Sykucki to były dyrektor departamentu gier w Ministerstwie Finansów i prezes Totalizatora w latach 1995-2000. Przed komisją stanął, bo występuje w kilku rozmowach telefonicznych Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z branży hazardowej, podsłuchanych w 2009 r. przez CBA. Rozmowy dotyczą załatwienia pracy w zarządzie Totalizatora córce Sobiesiaka Magdalenie. Sykucki mówi w nich, że można tu liczyć na głos w radzie nadzorczej urzędniczki Ministerstwa Sportu Moniki Rolnik, a 24 sierpnia stwierdza, że "ma dwa kolejne głosy w radzie". W innej rozmowie tłumaczy, że gdy Sobiesiakówna wejdzie do zarządu, to "można tak podzielić rynek, że Totalizator będzie miał pieniądze i prywatni będą mieli pieniądze", i dodaje: "Jeśli Magda będzie się słuchać, to wszyscy będą zadowoleni". Posłowie pytali go, co miał na myśli. - To jest pół zdania wyrwanego z kontekstu, którym jestem katowany - odparł Sykucki, dodając, że o pełnej treści mówił w prokuraturze, gdzie pouczono go, że nie może o swoich zeznaniach mówić na otwartych posiedzeniach komisji.
Takie samo pouczenie otrzymał z CBA, gdzie też był przesłuchiwany. Dlatego nie może np. powiedzieć o szczegółach swoich rozmów z Sobiesiakiem ani zrelacjonować rozmowy z jego córką, która poinformowała Sykuckiego, że rezygnuje ze startu w konkursie do zarządu TS. Sykucki tłumaczył, że jako osoba znająca realia Totalizatora przygotowywał córkę Sobiesiaka do konkursu. Spotykał się z nią pięć albo sześć razy latem. Miał czas, bo jego rodzina wyjechała na wczasy. Robił to za darmo, bo lubił Sobiesiaka. Co znaczyło, że ma głosy w radzie? Sykucki: - Chodziło o to, że potrafię przewidzieć zachowania członków rady ze strony załogi. A głos Moniki Rolnik? Sykucki: - Byłem pewny, że wysłuchawszy Magdy, będzie na nią głosować. Świadek przedstawiał Sobiesiaka jako człowieka z "manią prześladowczą" na punkcie zainteresowania służb specjalnych jego interesami. - W rozmowach telefonicznych Sobiesiak często mówił CBA-KGB, a wcześniej KGB-
UOP - opisywał. Na moment zelektryzował posłów informacją, że od 24 do 30 września był na wczasach z ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim. Szybko jednak okazało się, że tylko tam i z powrotem lecieli tym samym samolotem. Nie zamienili ani słowa. Dzień po powrocie w "Rzeczpospolitej" ukazały się stenogramy z podsłuchów CBA. - Pomyślałem wtedy o Kamińskim, że szkoda, że mnie nie uprzedził - żartował Sykucki.