http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komisja hazardowa #43. Stanisław Matuszewski i Maciej Skórka

d, PAP
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-04-09 16:00

Przed komisją śledczą stanęli szef Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych Stanisław Matuszewski i b. asystent społeczny polityka SLD Jerzego Jaskierni Maciej Skórka

SERWISY
Matuszewski: moja Izba sprzeciwiała się dopłatom i wideoloteriom

Szef Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych Stanisław Matuszewski zeznał przed hazardową komisją śledczą, że Izba sprzeciwiała się dopłatom do gier i wideoloteriom, a swoje stanowisko przedstawiała oficjalnie resortowi finansów.

Matuszewski zeznał we wtorek, że jego Izba reprezentuje przede wszystkim przedsiębiorców działających na rynku automatów o niskich wygranych i w ich imieniu przedstawiała swoje opinie do kolejnych propozycji zmian w ustawie hazardowej.

W latach 2006-2009 - mówił Matuszewski - Izba reagowała na propozycje zmian w ustawie hazardowej przygotowywane przez Ministerstwo Finansów. Poinformował, że w tym czasie Izba wysłała około 30 pism do resortu, dołączała także do nich ekspertyzy. Według niego odpowiedzi resortu były lakoniczne i wymijające, nigdy też nie doszło do spotkania, mimo próśb Izby.

Matuszewski zeznał, że Izba była przeciwna rozważanemu w tamtym czasie wprowadzeniu dopłat do gier na automatach o niskich wygranych. Dodał, że przeciwko dopłatom Izba wypowiadała się od samego początku, kiedy ten pomysł się pojawił w 2006 roku.

"Od początku mówiliśmy, że to jest nie do zrealizowania, że to jest fałszywy trop albo specjalne zamieszanie w branży" - zaznaczył. W jego ocenie dopłaty były forsowane w celu "zniszczenia rynku automatów polskich firm działających w Polsce". "Inaczej branża tego nie odbierała" - dodał. "Dopłaty to w ogóle kasowały branżę. Wszystkie automaty kasowały i kasyna też" - powiedział.

Jak mówił, biznesmeni branży hazardowej Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek nie należą do Izby Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych. Według ustaleń CBA, biznesmeni ci zabiegali - w trakcie prac nad zmianami w tzw. ustawie hazardowej w latach 2008-2009 - o rezygnację z wprowadzenia dopłat do gier na automatach o niskich wygranych. Według materiałów CBA, to właśnie na rzecz tych dwóch biznesmenów mieli lobbować politycy PO Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki.

Matuszewski powiedział, że nie zna Sobiesiaka, natomiast kontaktował się z Koskiem, który jest reprezentantem Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne. "Kosek reprezentował swoją organizację samorządową i my wymienialiśmy informacje. Organizacja, którą kierował pan Kosek, sama zlecała opracowania, my też (zlecaliśmy) i myśmy się wymieniali tymi informacjami" - zeznał. Jak dodał, w kwestii dopłat opracowania obu organizacji były jednoznaczne i oceniały, że "nie da się tego zrobić".

Zaznaczył, że nigdy nie rozmawiali z Koskiem o tym, by wywrzeć formalny lub nieformalny nacisk na resort finansów, by przekonać ministerstwo, że dopłaty to zły i technicznie niemożliwy do przeprowadzenia pomysł.

Jak mówił, w 2009 roku dwa razy - w kwietniu i lipcu - spotkał się z Koskiem. "O nacisku nigdy nie było mowy; tylko o tym, jakich argumentów użyć, jakie badania przedstawić, jakich ekspertów powołać, żeby trafili do pracowników Ministerstwa Finansów, bo to, co myśmy pisali czy załączali, to trafiało jakby do studni, nie było żadnych reakcji" - relacjonował Matuszewski.

Zaznaczył, że nie podejmował żadnych działań w celu utrudnienia czy opóźnienia prac nad nowelizacją ustawy hazardowej.

Matuszewski powiedział, że Kosek nigdy nie mówił przy nim o swoich kontaktach z politykami, w tym z byłym ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim i byłym szefem klubu PO Zbigniewem Chlebowskim. "To były rozmowy tylko i wyłącznie merytoryczne. Opracowania czytaliśmy, dyskutowaliśmy. Nigdy nie było rozmów o politykach" - powiedział.

Matuszewski zaznaczył, że nie kontaktował się Chlebowskim w czasie, gdy ten pełnił funkcję szefa sejmowej komisji finansów publicznych, by przekonać go do postulatów Izby w sprawie dopłat. "Nie widziałem takiej potrzeby, dlatego że uważam, że meritum sprawy powinno być po stronie Ministerstwa Finansów jako regulatora rynku" - powiedział. Dodał, że nie wysyłał też do Chlebowskiego żadnych pism i opracowań.

Opowiadał również o udziale Izby, którą kierował, w pracach nad nowelizacją ustawy hazardowej w latach 2006-2007, kiedy głośna stała się sprawa uruchomienia wideoloterii, czemu jego Izba była przeciwna. Monopol na organizację tej gry miał Totalizator Sportowy, jednak z powodu zbyt wysokiego podatku (45 proc.) nie było to opłacalne i wideoloterie nie zostały uruchomione.

Matuszewski zaznaczył, że również w tym wypadku udział Izby w pracach nad nowelą polegał jedynie na pisemnych reakcjach na pojawiające się w resortach propozycje. "Odnieśliśmy się do każdego artykułu i krytykowaliśmy sprawy związane z wideoloterią głównie" - powiedział.

W jego ocenie wideoloterie wyeliminowałyby z rynku hazardu automaty o niskich wygranych. Jak mówił, od 2006 roku firmy hazardowe o globalnym zasięgu - m.in. GTech i Intralot - sterowały medialną nagonkę na sektor automatów o niskich wygranych w Polsce. "Twierdzę, że to w ogóle było po to robione, żeby nas wyeliminować. Stąd medialne opluwanie branży. Po to, żeby zaistniały wideoloterie. To było sterowane przez globalne firmy, to się nie brało z powietrza" - powiedział.

Ocenił, że umowa Totalizatora Sportowego z GTech z 2001 roku przesądzała, że operatorem wideoloterii na polskim rynku mógł być tylko GTech. Zaznaczył, że nie czytał tej umowy. Jego zdaniem wprowadzenie wideoloterii mogło przynieść dochody GTechowi, ale nie - przynajmniej przez pierwsze lata - skarbowi państwa.

Matuszewski odniósł się też do prac nad zmianami w ustawie hazardowej w latach 2002-2003.

W trakcie prac sejmowych nad tą nowelą doszło do zamieszania przy okazji poprawki dotyczącej podatku od gier na automatach o niskich wygranych. Projekt zakładał, że ma on być zryczałtowany i wynosić 200 euro miesięcznie od jednego automatu. Jednak w trakcie prac podkomisji zgłoszono poprawkę zmniejszającą podatek z 200 do 50 euro. Nie udało się jednoznacznie wyjaśnić, kto był autorem tej poprawki: posłanka SLD Anita Błochowiak, czy poseł PO Zbigniew Chlebowski (oboje zeznawali przed komisją i wskazują siebie nawzajem). Ostatecznie uchwalono, że podatek od automatów o niskich wygranych będzie rosnąć od poziomu 50 euro w 2003 r. do 125 euro w 2006 r.

Matuszewski zeznał, że to Chlebowski zgłosił ustnie na posiedzeniu podkomisji poprawkę obniżająca podatek od gier na automatach o niskich wygranych z 200 do 50 euro. "Według mojej wiedzy i pamięci zgłosił to pan Chlebowski i nikt nie oponował przeciwko temu zgłoszeniu" - powiedział Matuszewski, który uczestniczył w tym posiedzeniu. Dodał, że w czasie dalszych prac nad projektem - już w Komisji Finansów Publicznych - Chlebowski wycofał się z poparcia dla tej poprawki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':