Wczorajsze ostatnie posiedzenie komisji, która działała od listopada 2009 r., zaczęło się od awantury.
Bartosz Arłukowicz (Lewica) wyliczał sprzeczności, jakie zawiera ostateczna wersja raportu po przyjęciu w środę przez komisję 45 poprawek.
Na stronie 285 raport oczyszcza byłego przewodniczącego klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego z zarzutów o nielegalny lobbing przy ustawie hazardowej i stwierdza, że Chlebowski nie prowadził rozmów w tej sprawie. Tymczasem na stronach 211, 212 i 285 można przeczytać, że do takich rozmów jednak dochodziło.
Na stronach 285 i 286 znalazły się sprzeczne stwierdzenia dotyczące byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Raz można przeczytać, że gdy latem 2009 r. przekazywał premierowi Tuskowi informacje o nieformalnych kontaktach polityków jego partii (Chlebowskiego i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego) z biznesmenem branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem, jego intencją było zabezpieczenie procesu ustawowego. Zaraz obok czytamy, że Kamiński manipulował materiałami i nie miał wobec premiera czystych intencji.
W innym miejscu raportu mowa jest o tym, że premier po otrzymaniu informacji od CBA nie popełnił żadnego błędu, a kilka stron dalej, że błąd zrobił. Bo nie powinien po rozmowie z Kamińskim wzywać Drzewieckiego, co mogło wzbudzić podejrzenia polityka.
- Nad takim wewnętrznie sprzecznym dokumentem będziemy głosowali - mówił Arłukowicz. - To efekt pana poprawek - odciął się przewodniczący Mirosław Sekuła (PO). A posłowie Sławomir Neumann i Jarosław Urbaniak (obaj z PO) dowodzili, że wniesienie do spójnego projektu autorstwa Sekuły zmian osłabiających niektóre stwierdzenia wprowadziło do raportu chaos.
- Ktoś płacze nad rozlanym mlekiem, które sam specjalnie wcześniej rozlał. Znał pan zapisy raportu i pana obowiązkiem było zaproponować usunięcie sprzecznych z pana poprawkami fragmentów - mówił Urbaniak.
- Te poprawki były jedynym sposobem na naprawienie tego nierzetelnego raportu. Dążycie do tego by byle jak, jak najszybciej przyjąć raport, który jest nieuczciwy i oczyszcza ludzi, którzy brali czynny udział w tej sprawie. To wstyd - mówił Arłukowicz.
Rzeczywiście raport nie tylko stwierdza, że nie można postawić politykom PO zarzutów kryminalnych, ale nawet nie można mówić, że brali udział w nielegalnym lobbingu i w ogóle w rozmowach o ustawie hazardowej. Ich zachowania w relacjach z biznesem hazardowym nazywa zaledwie "niewłaściwymi" lub "niestandardowymi".
Arłukowiczowi wtórowali posłowie
PiS. - Raporcie, jestem zniesmaczony tym, że muszę cię czytać, proszę cię, żebyś spłonął ze wstydu - szydził Andrzej Dera.
- Dopóki będzie rządziła PO, nie będą już wykryte żadne afery z jej udziałem, przyjdzie nam żyć w kraju zgniłych obyczajów, będziemy żyć w dyktaturze, Platforma zabiła prawdę - mówiła Beata Kempa (PiS).
Raport przyjęto czterema głosami PO i
PSL przeciwko trzem głosom PiS i Lewicy. To było do przewidzenia. Wstrząs nastąpił, gdy po przerwie Mirosław Sekuła został wybrany na sprawozdawcę komisji. I już jako sprawozdawca skorzystał z przepisu, by bez głosowania wyznaczyć posłom termin na napisanie tzw. zdań odrębnych do przegłosowanego dokumentu. Zadecydował: 24 godzin
Nie pomogły apele Arłukowicza, Kempy, Franciszka Stefaniuka (PSL), by dać bardziej realny czas - przynajmniej tydzień. - Proszę, by na koniec prac uszanował pan podstawowe prawo opozycji do odrębnego zdania - wzywał Arłukowicz.
Ale Sekuła nie zmienił zdania. Jeśli dziś do godziny 13 posłowie nie przyniosą swoich wersji raportu, nie będzie szans, by weszły one do materiałów z prac komisji.