiem, biznesmenem od hazardu, raport określa jako "niewłaściwe" i "niestandardowe".

PiS: Niech się tym zajmie prokurator

Posłowie PiS - Kempa i Dera - dają wiarę "w całej rozciągłości" zeznaniom byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. "Nie było żadnej pułapki na premiera, szef CBA realizował zadania ustawowe i wcześniejsze wytyczne prezesa Rady Ministrów" - napisali. I odpowiedzialnością za przeciek obarczyli premiera. Bo ich zdaniem pewnie było, jak zeznał Kamiński: Tusk powiedział Drzewieckiemu o operacji CBA dotyczącej hazardu; ten swojemu asystentowi Marcinowi Rosołowi, on córce Sobiesiaka, a ta ojcu.

"Z wysokim prawdopodobieństwem można przyjąć, że wyjątkowe jak na dotychczasową praktykę zainteresowanie premiera projektem ustawy, w tym kwestią dopłat od gier i zakładów wzajemnych, mogło uzmysłowić Drzewieckiemu, że prowadzone są jakieś działania w tej sprawie. Jeśli dać wiarę zeznaniom premiera złożonym przed komisją, to Drzewiecki nie mógł wiedzieć, że działania te prowadzi CBA. Chyba że jednak premier Tusk 19 sierpnia 2009 r. wskazał na CBA jako źródło i przyczynę swojego zainteresowania sprawą prac nad projektem ustawy o grach i zakładach wzajemnych" - pytają posłowie PiS.

I dalej piszą: "Dokładnie te okoliczności musi szczegółowo zbadać prokuratura, gdyż zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa przez premiera Tuska polegającego na ujawnieniu tajemnicy państwowej osobie nieuprawnionej (tj. czynu z art. 265 kodeksu karnego)".

Za niewiarygodne posłowie PiS uznali zeznania wicepremiera Grzegorza Schetyny i Chlebowskiego (o ich kontaktach z Sobiesiakiem), Drzewieckiego (w sprawie dopłat) i Rosoła (o załatwianiu pracy dla córki Sobiesiaka). "Co powinno skutkować odpowiedzialnością karną z art. 233 kodeksu karnego" - napisali Kempa i Dera.

Chlebowskiego, Drzewieckiego i Rosoła podejrzewają także o nadużycie władzy. "Stwierdzenia wypowiadane przez Chlebowskiego w trakcie rozmów telefonicznych z Sobiesiakiem pozwalają uznać, że mamy do czynienia z podejrzeniem popełnienia przez Chlebowskiego przestępstwa nadużycia władzy (tj. czynu z art. 231 § 1 i 2 kodeksu karnego). Chlebowski, działając na rzecz Sobiesiaka i Jana Koska [jego wspólnika], działał w istocie w celu przysporzenia im korzyści majątkowej, a tym samym umniejszenia wpływów do budżetu państwa" - napisali posłowie PiS.

Ich zdaniem przed komisją kłamał także Sobiesiak i Kosek, czym także powinien zainteresować się prokurator.

Zdaniem posłów za przekroczenie uprawnień powinien odpowiadać także szef kancelarii premiera Tomasz Arabski, bo kompetencje w zakresie koordynacji i nadzoru nad służbami specjalnymi przyznał sekretarzowi stanu Jackowi Cichockiemu, a mógł to zrobić tylko sam premier.

Arłukowicz: Chlebowski pomagał, Drzewieckiemu nie wierzę

Bartosz Arłukowicz (Lewica) swoje stanowisko napisał na blisko 90 stronach. Chlebowskiego obciąża nieprzejrzystymi kontaktami z branżą hazardową. - Nie tylko pomagał w sprawie decyzji administracyjnej dotyczącej kasyna Sobiesiaka, ale też prowadził rozmowy o ustawie - mówi "Gazecie" poseł Lewicy.

Drzewieckiego zaś tym, że pismem z 30 czerwca 2009 r. o rezygnacji z dopłat od wygranych na automatach realizował oczekiwania Sobiesiaka. - W wersję Drzewieckiego, że to była "urzędnicza pomyłka", nie wierzę - podkreśla Arłukowicz. - Bo urzędnicy się przyznali, że dostali polecenie napisania dokumentu w sprawie usunięcia dopłat z projektu wraz ze zmianą uzasadnienia, a nie tylko zmiany uzasadnienia, jak nam próbował wmówić minister sportu.

Arłukowicz napisał, że są dwa potencjalne źródła przecieku informacji o akcji CBA: samo Biuro i Kancelaria Premiera. - Ale dowodu, że przeciek pochodził od premiera Tuska, nie ma. Moim zdaniem rozmowa Tuska z Drzewieckim [odbyła się, gdy premier dostał pierwsze raporty CBA o dziwnych kontaktach swoich polityków z Sobiesiakiem] spowodowała, że minister mógł poczuć się zaniepokojony i stąd dalszy ciąg wydarzeń, czyli np. wycofywanie córki Sobiesiaka z konkursu do zarządu Totalizatora Sportowego - tłumaczy Arłukowicz.

Poseł Lewicy dziwi się, że CBA nie podsłuchało rozmowy Rosoła z Sobiesiakówną w restauracji Pędzący Królik, gdzie Rosół rozmawiał z córką Sobiesiaka o jej rezygnacji z konkursu. - A było to możliwe, bo Biuro najprawdopodobniej wiedziało o tym spotkaniu wystarczająco wcześniej. Gdybyśmy znali treść tej rozmowy, możliwe, że wiedzielibyśmy, czy był przeciek, a jeśli tak, to skąd.

Dziwi go też brak podsłuchu rozmowy Chlebowskiego i Sobiesiaka na cmentarzu w Marcinowicach pod Wrocławiem. - Zwłaszcza że to spotkanie zostało umówione przez osobę trzecią i że doszło do niego prawdopodobnie trochę inaczej niż to przed komisją zeznał Chlebowski. Wynika to z materiałów dowodowych, które objęte są klauzulą tajności - wyjaśnia Arłukowicz.

PO: CBA prawdopodobnym źródłem przecieku

Swoje zdanie odrębne złożyli też posłowie PO - Sekuła i Jarosław Urbaniak - według których poprawki, które komisja przyjęła w środę, wprowadziły do raportu sprzeczności. Dlatego ich wersja jest w dużym stopniu powrotem do pierwotnej wersji raportu Sekuły. Łagodnie potraktowali głównych bohaterów afery - czyli polityków PO, a ostro szefa CBA.

I tak Sekuła z Urbaniakiem usunęli zdanie, w którym komisja stwierdzała, że nie daje wiary zeznaniom Chlebowskiego w kwestii dotyczącej jego spotkania z Sobiesiakiem na cmentarzu pod Wrocławiem.

Posłowie przywrócili zdanie, że "prawdopodobnym źródłem przecieku" było CBA.

Sekuła z Urbaniakiem wyrzucili też poprawkę krytyczną wobec premiera Tuska. Według niej premier po rozmowie z szefem CBA powinien porozmawiać z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą, a nie z Drzewieckim.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':