http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oświadczenie Ryszarda Sobiesiaka - pełen stenogram

red
2010-02-11, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 18:36

Ryszard Sobiesiak przed komsiją śledczą
Ryszard Sobiesiak przed komsiją śledczą
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Występujący przed komisją hazardową dolnośląski biznesman Ryszard Sobiesiak rozpoczął od gwałtownego ataku na szefa CBA, posłów i politykę jako taką. Bronił swoich praw obywatelskich powołując się na konstytucję. Oto co powiedział.

SERWISY

Relacja na żywo z posiedzenia + wideo



Wysoka Komisjo

Od ponad pięciu miesięcy ja, moja rodzina i należące do mnie firmy jesteśmy przedmiotem kampanii oszczerstw i nagonki medialnej. Bez mojej winy i woli, nazwisko Sobiesiak stało się instrumentem walki politycznej, prowadzonej bez szacunku dla prawdy, czy dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

1.To nie moja afera

Chcę stanowczo stwierdzić, jestem człowiekiem uczciwym, nie mającym związku z tym, co funkcjonuje w obiegu publicznym pod nazwą "afera hazardowa". Nie jestem stroną waszej afery. Przez całe swoje życie uczciwie zarabiałem na chleb swoją ciężką pracą. Ani w tej, ani w innej sprawie nikogo nie korumpowałem, nikomu nic nie dawałem w zamian.

Jako polski przedsiębiorca muszę codziennie radzić sobie w absurdalnym świecie wzajemnie sprzecznych przepisów prawnych, pracowicie tworzonych przez posłów i zwalczać bezprawne decyzje podejmowane przez bezmyślnych urzędników, opłacanych także z moich podatków. Zamiast mi pomagać robią wszystko, aby zniszczyć tworzone przeze mnie miejsca pracy, zlikwidować źródła dochodu z tytułu podatków, bo to, że ja zarabiam na swoich pomysłach - kłuje w oczy i przeszkadza. Ludzie pokroju Kamińskiego, chorzy z nienawiści do każdego, komu się udało, dążąc do realizacji swojej chorej wizji mogą wydać miliony z budżetu, aby znaleźć nieistniejącą aferę, nagrać i zmanipulować podsłuchane rozmowy, a ja nie mam prawa zwrócić się z prośbą o pomoc w ratowaniu mojego biznesu przed głupimi urzędnikami do posła. Oni podobno stoją na straży interesu publicznego, a ja jestem przestępcą, będącym zagrożeniem państwa. Pytanie - kto jest większym zagrożeniem dla Polski? Ja, lokalny przedsiębiorca, czy szef służb specjalnych łamiący prawo, zakładający nielegalne podsłuchy, wydający miliony z budżetu państwa na udowodnienie bzdur?

2.Kłamstwo, pomówienie, zła wola

Kto szkodzi bardziej? Ja, wycinając kawałek lasu przed upływem terminu uprawomocnienia się, zezwolenia, płacąc za to setki tysięcy złotych kary, czy pan Kamiński, dla którego każdy prywatny pracodawca jest potencjalnym przestępcą? Funkcjonariusz, opłacany z podatków, plujący na tych, którzy składają się na jego pensję.

Znalazłem się dzisiaj przed tą komisją, bo walcząc o swoje firmy wszedłem do świata zastrzeżonego wyłącznie dla polityków. W tym świecie obowiązują inne zasady. Zzasady, których nie znałem, których nie zna nikt z tak zwanych normalnych ludzi. Tutaj kłamstwo, pomówienie, zła wola zastępują argumenty, dowody i racje. Zapewne zechcecie mnie spytać, czy wiedziałem o podsłuchach CBA, kto mi przekazał tą informację nazwaną "przeciekiem". Jedyne przecieki związane z tą sprawą, o jakich wiem, to przecieki podobno tajnych materiałów CBA w październiku w 2009 roku i prokuratorskich protokołów z moich przesłuchań w ostatnim czasie.

3. Prywatne rozmowy

Zwracam uwagę, że przeciek nastąpił do tej samej gazety. Jeżeli czymś powinna się zajmować komisja, to wyjaśnieniem okoliczności tych przecieków, bo one miały miejsce bezsprzecznie i były ewidentnym złamaniem prawa. Nie mam żadnej, podkreślam żadnej wiedzy na temat jakichkolwiek przecieków. Żyjemy w kraju, w którym każdy z Polaków musi się liczyć z tym, że jakaś służba nagrywa jego rozmowy, a ich treść może ujrzeć światło dzienne, zgodnie z prawem lub bezprawnie, jeżeli będzie to wygodne korzystne dla tej, czy innej opcji politycznej. Może dzięki temu zaczniemy mniej przeklinać, byłby to jedyny dobry skutek tak zwanej afery hazardowej, choć zaznaczmy, nie uczyni to z Kamińskiego prof. Miodka. Nie z mojej woli, moje własne słowa wypowiadane w prywatnych rozmowach, przyznam słowa wulgarne, znalazły się w obiegu publicznym. Każdego, kto poczuł się nimi dotknięty, kogo uraziłem - przepraszam. Ale podkreślam i przypominam, to nie ja upubliczniłem te słowa, nie ja wprowadzam do dyskusji publicznej język kłamstwa, agresji i pomówień. Przed tą komisją wielokrotnie padały bezpodstawnie oceny mojej osoby: niekorzystne, nieprawdziwe, a nierzadko wprost obraźliwe.

4. Pseudodowody

Ze smutkiem odnotowuję fakt, iż określenia takie padały częściej z waszych ust panie i panowie posłowie, podobno bezstronnych sędziów, niż z ust świadków. Coś takiego nie powinno mieć miejsca. Nie słyszałem, aby sędziowie obrażali świadków, ale wy państwo próbujecie tylko ubrać się w togi sędziowskie. Dla was dzisiaj występ w prasie, czy programach telewizyjnych, wypowiadanie się bardziej lub mniej obrazowo o jej pracach, a także swoich przemyśleniach to cel nadrzędny - prawda nie jest celem głównym. Mimo tego, że prace komisji są w toku i żadne wiążące ustalenia nie zostały dotychczas poczynione, w mediach pojawiają się wprost twierdzenia niektórych członków komisji wydawane z całym przekonaniem, że tak zwana afera hazardowa miała miejsce, a ja byłem osobą, która cały ten proceder rozpoczęła. W moim przekonaniu wnioski te są formułowane przedwcześnie, w oparciu o pseudowody, wytworzone przez pana Kamińskiego i jego podwładnych na potrzeby doraźnej akcji politycznej.

4. O Rzeczpospolitej

Chcę raz jeszcze podkreślić: nie jestem stroną waszej afery. Staję przed komisją mając świadomość, że część osób już wydała na mnie wyrok, ale zanim mnie powiesicie posłuchajcie, co mam do powiedzenia w tej sprawie.

Zacznę od sprawy najświeższej. W ostatnich dniach opublikowano streszczenie moich zeznań złożonych w prokuraturze, co ciekawe, nie opublikowano, jak zwykle czyni to "Rzeczpospolita", w tej sprawie całego tekstu protokołu z mojego przesłuchania, a jedynie kłamliwe streszczenie, plus komentarze, które uruchomiły oszczerczą kampanię z moim nazwiskiem w roli głównej. Dziennikarze i komentatorzy wielokrotnie powtarzali, że Sobiesiak mówił w prokuraturze co innego niż politycy PO, i że ujawnił źródło przecieku. To, że autorem kłamliwego komentarza jest dziennikarz wrogiej rządowi gazety - rozumiem, choć nie akceptuję używania mojego nazwiska jako maczugi do walki z rządem. Ale, że inne media bezkrytycznie powtarzają bezzasadny tytuł z konkurencyjnej gazety, nie zadając sobie trudu, aby ustalić, jak było naprawdę - to już musi dziwić i niepokoić. Zarazem, wszak dziennikarze uważają się za czwartą władzę. Szkoda, że ich siła w dużej części opiera się na kłamstwie, pomówieniu i manipulacjach, lub zamówieniach politycznych. Ja, jak czegoś nie rozumiem lub nie wiem, to najpierw pytam i staram się wyjaśnić, oni zaczynają pisać tekst. Ewentualne sprostowanie i tak ukaże się na 16. stronie za wiele tygodni, a próba zmuszenia do mówienia prawdy oznacza wieloletnie korowody sądowe.

5. Przecieki i donosy

Chcę kategorycznie stwierdzić - nie ujawniłem w prokuraturze rzekomego źródła przecieku, bo nie miałem pojęcia o akcji CBA przed 1 października prowadzonej wobec mnie, kiedy "Rzeczpospolita" podobno dotarła do tajnych materiałów. Nigdy, ani w prokuraturze, ani gdziekolwiek indziej nie mówiłem, że pan Rosół ostrzegł mnie lub moją córkę o podsłuchach CBA. Nie wiedziałem nic na ten temat - na temat podsłuchów założonych na moich telefonach. Moje wypowiedzi o KGB i CBA były komentarzem do manii podsłuchiwania wszystkich i wszystkiego. Nawiasem mówiąc, jak się okazało, nie pomyliłem się. Żyję w Polsce wystarczająco długo, aby wiedzieć, że podsłuch jest częścią naszej codzienności. Co więcej, przez lata pracy w branży hazardowej byłem wielokrotnie podsłuchiwany, kontrolowany i prześwietlany w ramach czynności sprawdzających, ponieważ nie robiłem i nie robię nadal nic złego, nie miało to dla mnie znaczenia. Moja córka, ani po spotkaniu z panem Rosołem w sierpniu, ani później, nie informowała mnie o działaniach CBA. Mówię te słowa mając świadomość, że zeznaję pod przysięgą.

Donosy, o których mowa jest w stenogramach i które skłoniły moją córkę do wycofania się z konkursu w Totalizatorze są niestety codziennością w branży hazardowej. Wiem, że do ministerstwa finansów, innych urzędów wielokrotnie wpływały nieprawdziwe donosy na mój temat. Wiem o tych faktach, bo za każdym razem byłem sprawdzany i za każdym razem okazywało się, że rzekome rewelacje były zmyślone, panie Wassermann. Moje wypowiedzi na temat długości okresu znajomości z politykami, które stały się początkiem kłamliwych twierdzeń "Rzeczpospolitej", nie są sprzeczne z tymi, które słyszała komisja od panów Schetyny i Drzewieckiego.

6. Jak długo ich znam

Na pytanie ile czasu zna się kogoś odpowiedź może być różna, bo dla różnych osób początek znajomości może być zupełnie inaczej zapamiętany. Nie pytano mnie, w którym dokładnie dniu poznałem każdego z panów. Panowie ci mieszkają i działają w miastach, gdzie prowadziłem działalność gospodarczą, podzielam ich zainteresowania sportem. Na pytanie prokuratora, jak długo znam pana Drzewieckiego czy Schetynę odpowiedziałem tak, jak mi się wydawało, nie zapamiętam w jaki sposób zapisano moją odpowiedź, ale brzmiała ona - około 16, 15, 20 lat. Co to oznacza, że znam ich długo. W przeciwieństwie do niektórych członków komisji, nie pamiętam dokładnie co robiłem 14 lipca 2008 roku o godzinie 15.19. Gdybym przypuszczał, że kiedykolwiek będzie to potrzebne prowadziłbym pamiętnik, wówczas nie mógłbym zasłaniać się niepamięcią, ale tak jak każdy normalny człowiek nie pamiętam, co robiłem każdego dnia mojego życia. I czy był to dzień poznania tego, czy innego polityka. Czy coś z mojej wypowiedzi wynika więcej dla sprawy? Moim zdaniem nic. Każdy z nas ma swoje poczucie upływającego czasu. To jest żaden dowód na tak bardzo poszukiwaną przez komisję rzekomą sprzeczność w naszych zeznaniach.

7. O żonach

Czy znam dobrze Schetynę, Drzewieckiego i Chlebowskiego? Posłowie z komisji dopytywali się bardzo szczegółowo o charakter znajomości ze mną przesłuchiwanych polityków. Ja odpowiem tak, znałem ich, byłem po imieniu tak, jak z tysiącami ludzi, których spotkałem na swojej drodze. Nie dzwoniliśmy do siebie na urodziny. Oni do mnie też nie dzwonili. Nie dawaliśmy sobie prezentów, nie wiem kto z nich ma w domu psa, a kto kota, nie interesowało mnie to. Ubiegając pytania o relacje z żonami tych polityków chcę powiedzieć, że istotnie, załatwiałem miejsce na święta dla najlepszego polskiego koszykarza w Zieleńcu, poprzez żonę pana Schetyny Rozmawiałem z nią dwa, lub trzy razy przez telefon w tej sprawie. We wcześniejszym okresie miałem z nią częstszy kontakt z racji jej aktywności we władzach Śląska-Wrocław, ale charakter tych relacji był wyłącznie sportowy. Z żoną pana Drzewieckiego poznałem się chyba w Łodzi. Nasze kontakty były dość incydentalne i miały związek z wydarzeniami towarzyskimi, w których uczestniczyło pół Łodzi. Żonę pana Chlebowskiego widziałem na imprezie sylwestrowej w Zieleńcu i był to jedyny kontakt. Chcę wyraźnie powiedzieć - z tego, co wiem, w żadnej z firm, w której byłem, lub jestem udziałowcem, czy też wyłącznym właścicielem nie było nikogo z członków rodzin polityków. Nie wiem także, aby którykolwiek z moich kontrahentów miał takie związki. W moim ośrodku, w Zieleńcu, był tylko pan Chlebowski. Nie był ani pan Schetyna, ani pan Drzewiecki. Również nikogo z członków ich rodzin tam nie widziałem. Chcę zaznaczyć, że nie znam pana Szejnfelda, nigdy z nim nie rozmawiałem, ani nie telefonowałem do niego. Podobnie, jak nie znam większości posłów, senatorów i urzędników. Niezależnie od przynależności partyjnej nie dążę do poznawania ich, nie szukam specjalnych kontaktów, nie finansowałem partii politycznych, ani poszczególnych polityków.

8.Ukamienować winnego

Przypadek finansowania kampanii lokalnego działacza samorządowego wynika z akcji środowiska piłkarskiego Wrocławia. Wpłata ta odbyła się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Chcę zwrócić uwagę opinii publicznej na fakt, że sytuacja stworzona po przecieku do "Rzeczpospolitej" posłużyła jako amunicja dla kilku członków tej komisji do toczenia swoich wojen. Zapewne był to jeden z głównych powodów dlaczego w ogóle upubliczniono tę informację, bo w świecie polskiej polityki nie jest ważne, jak wygląda prawda, ale ważne jest to, co powie się na dany temat w telewizji, a za tym powtórzą inni. Sam fakt ujawnienia tych przesłuchań pokazuje, że są osoby, którym zależy na zniszczeniu mnie. Osoby te dysponują podejrzanymi wpływami. Co więcej, osoby te nie cofnęły się przed przestępstwem, jakim było ujawnienie materiałów objętych tajemnicą śledztwa. Ale to nikogo nie dziwi. Wszak trzeba ukamienować winnego, a winnym w tej sprawie, jak wiadomo powszechnie, jestem ja.

9. Niech posłowie wykażą niewinność

Zastosuję teraz ulubioną metodę koronnego świadka oskarżenia w mojej sprawie, czyli Mariusza Kamińskiego. Przeczytałem w gazetach, że jedynymi członkami komisji, którzy mieli dostęp do akt prokuratorskich, byli panowie posłowie Wassermann oraz Arłukowicz. Komisja powinna zbadać kwestię przecieku z akt do gazety i w powiązaniu z wyjaśnieniami roli obu panów w tym procederze. Bądźcie panowie spokojni, niewinni nie muszą się niczego obawiać, choć coś musi być na rzeczy, skoro tylko wy dwaj panowie czytaliście te akta. Powinniście jednak wykazać swoją niewinność, brak interesu tak gorliwie wyrażany w mediach po ujawnieniu ,jest niestety dowodem przeciwko wam, bo jak wiadomo brak dowodu jest najlepszym dowodem.

10. Wysoka Komisjo

Stoję dzisiaj przed komisją zdecydowany oczyścić swoje dobre imię i mojej rodziny z fałszywie rzucanych oszczerstw. Ratować moje obecne, ale także przyszłe relacje gospodarcze. Jest to również próba przeciwdziałania sytuacji, w której możliwe jest wysuwanie bezkarnych oskarżeń i bezprawne piętnowanie obywateli przez wysokich funkcjonariuszy państwowych. Mimo, iż moje dobre imię zostało zdeptane wiele razy, zapewniam, że każdy taki przypadek spotka się z należną reakcją, zgodnie z obowiązującymi przepisami, niezależnie od tego czy osoba dopuszczająca się naruszeń prawa wobec mnie ma immunitet, czy nie. Na szczęście są procedury i niezawisłe sądy niepodlegające presji politycznej. Uprzedzam, będę zgodnie z obowiązującym prawem, wyciągał konsekwencje, cytując klasyka czarnego gatunku - kodeks cywilny będzie miał zastosowanie, do pana, panie Kamiński, a może i karny.

11. Z brudnego palca

Szanowni państwo, pomiędzy wszystkimi poprzednikami, świadkami przesłuchanymi przez komisję a mną, istnieje jedna zasadnicza różnica, ja nie jestem politykiem, nie mam aspiracji politycznych, publicznych, nie dbam o słupki w sondażach. Panie i panowie, możecie obrzucać się błotem, przerywać sobie i kłócić się do woli, ja jestem wolnym obywatelem Rzeczypospolitej, którego obowiązują jedynie nakazy przewidziane w przepisach powszechnie obowiązujących. Nie zmusicie mnie do udziału w waszej grze, na waszych zasadach.

W moim przekonaniu głównym bohaterem afery hazardowej jest szef CBA Mariusz Kamiński. Zmanipulował on zgromadzone dowody, powyrywał z kontekstu pewne fragmenty prywatnych rozmów, a inne, niepasujące do obranej tezy, pominął. Albo nie rozumiał, co czyta, albo nie chciał przyjąć do wiadomości najbardziej oczywistych wyjaśnień. Na podstawie tak spreparowanych dowodów stworzył załganą historię, opisując wydarzenia, do których nigdy nie doszło, snując hipotezy wyssane z brudnego palca. Mariusz Kamiński spreparowaną historię przedstawił premierowi rządu polskiego, a później innym organom. Sądząc po oświadczeniu pana premiera, historia ta musiała być dobrze przygotowana, bo pan premier też w nią uwierzył, no chyba, że miał inne powody, ale ja na polityce się nie znam i nie chcę się poznawać. Ponieważ nie osiągnął zakładanego efektu spowodował przecieki do mediów. To właśnie publikacje medialne miały ochronić go przed odpowiedzialnością prawną, za łamanie prawa w innych, głośnych akcjach kierowanego przez niego biura.

12 Nieprawidłowości przy podsłuchach.

Mariusz Kamiński wprowadził wszystkich w błąd z rozmysłem i uczynił to, by zrealizować z góry zamierzony cel polityczny. Za pretekst posłużyła mu sprawa dochodzenia na temat rzekomych nieprawidłowości związanych z moją inwestycją realizowaną w Karpaczu. CBA miało podsłuchiwać samorządowców i trafić na moje nazwisko przez przypadek. Jest jeden problem - ja w tym czasie rozmawiałem wyłącznie z burmistrzem na temat ewentualnej realizacji wyciągu w Karpaczu. Pan burmistrz wielokrotnie namawiał mnie do zainwestowania w tym regionie. Od wielu lat władze tej gminy nie mogły znaleźć chętnego do zbudowania wyciągów. Ale podkreślam, wszystkie moje kontakty były ograniczone do burmistrza. Cały proces został zablokowany pod hasłem ochrony środowiska.

Jestem pewien, że do długiej listy nieprawidłowości przy zakładaniu podsłuchów przez CBA trzeba dodać także początek mojej obecności na łączach CBA. Wydaje mi się, że o podsłuchiwaniu mojej osoby zadecydowały raczej telefony, na które dzwoniłem i z których dzwoniono do mnie, ponieważ znam wielu ważnych i wysoko postawionych ludzi. Było to zapewne ciekawe źródło operacyjne dla CBA, które szukało haków na rządzących.

Swoją opowieść o manipulacjach Mariusza K. zacznę od mojej rozmowy i prośby, dotyczącej interwencji posła Chlebowskiego, w sprawie decyzji administracyjnej ministra finansów. Jego zdaniem, takie rozmowy były nielegalne. Co tak naprawdę się stało? W 2007 r. urzędnik ministerstwa finansów wydaje decyzję administracyjną na niekorzyść spółki, której jestem jednym ze wspólników. Nie akceptuję motywów takiej decyzji. Dla mnie sprawa jest jednoznaczna - urzędnik popełnił błąd. Ten urzędniczy błąd w naszym kraju z reguły oznacza koniec czyjejś firmy, wystarczy przypomnieć najgłośniejsze zdarzenia JTT z Wrocławia, Optimus pana Kluski. Jest zła decyzja, ale ja postanawiam walczyć. Składam odwołanie. W czasie trwania postępowania administracyjnego postanowiłem zainteresować sprawą znane mi osoby. Wiedziałem, że poseł ma obowiązek przynajmniej mnie wysłuchać, a ja mam prawo go o to wysłuchanie poprosić. I ze swojego prawa skorzystałem.

13. Ile by było pieniędzy dla CBA

Proszę państwa, ja sobie poradzę bez tej jednej spółki, ale powiedzcie ludziom, których musiałem zwolnić, żeby w czasie szalejącego kryzysu znaleźli sobie nową pracę, bo jakiś urzędas ma takie widzi mi się, mimo iż prawo mówi co innego. Jak wiecie z podsłuchów, interweniowałem bez skutku. Czy to dowód na moje potężne wpływy w Platformie, czy odwrotnie?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 31 marca 2009 roku uchylił obie decyzje ministra finansów, jako rażące, naruszające prawo. Powtarzam - jako rażące, naruszające prawo, i zasądził na moją rzecz od Skarbu Państwa 14.600. W ten sposób udało się ministrowi Kapicy, bo to jego decyzje skarżyłem, zmarnować wiele miesięcy życia wielu osób i spore pieniądze z budżetu. Wszystko w interesie publicznym. Nieczynne lokale przez ponad dwa lata, kosztowały mnie ponad półtora miliona złotych, samych strat. Nie liczę korzyści, które miałaby firma, gdyby mogła działać. W tym czasie ludzie nie pracowali, nie zarabiali, budżet nie miał wpływów z podatków. Moje straty, jak rozumiem, są moją prywatną sprawą. Ale ile stracił budżet, ile podsłuchów CBA można by sfinansować, ile willi w Kazimierzu można by kupić? Może warto, aby komisja sprawdziła, w jaki sposób przydzielano koncesje na kasyna i salony gry, ile pieniędzy nie wpłynęło do budżetu, bo urzędnicy ministerstwa finansów mieli swoje interesy? Czy takie działanie było w interesie publicznym?

14. Sześć niby afer, wszędzie problemy

Pozwolicie, że powiem to raz jeszcze, w wyniku mojego odwołania Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał za rażącą, sprzeczną z prawem decyzję ministra finansów i ją uchylił, zasądzając od Skarbu Państwa wysokie koszty procesu.

W zakresie ochrony interesów gospodarczych państwa, pan Mariusz K. przedstawia siebie jako szeryfa i twierdzi, że nie może pogodzić się z sytuacją, w której faceci od jednorękich bandytów będą silniejsi niż państwo polskie. Smutne to i groteskowe, kiedy szef służby specjalnej nie wie, albo nie chce wiedzieć czego w istocie dotyczy interwencja, o której rozmawiałem z Chlebowskim. Jestem pewien, że doskonale wiedział, ale kłamie, bo było to dla niego wygodne.

Proszę mi odpowiedzieć na pytanie - który z urzędników w tej historii jest dobrym, a który złym policjantem, kto bronił prawa, a kto naruszył prawo, kto swoją bezmyślną decyzją zmarnował pieniądze podatnika? Czy poseł Chlebowski miał prawo rozmawiać ze mną? Ja uważam, że nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek. Ustalmy kim jest pan Kamiński, czy jest osobą wiarygodną?

W moim przypadku wielokrotnie powtarzano, że nie jestem wiarygodny, bo mam wyrok i działam w hazardzie. Przyjmując tą filozofię, bliską także niektórym członkom komisji, pozwolę sobie na opisanie pana K. w jego standardzie: zadymiarz, którego ludzie rzucali jajkami w urzędującego prezydenta Rzeczpospolitej, człowiek, który niby wykrył cztery lub sześć niby afer, z czego wszystkie, podkreślam wszystkie, skończyły się dla niego kłopotami prawnymi. Ta też się skończy problemami prawnymi. Może oprócz afery pana Lipca, ale tam pan Kamiński działał w białych rękawiczkach. Poczekał do dogodnego momentu i schował do kieszeni rozmowy pana Lipca, rozmowy z kolegami z PiS.

15. Mariusz K. kłamał wielokrotnie

Po utracie kontroli nad CBA jego ludzie skasowali zapisy monitoringu GPS z samochodów służbowych. Zapewne zgubili też laptopy i komórki, aby nie można było sprawdzić, gdzie dzwonili, oraz co, i do kogo pisali. Wszystko w ramach obowiązującego prawa, w celu zwiększenia wykrywalności przestępstw, oraz ochrony interesu publicznego. Jest wreszcie pan Kamiński osobą, przeciwko której toczą się postępowania prokuratorskie, a w jednej sprawie ma już zarzuty. Zgodnie z prawem należy o nim mówić Mariusz K.

Aby skutecznie przeprowadzić swoją prowokację musiał pan Kamiński wykreować czarnego luda. Gdybym był zwykłym biznesmenem, to cała ta historia nie byłaby wiarygodna, ciekawa, ani groźna dla osób, które były jego celem. Stąd tak agresywna kampania oszczerstw pod moim adresem? Aż kusi mnie, aby w tym momencie spytać panią poseł Kempę i pana Wassermanna - nie wstydzicie się państwo, że macie znajomego Mariusza K. z prokuratorskimi zarzutami, czy taki stan was nie dyskredytuje? Przecież Kamiński kłamał. Okłamał prawo wielokrotnie. Zarzuty prokuratorskie są tego najlepszym dowodem, tak jak mój wyrok, o którym za chwilę.

16. Straszny człowiek

W opinii publicznej dzięki wypowiedziom pana Kamińskiego zostałem wykreowany na strasznego człowieka. Nikt nie powiedział o mnie jednego, przyzwoitego słowa. Ci, którzy mnie nie znają, którzy mają polityczny zysk z oczerniania mnie, zrobili to z czystej kalkulacji. Ci, którzy mnie znali, a którzy zostali tą znajomością ukamienowani, też nic dobrego powiedzieć nie mogli, lub nie chcieli. Wszyscy posługują się taką samą kalkulacją: lepiej, aby nie mówić dobrze o Sobiesiaku, tylko się dystansować. Skoro nikt inny nie chce,mimo, że to niepolityczne, pozwlicie państwo, że te parę dobrych słów o sobie powiem sam.

17. Prosty człowiek

Jestem prostym człowiekiem, który ciężką pracą, uporem, wyrzeczeniami i determinacją doszedł do majątku. Zaczynając od zera doszedłem do czegoś. W USA takich ludzi szanuje się, odwrotnie niż w naszym kraju, jak wiele milionów Polaków, zanim do czegoś doszedłem musiałem ciężko pracować. Mnie się w końcu udało. Co mi zostało z tamtych czasów - upór i zacięcie, że cudzego nie wezmę, ale ze swojego za darmo nie oddam. Ani złotówki. I została mi jeszcze pogarda do głupich, tępych, albo skorumpowanych urzędników, którzy z zawiści lub chciwości próbują ci odebrać twoją krwawicę powołując się na przepisy, które rzekomo są przygotowywane z myślą o ochronie interesu publicznego. Kto ustala, co jest takim interesem, a co nie jest? Nie wiem, pewnie ktoś z Warszawy.

W stenogramach pojawiają się moje złośliwe i mocno krytyczne określenia urzędników odpowiedzialnych za wprowadzenie zmian. Nic nie zmieniło się z mojej oceny ich działalności. Gdyby weszły w życie przepisy forsowane przez nich, branża hazardowa rzeczywiście zostałaby opanowana przez świat przestępczy. Mamy na to dowody z kraju, który wprowadził podobne rozwiązania. Nie zmieni tego faktu wykreowanie go na głównego bohatera walki z hazardem. Czy to jest prawdziwy obraz? Tak samo prawdziwy, jak prawdomówność w tej sprawie pana Kamińskiego.

18. Kasyna i salony

W roku 2003 wprowadzono ustawę, która zaczęła traktować hazard normalnie, na równi z każdą inną branżą. Mamy płacić podatki, zatrudniać ludzi, inwestować w rozwój. Wszystko na podstawie wydawanych koncesji i licencji rządowych, kontrolowanych przez sztab urzędników. Wszystko nagrywane, rejestrowane, kontrolowane. Nagle pojawił się chory pomysł wprowadzenia dopłat do gier na takiej samej zasadzie, jak ma to miejsce w przypadku Totalizatora, tyle że tam mamy do czynienia z jedną operacją - kupując płaci się za los i tyle. W kasynie, czy salonie gry mamy do czynienia z setkami operacji - klienci wpłacają i wypłacają pieniądze z żetonów, mogą przegrać, mogą wygrać, mogą obstawić dalej. Na każdą taką operację pan Kapica chciał nałożyć dopłatę, nie interesowało go ile będzie kosztować system rejestrujący. Jak wielką przestrzeń do nadużyć otworzy. On chciał dopłat. Dlaczego, spytajcie go.

Od początku mówiliśmy - podnieście podatki, to tańszy sposób na dodatkowe wpływy do budżetu bez obciążenia nas kosztami, tworzenia pułapek, w które mogą wpadać chciwi, lub nieuczciwi pracownicy kasyn i salonów. Po co otwierać przestrzeń do kolejnej afery, jak ta paliwowa? Jej istnienie jest uwarunkowane jednym przepisem - nie skazujcie nas na ten sam los. Ale polski urzędnik wie lepiej.

19. Chroni mnie konstytucja

Od wielu lat zabiegaliśmy, podobnie jak wielu innych przedstawicieli różnych branż gospodarki o możliwość wystąpienia i zaprezentowania swoich racji w trakcie posiedzeń sejmowych, komisji pracujących nad regulacjami dotyczącymi poszczególnych biznesów. Ale jak widać, lepiej spotykać się na komisji śledczej. Konsekwentnie politycy razem z urzędnikami odmawiali nam tego prawa, mimo iż art. 54, 61, 63 konstytucji dają nam takie uprawnienia. Jako obywatele Rzeczypospolitej mamy prawo zgłaszać swoje uwagi i wnioski, mamy prawo uczestniczyć w pracach organów wybieralnych i wpływać na kierunki ich prac. To są prawa obywatelskie. Ani CBA, ani żaden polityk nie może ich pozbawić, chyba, że okaże się, iż konstytucja jest tylko dla polityków, a nie dla obywateli. Nie jesteście, panie i panowie posłowie, mądrzejsi od milionów obywateli tylko dlatego, że was wybraliśmy. Nie możecie nas uważać za głupców, których trzeba urządzić i pilnować przy pomocy pana Kamińskiego. Gdyby to myślenie nie byłoby obowiązujące, nie byłoby także miejsca na tak zwane afery, bo zamiast dobijać się do znanych mi posłów, aby przekazać im minimum informacji, oficjalnie przyszedłbym na publiczne wysłuchanie w sprawie projektu ustawy. Publiczne wysłuchanie jest elementem polskiego systemu prawnego, ale odbyło się w parlamencie tylko raz, w mniej znaczącej sprawie. Dlaczego? Boicie się stracić kawałek władzy, podzielić się nią, wszak pełnicie ją z woli obywateli i na ich rzecz?

20.Makao

W Unii Europejskiej, na którą tak często się powołujecie to standard stanowienia prawa. Publiczne wysłuchanie pozwoliłoby pokazać analizę sporządzoną przez naukowców z Polskiej Akademii Nauk demolującą nieodpowiedzialne propozycje ministra finansów. Dlaczego uważam te propozycje za nieodpowiedzialne? Bo był taki kraj, który wprowadził dopłaty do gier w kasynach i na automatach. To Makao, miejsce, które dzisiaj jest największym kasynem na świecie. I co się stało? Władze tego kraju wycofały się z tego rozwiązania po kilku miesiącach, bo legalne obroty spadły, mafia rosła w siłę, a urzędnicy patrzyli, jak upada branża będąca najważniejszym źródłem dochodów. Służę analizą i innymi materiałami. Szkoda, że nikt nie chciał czytać wcześniej, pewnie i dzisiaj ich nie przeczyta, bo decyzje już podjęto - likwidujemy hazard.

Może palenie papierosów i jedzenie słodyczy i nadmiar mięsa też zostanie zlikwidowane, nie służą społeczeństwu, a jak wiemy interes publiczny przede wszystkim.

21. Jak Kluska

Gdy dyskutujecie o ustawie i szkolnictwie, nie boicie się rozmawiać z nauczycielami. Gdy pod sejm przyszło kilka tysięcy wzburzonych górników, daliście im miliardy złotych z budżetu bez gadania, bo się ich boicie, bo musicie zabiegać o ich głosy. Ale co może zrobić przedsiębiorca? Nic! Można go nagrać, nasłać kontrolę, wsadzić do więzienia. Za kilka lat dostanie, lub nie, pięć tysięcy odszkodowania za niesłuszny wyrok, jak pan Kluska, gdy któryś z was umówi takiego przedsiębiorcę z innym, to już dowód na korupcję, a nie służbę publiczną. Dla pana Kamińskiego fakt umówienia na spotkanie z wiceprezydentem miasta w sprawie gondoli na stadionie narodowym, czy budowę wyciągu w Karpaczu to koronne dowody wysługiwania się biznesowi. Dla mnie - normalne zachowanie odpowiedzialnego polityka. Każda inwestycja oznacza nowe miejsca pracy, podatki, rozwój. Przypomnę wam, że każdy w tym budynku poseł, urzędnik, strażnik i sprzątaczka opłacani są z podatków wpłacanych do budżetu, także przez przedsiębiorców. Wy jesteście tutaj przede wszystkim, aby służyć. Dzisiaj dzięki jednemu, szalonemu pomysłowi urzędnika, który nie myśli i nie słucha, zmienia się z dnia na dzień reguły gry na takie, które muszą doprowadzić całą branżę do bankructwa.

22.Gdzie ci celnicy Kapicy

Zwracam się do wszystkich przedsiębiorców, którzy mnie słuchają, do ludzi, którzy kiedykolwiek zaryzykowali swoje pieniądze, czas i energię, czy waszym zdaniem tak mają wyglądać reguły gry rynkowej?

Przypomnę, nasza działalność opierała się i opiera nadal na rządowych zgodach. Każda czynność jest kontrolowana i monitorowana przez aparat państwowy, za każdą czynność administracji rządowej płacimy duże kwoty. Każda zmiana, każdy ruch musi uzyskać akceptację i zgodę urzędników. I nagle okazuje się, że 83 proc. automatów do gier jest nielegalnych, jak stwierdziła rzecznik prasowa ministra finansów. To gdzie pytam się byli celnicy pana Kapicy? Gdzie policja? A może powodem gwałtownej zmiany przepisów jest chęć podniesienia wartości udziałów w Casino Poland należących do państwowych firm, na wyczyszczonym z konkurentów rynku? Państwo może zrobić co chce, ale nie może dziwić się, że obywatele protestują, kiedy są okradani w majestacie prawa.

Artykuł 1 polskiej konstytucji mówi, że Polska jest dobrem wspólnych wszystkich obywateli, warto w tym miejscu zapytać się - czy aby nie tylko tych należących do partii politycznych? W kolejnym artykule mówi się, że Polska jest demokratycznym państwem prawa, zapomniano dopisać - i sprawiedliwości. Bo to PiS-owska filozofia, w której urząd i urzędnik wie zawsze lepiej, a prawo jest po to aby trzymać za pysk obywateli, wciąż obowiązuje.

23. Piekarze

Wracając do pomysłu dopłat, pozwolę sobie na porównanie ułatwiające zrozumienie o co chodziło w tej sprawie. Co by zrobił piekarz, któremu nagle jakiś urzędnik kazałby zapłacić od każdej bułki 20 gr dopłaty, jeżeli on na bułce po kosztach i podatkach ma 5 groszy, to co myślicie, co zrobiłby ten piekarz, gdyby znał nomen omen pana posła Chlebowskiego? Skoro ten urzędnik nie wie, albo nie chce zrozumieć, że jednym posunięciem pióra wysyła całą branżę piekarzy, jakieś 100 tys. osób na bruk, odpowiem wam, to co ja. Ten piekarz gdyby go znał zadzwoniłby do pana Chlebowskiego i powiedział mu, że jak ta ustawa, albo rozporządzenie przejdzie, to jego rząd, albo będzie sprowadzał bułki z Rosji, Niemiec, albo trzeba będzie piec placki w domu, albo będą Polacy jedli podpłomyki. A ponadto powiedziałby piekarz - stracicie wpływy do budżetu z naszych podatków i wydacie pieniądze na zasiłki.

Rozumiem, że gdyby rzeczywiście działania rządu uderzyły w piekarzy nie mielibyście im za złe ich ewentualne akcje. Ale mnie nie wolno było zadzwonić do posła i go przekonać do dobrego rozwiązania, które ratuje branżę i wpływy do budżetu, bo hazard to nie bułka. Może i nie bułka, ale legalny, podkreślam, legalny biznes, którego zasady działania określiło państwo, biorąc ode mnie i od innych firm grube pieniądze za pozwolenia. Czy to nie jest oszukiwanie ludzi, czy to nie jest prawdziwa afera? Przypomnę wam, że 80 proc. dochodu narodowego w Polsce tworzą prywatne firmy, nie urzędnicy, nie posłowie i politycy, prywatne firmy.

24. Tylko ostrzegałem

Manipulacją, jakiej dopuścił się Mariusz Kamiński, było rozpowszechnienie informacji, jakobym próbował w sposób bezprawny wpływać na kształt ustawy o grach i zakładach wzajemnych, czy innych ustaw. Nigdy nie nakłaniałem żadnych osób do podejmowania takich działań. Znam Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego oraz Grzegorza Schetynę, nigdy - i mówię to z całą stanowczością i przekonaniem - nie namawiałem żadnego z nich, ani żadnego innego polityka, aby nielegalnie wpływał na stanowisko prezentowane w sprawie dopłat, czy też jakiejkolwiek innej sprawie ustawowej. Rzeczywiście, czego nie ukrywam, kilkakrotnie w trakcie rozmów z panem Chlebowskim wyraziłem krytyczne oceny dotyczące zmian, jakie zamierzało wprowadzić ministerstwo finansów. Mój głos sprowadzał się do ostrzeżenia, pokazania negatywnych dla branży i skarbu państwa skutków projektowanych zmian. Naturalnym partnerem do tych rozmów był poseł Chlebowski. To, że pan Kamiński postanowił użyć stenogramu z rozmów na temat decyzji administracyjnych, o których już mówiłem, do zilustrowania zupełnie innej sprawy, nie jest to moja wina. Rozumiem, że w tym przypadku sprawa ta została nagłośniona, jako że jednym z moich znajomych jest znany polityk z innej, niż pan Kamiński, partii politycznej. Ja zaś sam zajmuję się m.in. branżą hazardową, która zawsze kojarzyła się źle. Jednakże, czy rozmowy dwóch znajomych, nawet w przypadku, gdy jedną z nich jest poseł o przepisach prawa, są rzeczywiście czymś nielegalnym? Czy deklaracja przedstawienia wyliczeń sporządzonych na moje zlecenie, jest faktycznie czymś złym, nawet jeśli ta ustawa może powodować skutki dla branży, w której działam? Dlaczego miałbym nie podeprzeć się w tej sprawie rzetelnymi analizami.

25. Doszedłem do tego ciężką pracą

Podczas przesłuchania przed komisją poseł Chlebowski przedstawił państwu brzmienie art. 20 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Z przepisu tego jasno wynika, że ja miałem prawo przedstawić swoje zdanie, a poseł Chlebowski miał obowiązek mnie wysłuchać. Od wielu tygodni w prasie oraz na tej sali obmalowano mnie, jako oszusta, osobę, która do wszystkiego w życiu doszła za pomocą swoich znajomych, dzięki załatwiactwu oraz wpływaniu na kształt prawa w państwie. Mówiono, że politycy byli na moje posyłki. Ja nikogo, nigdzie nie posyłałem, niczego nie sprywatyzowałem, nie zarobiłem na państwowych przetargach. Do swojego majątku doszedłem ciężką pracą, to powód do dumy, a nie potępienia, które jest dzisiaj moim udziałem. To moje firmy dają dzisiaj pracę setkom ludziom, to z moich podatków opłacane są ekstrawagancje typu agent Tomek, czy superzabawki do podsłuchów z arsenałów CBA.

26. Piłkarz

Przez szereg lat byłem zawodnikiem wrocławskiego Śląska, najlepszego ówczesnego klubu w Polsce, w późniejszych latach grałem poza granicami kraju, próbowałem swoich sił także jako trener w Austrii. Po zakończeniu czynnej kariery sportowej, nie chcąc rozstawać się ze sportem, stałem się jednym z udziałowców klubu sportowego Śląsk-Wrocław. W sezonie 1999-2000, Śląsk wywalczył awans do I ligi, a ja byłem chyba pierwszym prezesem, który po sukcesie zrezygnował z funkcji szefa zarządu, pozostawiając sobie nadal udziały w klubie. Sytuacja Śląska beze mnie pogorszyła się, w sezonie 2002-2003 - klub spadł do III ligi. Stąd też pojawił się pomysł, aby w celu ratowania klubu połączyć siły z klubem koszykarskim. Wtedy poznałem bliżej pana Schetynę, którego wcześniej znałem jako wicewojewodę, i którego okazjonalnie kilka razy widziałem na tych samych masowych imprezach. Dlatego miałem prawo mówić, że znałem go 20 lat, a on mógł stwierdzić, że zna mnie od roku 2003. Umowa zawarta między klubami stanowiła, iż to klub koszykarski miał przejąć prowadzenie i zarządzanie piłką. Taki stan trwał od 2003 do 2005 roku, w którym to roku piłkarze awansowali do II ligi i sytuacja w tym klubie w miarę się ustabilizowała. Wtedy bliższa współpraca między klubami ustała. W miarę intensywne kontakty z panem Schetyną stały się sporadyczne. Po 2007 roku ustały zupełnie, jeśli nie liczyć jednego spotkania na lotnisku. Potwierdzam, że prosiłem pana Schetynę o interwencję w sprawach przyszłości Śląska. Czy było to nielegalne? Nie, nie było, chodziło o klub, który był i jest mi bliski, podobnie, jak panu Schetynie. Ubiegając ewentualne pytanie pana Wassermanna - nie było żadnych rozliczeń finansowych między mną, a panem Schetyną, jego żoną, lub kimkolwiek z nim związanym. Nie płaciłem za żadne zobowiązania pana Schetyny, ani pan Schetyna nie płacił za moje zobowiązania. Każda operacja finansowa w ramach klubu była jawna i wielokrotnie kontrolowana przez służby skarbowe. Nawet prokurator z peerelowskim doświadczeniem musi uznać te fakty. Nic tutaj nie uda się zmanipulować, bo dokumenty są w wielu kopiach, sporządzone przed laty, kiedy nikt nie myślał, że będzie musiał tłumaczyć się ze znajomości ze mną.

27. Rozmowy

Prasa przedstawiła publicznie stenogramy z rozmowy, którą według źródła, miałem odbyć w dniu 29 września 2008 r. z Janem Koskiem, przed spotkaniem z Grzegorzem Schetyną na lotnisku. Zgodnie ze stenogramem mówię w tej rozmowie "co mam mu w dwóch słowach powiedzieć, takiego, co ten, ten, co ba, bo mi Sławek, ten chudy, ma mi przygotować takie wyliczanki, co oni tam wyrabiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie i nie tędy idą". Pan Kosek odpowiada "kompletnie, ale to będę miał później, ja to mówię, co mam mu pokazać, dać" z rozmowy tej wynikają dwa fakty. Po pierwsze, idę na rozmowę do kogoś, po drugie, nie mam ze sobą żadnych materiałów, ktoś miał je dla mnie przygotować, ale jeszcze nie przygotował. Powtarzam, to podobno moje słowa ze stenogramu: "ale to będę miał później". Proszę to skonfrontować z zeznaniami Mariusza Kamińskiego w tej sprawie. Zeznał on przed komisją: Ryszard Sobiesiak przed wizytą u Grzegorza Schetyny jest dwukrotnie instruowany przez Jana Koska, jak ma rozmawiać, oczywiście rzecz dotyczy ustawy hazardowej. Ma ze sobą 15 stron dokumentów, jak mówi przez telefon dotyczących ustawy hazardowej. Proszę mi teraz wskazać, gdzie w nagranej przez CBA rozmowie mówię, że mam ze sobą dokumenty dotyczące ustawy, mówię przecież, że takich dokumentów nie mam i w chwili spotkania nie będę miał. Z czego wynika, że chodzi o ustawę hazardową? Z czego wynika, że to jest przed spotkaniem z Grzegorzem Schetyną. Przecież to jest wszystko łgarstwo i konfabulacje. Przecież następnie pan Mariusz Kamiński mówi: po tej rozmowie Ryszard Sobiesiak w rozmowie telefonicznej z jednym ze swoich przyjaciół mówi, że widział się z Grześkiem, i Grzesiek mówi, wy to zawsze na ostatnią chwilę. Czyli rozumiem, tak jak to interpretuje, że uznał, iż sprawa jest trudna, ale nie beznadziejna. Co zataił Mariusz Kamiński? Że człowiek, do którego dzwoniłem to urzędnik stanu cywilnego, członek władz Śląska-Wrocław, nie miał absolutnie nic wspólnego z hazardem. Rozmawialiśmy o zupełnie innej sprawie, powtórzę - o zupełnie innej, indywidualnej sprawie mojego rozmówcy.

28 Gdzie są dowody?.

Grzegorz Schetyna mówiąc zacytowane przeze mnie słowa nie odnosił się do kwestii zmian w ustawie hazardowej. Mamy więc trzy fragmenty rozmów, które rzekomo odbyły się tego samego dnia. Żadna z nich nie pasuje do pozostałych, żadna z nich z osobna, bądź też wszystkie brane razem nie uzasadniają tezy o nielegalnym lobbingu postawionej przez Mariusza Kamińskiego. I tak jest w każdym przypadku. Ponieważ szanuję swój czas, nie będę przytaczał kolejnych, oczywistych sprzeczności w zeznaniach pana Kamińskiego.

Nasuwa się pytanie, czy pan Kamiński rozumie co czyta, a jak rozumie, to czy jest w stanie połączyć w logiczny ciąg więcej niż dwa elementy? Ja mam poważną wątpliwość, a może pan Kamiński czytał te dokumenty po męczącym wieczorze. Jedno jest pewne, to nie ja mam udowodnić swoją niewinność, ale pan Kamiński powinien przedstawić dowody mojej winy. Na takiej zasadzie, jak przytoczyłem przed chwilą, można udowodnić wszystko, nawet to, że dogadałem się z obcymi siłami, że tylko w Zieleńcu ma być zima, a tutaj jest zima w całej Polsce. Ale brak dowodów na taką zmowę jest przecież dowodem na jej istnienie, prawda?

29. Golf

Odnoszę się natomiast do mojej pasji, jaką jest golf. Ta dyscyplina, z niewiadomych dla mnie powodów, została ostatnio sprowadzona do gry osób związanych ze światem przestępczym, okazji do tajnych spotkań, omawiania niezgodnych z prawem działań. Takie stanowisko wyrażone także przez posłów jest krzywdzące, przede wszystkim dla polskich zawodników, odnoszących w tej dyscyplinie sukcesy, także dla jej popularyzacji w Polsce. Niestety, uprawianie sportu w naszym kraju jest czynnością podejrzaną, a już granie w golfa w szczególności. Tymczasem w USA sport ten ma charakter masowy i jest dostępny dla każdego. Może gdyby politycy częściej wychodzili ze swoich gabinetów i oddychali świeżym powietrzem byłoby mniej problemów z ich decyzjami. Uprawiając ten sport zacząłem także uczęszczać na zawody, brałem udział w turniejach golfowych, gdzie reprezentowałem Polskę. Uzyskałem tytułu mistrza świata amatorów w handicapie 5-10 w 2005 roku. Byłem jako reprezentant Polski na mistrzostwach Europy seniorów w golfa odbywających się w Szwajcarii w 2009 roku. Spytam - czy jest w tym coś złego?

Panie pośle Stefaniuk zapraszam na golfa, na pole golfowe, to nie jest trudny sport, wymagający wielkich nakładów, zapewniam, że ludzie w pana wieku często zaczynają swoją podróż z tą grą. Moją pasję do golfa dzielę z panem Mirosławem Drzewieckim. Szkoda, że nie ma stenogramów ile razy rozmawialiśmy o golfie, ile razy prosiłem go, żeby zrobił coś w sprawie wysokości podatków gruntowych od pola golfowego. Trawa na polu nie służy produkcji rolnej, zaznaczam, że nie mam pola golfowego, ani udziałów w nim, nie robiłem tego dla siebie, ale dla tego sportu.

30. Skoro jestem taki superbandyta

Cytowanie wyrwanych z kontekstu części podsłuchu moich rozmów ze znajomymi i kolegami, w prywatnych rozmowach ma w opinii publicznej przedstawić mnie jako osobę moralnie dwuznaczną, żyjącą z nielegalnego lobbingu, prowadzącą działalność gospodarczą na granicy prawa, albo poza prawem. To jednak tylko oszczerstwa, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Prawda o prowadzonej przeze mnie działalności gospodarczej jest taka, że od początku lat 90. realizuję z dużym powodzeniem wiele przedsięwzięć i inwestycji w branży sportowej, czy turystycznej. Mogę powiedzieć o sobie, że wywodzę się ze sportu. Sport ukształtował mnie, jako człowieka, pozwolił na zarobienie pierwszych pieniędzy, które z kolei stały się motorem napędowym moich późniejszych inwestycji. Jako przedsiębiorca także kontynuowałem swoją przygodę ze sportem, inwestowałem w odbudowę i rozwój piłkarskiego Śląska-Wrocław, czy ośrodka narciarskiego w Zieleńcu.

W branży hazardowej rozpocząłem działalność pod koniec lat 80., jako dyrektor początkowo w połowie należącej do spółki skarbu państwa, a od 92 roku jedynego państwowego kasyna w Polsce, w warunkach, gdzie każda osoba pełniąca funkcje dyrektorskie była sprawdzana wnikliwie i weryfikowana. W świetle tego zdumiewa mnie pomówienie pana Kamińskiego, iż pojawiam się w licznych postępowaniach prowadzonych przez różne służby, że jestem powiązany ze światem przestępczym. To gdzie były służby państwowe także w czasie działania gierojów z CBA, skoro jestem taki superbandyta? To dlaczego pozwolono mi na chodzenie po wolności? Rozumiem, że spiskowa wersja rzeczywistości zakłada, że opłacałem się skorumpowanym urzędnikom, politykom - brawo, 20 lat. Jeżeli by tak było, to Polska przypominałaby Mogadiszu, czyli stolicę Somalii, a nie kraje członkowskie Unii Europejskiej.

31. Majątek

Obecnie olbrzymim zainteresowaniem cieszą się wszelkie wiadomości przedstawiające moje związki z tą branżą, osiągane dochody kasyn. Jednakże przedstawione informacje w tym temacie są często sprzeczne z rzeczywistością. Powodują mnożenie nieprawidłowych, często absurdalnych wyobrażeń na temat tej sfery działalności, co powoduje szereg nieprzyjemności w moim życiu prywatnym, stąd też chciałem poruszyć ten temat.

W pierwszej kolejności zaznaczam, iż osobiście nie jestem udziałowcem żadnej ze spółek związanych z hazardem. Jednak część udziałów w tych spółkach znajduje się w posiadaniu mojej rodziny, chodzi tu o spółkę Casino Polonia i Golden Play. Obie zarejestrowane w Polsce. Płacą podatki wyłącznie do polskiego budżetu. Obecnie udziały w Casino Polonia to niespełna jedna piąta całościowego pakietu, natomiast w spółce Golden Play jedna trzecia. Casino Polonia to sześć kasyn i cztery salony gier, natomiast Golden Play zarządza czterema salonami i 300 automatami. 300 automatów proszę państwa. Czy to usprawiedliwia tytuły gazetowe - Sobiesiak rekin hazardu? W sytuacji, gdy według danych ministerstwa finansów jest blisko 60 tysięcy automatów? Moim zdaniem nie, komisja posiada dokładne dane o ilości podmiotów działających na tym rynku oraz ich opozycji rynkowej, ale trzeba było ze mnie zrobić rekina hazardu, bo inaczej historyjka Kamińskiego przestawałaby trzymać się kupy.

Jak już wspomniałem dzisiaj w rękach mojej rodziny, nie moich, po sprzedaży Casino Polonia, które miało miejsce w 2007 roku pozostało 20 proc. akcji tej firmy. Z samej tej transakcji zapłaciłem samego podatku dochodowego - ja i moja rodzina - około 6 milionów, które to zostały odprowadzone do budżetu państwa polskiego, a nie wyprowadzone na Kajmany, Cypr czy inne raje podatkowe. Teraz zdaję sobie sprawę, że pieniądze te były przeznaczone w części m.in. na moją inwigilację przez okres ponad półtoraroczny. Kapitał uzyskany z tej transakcji pozwolił mi sfinansować kolejne inwestycje w Polsce.

31. Zieleniec

W Zieleńcu wybudowałem m.in. kompleks Szarotka i zrealizowałem projekt budowy najlepszej stacji narciarskiej w ramach firmy Winterpol. Prawda jest taka, że od 2007 roku branża hazardowa przestała być już w centrum mojej uwagi. Firma Winterpol jest dzisiaj niekwestionowanym liderem na rynku Kotliny Kłodzkiej. Z naszych usług korzysta w sezonie tysiące turystów, od chwili powstania firmy prowadzimy systematyczną rozbudowę całej infrastruktury narciarskiej, jednocześnie modernizując przyjęte do eksploatacji wyciągi. W roku 2005 w ramach naszych działań powstała nowoczesna 4-osobowa, krzesełkowa kolej linowa firmy Dopelmayer, lidera na rynku kolei linowych oraz nowy wyciąg orczykowy tej samej firmy w roku 2006. W roku 2009 zrealizowaliśmy projekt 6-osobowego wyciągu, zlokalizowanego także w Zieleńcu, mającego podgrzewane krzesełka z przyłbicami przeciwśniegowymi i przeciwdeszczowymi. Zmieniło to poziom usług w tym rejonie. Dzisiaj Zieleniec jest najnowocześniejszą stacją narciarską. Dzięki temu polscy turyści nie muszą wyjeżdżać za granicę, aby móc obcować z najwyższą jakością usług i produktów porównywanych do tych, jakie można zobaczyć w zagranicznych kurortach. Dzięki tej inwestycji rozpoznawalność Zieleńca jest dużo większa, co pojawia się w rosnącej liczbie gości. Nastąpiło również zwiększenie atrakcyjności terenów samej Kotliny Kłodzkiej, czy to jest przestępstwo, jak twierdził kłamliwie pan Kamiński, cytuję "Sobiesiak, buduje ten wyciąg bezprawnie wycinane są 150-letnie drzewa. Prawda, pół hektara, nie ma żadnych zgód, żadnych uchwał rady gminy" - koniec cytatu. A jak wyglądają fakty? Była zgoda ministra ochrony środowiska, której nic nie mogło zmienić, a wycięciu podlegały cytuję "drzewostan rębny 153 lata, złej jakości", za to, że doszło do wycięcia drzew podkreślam zgodnie z decyzją, ale rzeczywiście przed terminem jej uprawomocnienia, zapłaciłem karę idącą w setki tysięcy złotych. Gdybym miał chody, pan Wassermann nie słyszy i później nie będzie wiedział, co ma zadać, jakie pytanie ma zadać... gdybym miał chody, o które byłem oskarżony zapłaciłbym 10 proc. tej kwoty, bo zgodnie z przepisami urzędnicy mogli tak zdecydować. I Kamiński twierdzi, że ja mam chody i posłów na posyłki - wolne żarty. Dlaczego pan Kamiński sugerował, że będę się odwoływał od tej decyzji, że nie zapłaciłem kary, skoro w chwili, gdy wypowiadał te słowa pieniądze były wysłane do urzędu w całości. Jak nazwać to inaczej niż kłamstwo w żywe oczy?

Jeżeli przy realizacji wyciągu złamałem prawo to poniosłem za to odpowiedzialność. Ale przypomnę, to największa inwestycja w tej części kraju, supernowoczesny wyciąg. Proszę porozmawiać o tej inwestycji z tysiącami ludzi, rodzinami spędzającymi bezpiecznie zimowe urlopy, z pracownikami zatrudnionymi po kilkanaście godzin dziennie. Co roku miliony polskich narciarzy zostawia setki milionów euro w Austrii i w Niemczech, ja walczę o to, żeby zostawiali je w Polsce. Ja nie jestem politykiem, który nie może łączyć spraw publicznych i prywatnych, ja mogę łączyć to, co dobre dla kraju z własnym interesem i zawsze tak postępuję. Przyjmując logikę pana Kamińskiego warto spytać, czy aby za jego atakami na Zieleniec nie stoi lobby hotelarzy i właścicieli wyciągów austriackich i czeskich? W Zieleńcu zbudowałem również kompleks wypoczynkowy na 140 osób, resort "Szarotka". Od wielu już lat stanowi jeden z najbardziej nowoczesnych ośrodków na Dolnym Śląsku, posiada on trzy restauracje, kompleks basenowy, salę konferencyjną, kompleks SPA, wszystko po to, by zapewnić najwyższy standard usług. Mam nadzieję, że tak, jak dzięki pracom komisji, a przede wszystkim dociekliwości pani Kempy, praktycznie nie można zarezerwować stolika w "Pędzącym króliku" tak również te parę chwil na wizji pomoże mi wypromować tę moją ukochaną inwestycję. Najlepszy hotel i najlepszy wyciąg narciarski, polski w Zieleńcu, w Kotlinie Kłodzkiej, zapraszam.

32. Wielkie łgarstwo Kamińskiego

Powtarzam, nie jestem gangsterem, bandytą, oszustem czy rekinem hazardu. To jest jedno wielkie łgarstwo pana Kamińskiego, któremu było ono potrzebne, aby mieć kontekst i wiarygodność przy wszystkich pozostałych kłamstwach i manipulacjach. Członkowie komisji zadali wielokrotnie panu Kamińskiemu pytanie - jakimi dowodami poza urywkami prywatnych rozmów dysponował na potwierdzenie tezy, że doszło do nielegalnego wywierania wpływu na nowelizację ustawy o grach. Proszę, niech ktoś mi zacytuje jedną rzetelną i prostą odpowiedź świadka Kamińskiego. Szef służby specjalnej mówi na przykład, że działał w oparciu o deklarację rzecznika prasowego ministerstwa, nie weryfikując jego wypowiedzi - i to ma być służba specjalna, przecież to śmieszne. Ponieważ pan Kamiński nie ma twardego dowodu, że istniał bezprawny lobbing, bo nie ma takich dowodów, to musi stworzyć przynajmniej atmosferę spisku, co mogłoby sugerować - jeżeli jest spisek, to również były nielegalne działania.

33. Cmentarz i inkwizycja

Dlatego dokonano manipulacji na temat okoliczności mojego spotkania z posłem Chlebowskim na cmentarzu. Dla zwolenników tej teorii spiskowej miejsce spotkania stanowi kolejny dowód na poparcie tezy, że jest coś podejrzanego w moim zachowaniu. Gdyby pan Kamiński siedział za czasów Inkwizycji zapewne zostalibyśmy oskarżeni o czary i spaleni na stosie. Chcę podkreślić, iż gdyby osoby powtarzające i komentujące ten wątek zechciały zapoznać się z treścią całego zapisu podsłuchiwanych rozmów to po ich analizie łatwo mogły się zorientować, iż zarówno cel, jak i przyczyna tego spotkania nie są tajemnicze. Z panem Chlebowskim początkowo umawiałem się na Bielanach wrocławskich, jednakże pan poseł chciał zmienić godzinę i miejsce spotkania, a nie mogąc się do mnie dodzwonić poprosił wspólnego znajomego o przekazanie mi tej informacji. Mieliśmy się spotkać na stacji paliw w Mierosławicach, gdyż ta lokalizacja umożliwiła spotkanie w odpowiadającym panu posłowie terminie. Dzisiaj nie pamiętam dokładnie przebiegu tej rozmowy, ale na prośbę mojego przyjaciela w tym okresie próbowałem przekonać pana Chlebowskiego do zajęcia się sprawą działacza PO w Czorsztynie, stojąc na stacji zauważyłem, iż Zbigniew Chlebowski przejechał obok, zaparkował samochód przy cmentarzu i ruszył w moim kierunku. Skierowałem się w jego stronę, spotkaliśmy się przed wejściem na cmentarz. Pan poseł zaproponował abyśmy się przeszli. Wtedy dowiedziałem się, iż na tym cmentarzu znajduje się grób zmarłej siostry Zbigniewa Chlebowskiego. Nieprawdziwą jest informacja przekazana przez pana Kamińskiego, że kluczyliśmy między grobami, pan poseł poszedł do grobu swojej siostry. Po chwili wróciliśmy do aut, w tym czasie przekazałem mu prośbę w sprawie działacza PO, prosząc go o interwencję, szef CBA rozpętał z tego powodu medialną nagonkę. Dziś wiem, że musiał. Sposób przedstawienia tej sprawy przez Kamińskiego oraz media, nie tylko niezgodny z rzeczywistością nie poparty żadnym dowodem, a w konsekwencji spowodowały wiele niepotrzebnych i bolesnych doświadczeń, komentarzy, które dotknęły także rodzinę Zbigniewa Chlebowskiego.

34. Na dopłatach budżet by stracił

Przyznaję, że miałem odwagę być przeciwko złemu pomysłowi wprowadzania dopłat. Jego realizacja oznaczała straty dla budżetu i dla mojej firmy, ponieważ przedsiębiorcy nie są idiotami, jak mówiłem panu Chlebowskiemu, wszyscy właściciele zejdą do podziemia lub zamkną interesy w takim przypadku, co również chyba nie wymaga wyższej wiedzy ekonomicznej, zamiast mieć więcej o 20 proc. środków z dopłat, jak to wynikało z modelu matematycznego pana Kapicy, w budżecie byłoby zero środków. Ale to zero oznaczałoby utratę dzisiejszych wpływów. Mieliśmy odwagę zaproponować wyjście alternatywne - podniesienie podatku, to rozwiązanie byłoby tańsze, efektywniejsze i prostsze we wprowadzeniu, ale polski urzędnik nie lubi takich rozwiązań. Najlepiej, jak podatnik nic nie rozumie, musi się pogubić, bo wówczas można go ukarać, a kara jest sensem życia urzędników skarbowych, niezależnie od tego, która partia rządzi. Ponieważ duża część publikacji w mediach wskazuje, że powyższe wyjaśnienia zależności ekonomicznych są zbyt skomplikowane to postaram się wyjaśnić na zapałkach. Może będzie łatwiej zrozumieć. Bierzemy zapałkę i chcemy podpalić papierosa, proszę się nie obawiać, byłem sportowcem, nigdy nie paliłem i tutaj też nie zapalę, otóż mądry fiskus to jest taki twór, który chce jednocześnie zabrać mi jak najwięcej z tej zapałki, to jest dla fiskusa, ale jednocześnie zostawić mi tyle, żebym mógł jeszcze sobie zapalić papierosa, czyli zachować moją motywację do kupowania zapałek i papierosów. Oto zapałka, czyli przychód właściciela automatu do gry. Pierwszy kawałek zapałki to są podatki, które odłożyłem, które muszę zapłacić, a dzielni celnicy pana Kapicy pilnują, żeby nic nie uciekło. To jest ponad połowa przychodu, z tych środków buduje się drogi, szpitale, boiska sportowe, czy inne rzeczy, o których decyduje rząd i minister finansów. Teraz łamię to, co idzie na wygrane, ta wygrana to jest przyjemność, którą musi mieć szary człowiek, zwany graczem, inaczej nie przyjdzie i nie wyłożył swoich pieniędzy na grę, a wówczas cały interes przestaje istnieć. Ułamuję kolejny kawałek, to, co jest kosztem wytworzenia, pensje ludzi, wynajem, serwis, obsługa, w skali polski hazard to setki tysięcy miejsc pracy rodzin, które z tego żyją. I teraz zostaje taki mały kawałek, dzięki któremu właściciel musi zapalić papierosa. Ma w życiu trochę satysfakcji i w związku z tym chce mu się wstawać rano, ryzykować, użerać z urzędnikami, aby wystrugać kolejną zapałkę i w całym biznesie chodzi o to, by tak to się kręciło. Pan Kapica tak napisał swoją ustawę, że chciał mi nie tylko zabrać tę jedną zapałkę, ale odebrać chęć oraz możliwości palenia papierosów, chciał wysadzić na raz kilkaset tysięcy ludzi i budżet. Efekty jego pracy są już dzisiaj widoczne na rynku. Za kilka miesięcy zacznie się debata nad szukaniem nowych źródeł dla budżetu, bo potrzeba pieniędzy na ważne cele. Pamiętajcie, że budżet traci codziennie dziesiątki milionów podatków, które od roku 2003 regularnie wpływały do kasy państwa. Dzisiaj przestają wpływać, bo pan Kapica chciał wprowadzić głupi przepis o dopłatach, ponieważ mu się to nie udało, wprowadził takie przepisy, które de facto oznaczają likwidację tej branży.

35. Hiena roku

Muszę w tym miejscu pytanie, czy pan Kamiński nie rozumiał tego mechanizmu, czy też świadomie oszukał premiera pisząc, że budżet straci na likwidacji dopłat około 500 milionów złotych. Rozumiem, że jego źródłem były materiały w gazetach, co jest ujawnione w notatkach CBA, ale jak mówią znawcy tematu, chyba pan nie wierzył w to, co piszą w mediach. Odrębnym faktem jest pytanie, na jakie wpływy liczył minister finansów w związku z dopłatami? Czytając kolejne dokumenty znalazłem różne kwoty - 469 milionów w notatce CBA, 380 milionów w jednym z projektów, ale były też 250 milionów w zeznaniach pana Kapicy przed komisją i 200 milionów w zeznaniach pana ministra Rostowskiego.

Innym dowodem w rozumieniu, koronnym dowodem w rozumowaniu pana Kamińskiego opartym na fikcji jest sprawa spotkania z ministrem Drzewieckim. We wrześniu 2009 roku, faktem jest, że jadąc do Warszawy zadzwoniłem do znajomego, z którym miałem grać w golfa. Zostałem zaproszony na spotkanie, w którym poza ministrem brały udział jeszcze inne osoby. Faktem jest, że na to spotkanie spóźniłem się i stąd moje rozmowa z ministrem była bardzo krótka. Odbyła się już nie w restauracji, gdzie się wstępnie umawialiśmy, tylko w hotelu, gdzie pan minister spotkał się ze swoimi gośćmi. Poprosiłem o to spotkanie, bo zależało mi na zainteresowaniu Mirosława Drzewieckiego odbywającym się następnego dnia turniejem golfowym. Obecność ministra z pewnością podniosłaby jego rangę , chcę w tym miejscu uspokoić dziennikarza "Gazety Prawnej". na łamach której znalazły się stwierdzenia, jakoby takiego turnieju golfowego nie było. Artykuł ten podpisał pan, który już raz za umieszczenie fikcyjnego wywiadu został ogłoszony "hieną roku". Tekst o turnieju jest kolejnym powodem do tego tytułu, otóż turniej golfowy, którego rzekomo nie mógł pan znaleźć, odbył się. Osoby, którym nie wystarczy słowo odsyłam do oficjalnej strony internetowej o turnieju pola golfowego na Lisiej Polanie. Oświadczam ponadto, iż w tym turnieju, którego podobno nie było zająłem drugie miejsce, mogę dostarczyć zdjęcia i kopie dyplomu.

36. Sprawdzone schematy CBA

Wskazuję, iż min. Kamiński zastosował znów te same schematy, co wyżej opisywane, zupełnie normalne spotkanie grupy znajomych, odbywające się w środku miasta, w hotelu, poświęcone zdarzeniu towarzyskiemu, pan Kamiński dorzucił do tego swoją nieprawdziwą interpretację starając się wytworzyć wrażenie tajemniczości, nielegalności zwykłego spotkania. Wskazał opinii publicznej tak spreparowane fakty, jako dowód na rzekome nieprawidłowości w moim postępowaniu. Jednocześnie w innym miejscu swojego oszukańczego oskarżenia twierdzi pan Kamiński, że po 25 sierpnia wszystkie kontakty zostały zerwane. Czy to, że nie dzwonię do kogoś przez jeden, dwa lub trzy dni oznacza, że zrywam z nim kontakty? Nie mam po prostu powodu do rozmowy, jak będę miał interes, zadzwonię. Kolejną już manipulacją Mariusza Kamińskiego było przedstawienie mnie, jako przestępcę, osobę finansującą zorganizowane grupy przestępcze, protestuję przeciwko każdemu słowu wypowiedzianemu przez Mariusza Kamińskiego. Stwierdzam jednoznacznie, iż przedstawione przez szefa CBA oceny i wnioski mają charakter oszczerstw, pomówień i nie polegają na prawdzie.

37. Kim jestem? Pseudoinformacje i pseudorewelacje

Kim jest Ryszard Sobiesiak według Kamińskiego? Twierdzi on, że już w połowie lat 90. interesował się mną Urząd Ochrony Państwa, a ja jestem podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy i o korupcję. Cały czas ma się moją skromną osobą interesować policja w związku z moimi intensywnymi kontaktami ze zorganizowanymi grupami przestępczymi o charakterze zbrojnym. Pan Kamiński oskarża mnie o związki z osobą skazaną na wieloletnie więzienie, za kierowanie właśnie taką grupą. Mówi, że był szefem ochrony kasyna Ryszarda Sobiesiaka, Mariusz K. ten zeznaje, że w zeznaniach świadka koronnego zostałem scharakteryzowany jako sponsor przestępców. Pan Mariusz K., z właściwym sobie przekonaniem mówi dalej, iż ja uciekłem z kraju, tak jak teraz przed wymiarem sprawiedliwości. Te pseudoinformacje i pseudorewelacje to stek bzdur i nikczemnych pomówień. Przypominają dowcip o radiu Erewań i rozdawanych samochodach na Placu Czerwonym w Moskwie, tyle że nie samochody, a rowery, nie rozdają, tylko kradną i nie w Moskwie a w Leningradzie - reszta się zgadza panie K.

Faktem jest, że prowadziłem kasyno od początku lat 90., w tym okresie byłem wielokrotnie sprawdzany pod każdym względem przez ministerstwo finansów i podległe służby. Sprawdzono moje kontakty, zeznania podatkowe, źródła posiadanych pieniędzy, za każdym razem otrzymywałem niezbędne do działalności w branży dokumenty świadczące o mojej nienagannej opinii. Nikt, nigdy nie zgłaszał jakichkolwiek zastrzeżeń. W czasie mojej działalności w branży hazardowej zatrudniałem wiele biur ochrony, ponieważ państwo polskie takiej ochrony nie było w stanie zapewnić. Jednym z właścicieli takiego licencjonowanego przez państwo i kontrolowanego przez policję biura ochrony był człowiek, który później został skazany. Na to żadnego wpływu jednak nie miałem, tak jak i inni klienci tej firmy ochroniarskiej. Po wyroku ani ten człowiek, ani ta firma już nie pracowali dla mnie. A z tego wynika sposób rozumowania w tej sprawie pana Kamińskiego - jemu kradli, on ukradł, na pewno zamieszany jest w sprawę kradzieży. Na tym polegać miało tak zwane sponsorowanie przeze mnie, jak twierdzi pan Kamiński, grupy przestępczej. Ja nigdy nie byłem podejrzewany, nie przedstawiono mi żadnych zarzutów w jakiejkolwiek sprawie kryminalnej, a w szczególności prania brudnych pieniędzy i korupcji.

38. Jedyny mój wyrok

Jedyny wyrok, jaki został orzeczony w mojej sprawie to ten z roku 2008. Zostałem skazany na podstawie pomówień oszusta, bez uwzględnienia całości materiału dowodowego, oraz sugerowanych przeze mnie ekspertyz. Ów oszust po wyjściu z aresztu uciekł za granicę, gdzie przebywał również w czasie prowadzonego postępowania, nie pojawił się na sprawie, a ja jestem skazany. Do skazania wystarczyło jedno zeznanie złożone przed prokuratorem, jego esemes do żony, iż dostanie ode mnie 10 tysięcy złotych, miałem rzekomo dać łapówkę za coś, czego nie zrobiłem, bo nie było mnie wówczas w Polsce - kowal zawinił, cygana powiesili. Trafiłem na swojej drodze na nieuczciwą osobę, która z nieznanych mi do dziś, niewyjaśnionych przyczyn bezpodstawnie mnie oskarżyła. Złożyłem skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Teraz chciałbym przedstawić moją wersję zdarzeń na temat manipulacji Mariusza Kamińskiego, który próbował wmówić premierowi, iż podobno w sposób nielegalny załatwiałem pracę córce. Faktem jest, że prosiłem znajomych, w tym m.in. pana Drzewieckiego o pomoc w znalezieniu ciekawej pracy dla niej. Minister Drzewiecki poza przyjęciem i pochwaleniem CV mojej córki nic w tej sprawie nie zrobił. Gdy pojawiło się ogłoszenie o konkursie w Totalizatorze moja córka złożyła odpowiednie dokumenty i zamierzała zgodnie z obowiązującą procedurą wziąć udział w konkursie. Wycofała się, gdy okazało się, że ja jestem przeszkodą, ponieważ zajmuję się hazardem, są na mnie donosy i nazwisko moje może być przeszkodą w ubieganiu się o tą funkcję.

Dla pana Kamińskiego owe donosy oznaczają przeciek o akcji CBA, dla mnie były one codziennością pracy w hazardzie. Niestety, część osób pracujących w tej branży wierzy w cudowną moc likwidowania konkurentów przy pomocy donosu. Przez te lata napisano ich na mój temat wiele, w swoich wywodach pan Kamiński dawał do zrozumienie, że chciałem opanować Totalizator, a nie pomóc w zdobyciu pracy przez córkę. To kłamstwo. Od kiedy wspieranie ambicji zawodowych dzieci i prośby o pomoc w znalezieniu ciekawej pracy są przestępstwem.

Przedstawione powyżej okoliczności zostały zmanipulowane przez Mariusza Kamińskiego w celu wprowadzenia w błąd premiera oraz opinii publicznej. Szef CBA demonizując moje poczynania związane z przesłaniem CV mojej córki różnym osobom, stworzył nieprawdziwe wrażenie, że oto mamy do czynienia z działaniem nielegalnym, działania te posłużyły Mariuszowi Kamińskiemu do uzasadnienia wygodnej dla niego tezy o służalczym stosunku niektórych urzędników państwowych do mojej osoby. Oświadczam kategorycznie, iż działania osób publicznych na rzecz mojej córki ograniczyły się wyłącznie do deklaracji pomocy, za którymi nie poszły żadne, realne czyny.

39. Córka

Teraz jakbym w sposób nielegalny, bądź nieetyczny pomagał swojej córce w znalezieniu pracy - teza nie jest poparta żadnymi dowodami. Jedyne czym dysponuje Mariusz Kamiński są jego własne insynuacje i pomówienia. Kolejne kłamstwo Mariusza Kamińskiego wymagające wyjaśnień, to rzekome informacje na temat stosowania przeze mnie techniki kontroobserwacji oraz ucieczce z kraju. Nie było dla mnie żadną nowością, iż jestem legalnie i nielegalnie podsłuchiwany przez wiele lat pracy w branży hazardowej. Jak już wspomniałem, to nie są spotkania czy kontakty z panienkami z dobrych domów. Wydaje mi się, że słuchając świadka członek komisji pan Zbigniew Wassermann, uległ tej taktyce, bo recenzując zeznania świadka Kamińskiego mówi: mówimy o tych samych osobach, o tych samych mechanizmach, o tych samych przełożonych, o tym samym celu działania - to jest po prostu wszystko. Wskazuje na to, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grabieżą majątku narodowego, dlatego to jest ważne. Czemu miały służyć takie oskarżenia, zwłaszcza w kontekście mojej osoby, panie Wassermann? Powtórzę - nigdy nie uczestniczyłem w prywatyzacji, czy relacjach biznesowych ze skarbem państwa, sumiennie płaciłem olbrzymie podatki, to na czym miałem, na czym miała polegać ta zorganizowana grabież, jaki majątek chciałem ukraść?

Informuję, że przed wakacjami w 2009 r. wymieniłem swój aparat telefoniczny ponieważ się psuł. Myli się świadek Kamiński, że korzystałem z tak zwanego bezpiecznego telefonu, ja miałem stały numer, a nowy numer otrzymałem wraz z aparatem telefonicznym, przy zakupie w związku z awarią starego aparatu telefonicznego. Od wielu lat mam dwa telefony, różnych sieci.
Taka sytuacja gwarantuje dostęp do sieci. Wielokrotnie świadek Kamiński tak kategorycznie stwierdza - "Ryszard Sobiesiak znika z Polski i do tej pory go nie ma". To jest wiedza właściwa panu Kamińskiemu, informuję, iż z racji swoich zajęć bardzo często wyjeżdżam z Polski na dłużej. Przebywam w Polsce od dnia 4 stycznia 2010 roku. W dniu 6 stycznia 2010 byłem przesłuchiwany przez prokuraturę okręgową w Warszawie, w czasie, w którym świadek Kamiński insynuował, jakobym uciekł z kraju, faktycznie przebywałem w Polsce, pytam, jaki jest cel takich kłamliwych twierdzeń o mojej ucieczce z kraju, odpowiedź jest chyba prosta. Pan Kamiński już wie, że kolejny raz skompromitował wywołując aferę, skompromitował się, której nie ma, wprowadzając komisję śledczą i opinię publiczną w błąd, więc jedyne, co pozostaje to przedstawienie Ryszarda Sobiesiaka jako pospolitego przestępcę, wroga publicznego numer jeden, osobę, z którą nie powinien znać się przeciętny obywatel, a cóż dopiero posłowie. Pomówienia, nikczemne kłamstwa kierowane przez pana Kamińskiego znajdą swój epilog w sądzie, gdzie skierowałem sprawę o ochronę mojego dobrego imienia.

40. Sprawa Czorsztyna

Tak zwana sprawa Czorsztyna, przywoływana jako kolejny dowód służalczości polityków wobec mojej skromnej osoby to nie wiem czy żart, czy tylko zwykła głupota i nieuctwo. Pomyliły się panu Kamińskiemu stenogramy, znam Lecha Janczego, członka PO. Widziałem go w życiu może dwa razy, prosił mnie o pomoc w kontakcie z politykami z Warszawy, nie wiem dokładnie o co chodziło, nie dopytywałem się. Wiem tylko, że było to związane z tym okręgiem wyborczym. Jednakże próby telefonicznego pozostawione były bez żadnej reakcji. Poprosił mnie abym spróbował umówić go na spotkanie z którymś z posłów i tą prośbę, i z tą prośbą zwróciłem się do Zbigniewa Chlebowskiego. Sprawa ta nie miała bezpośrednio związku z jakąkolwiek inwestycją podejmowaną na tym terenie przeze mnie czy inne osoby, a jedynie dotyczyła prośby umówienia z posłem Platformy, to chyba nie jest przestępstwo.

Podsumowanie zeznań świadka Kamińskiego wydaje się, najtrafniej ujął pan poseł Stefaniuk - kończ waść. Ja dodam od siebie - wstydu oszczędź.

41. Rosół

Zaprzeczam, iż Marcin Rosół wraz z żoną i teściem spędził ferie w moim ośrodku w Zieleńcu. To niby drobna różnica, ale pan Marcin Rosół był w ośrodku Szarotka dwa dni wraz ze swoim kolegą, nieprawdą jest, iż za jego pobyt zapłacił mój syn. Pan Kamiński kłamie celowo, że była to jakby forma podziękowania za załatwienie wycinki drzew w ministerstwie środowiska Szczytem kłamstw i wprowadzenie komisji śledczej i opinii publicznej w błąd jest stwierdzenie świadka, pana Kamińskiego, iż miałem z panem Koskiem doprowadzić do stawiania automatów do gier na stacjach benzynowych należących do firm - spółek skarbu państwa. Nigdy nie podejmowałem żadnych, podkreślam żadnych działań w tym zakresie. Nie są mi znane okoliczności, aby też pan Kosek podejmował jakąś aktywność w tym kierunku.

42. Komisja - czarny kabaret

Jadąc tu do państwa odpowiem jeszcze na pytanie, na zarzuty, które dzisiaj usłyszałem w mediach. Chciałem również powiedzieć, iż nigdy nie planowałem założenia firmy budowlanej na potrzeby Orlików. Taką kłamliwą informację usłyszałem dzisiaj w wiadomościach. W moim wystąpieniu poruszyłem i odwołałem się do wszystkich ważnych tematów, które budziły kontrowersje. Nie mam najmniejszych złudzeń, że to cokolwiek zmieni. Dla tych, którzy wydali już wyrok moje słowa pozostaną obojętne, dla nich mój dzisiejszy występ będzie tylko przykrywką do kolejnej serii wywiadów i komentarzy, w których bezkarnie można urągać ludziom, logice i faktom, ważne jest zdobycie kilku punktów popularności, albo urwanie ich konkurentowi. Dla doraźnej korzyści politycznej niektórzy z was, próbują przedstawić mnie jako szwarc charakter, a potem dokleić do swoich przeciwników politycznych i ich utopić. Jednak proszę nie liczyć na to, że dam wam satysfakcję. Możliwość poniżania mnie insynuacjami i pytaniami sugerującymi, w których jesteście zaiste mistrzami, i to, że łamiecie procedury nie ma znaczenia ani dla was, ani dla waszych rozmówców, bo oni są z waszego świata, ja nie. Nie rozumiem i nie akceptuję sytuacji, w której dla osiągnięcia zakładanego celu podsłuchuje się moje rozmowy z adwokatem, to jest naruszenie podstawowych standardów państwa prawa. Dlatego nie dam wam okazji, żebyście zamiast pytać mogli wygłaszać wyroki, zaoczne i komentarze polityczne. Mam do wyboru, albo uczestniczyć w tym czarnym kabarecie, jak opisał tę komisję pan poseł Wassermann w jednym z programów, albo zachować resztki godności. Byłem w tej sprawie przesłuchany jako świadek przez prokuraturę, stawiłem się na wezwanie komisji, pan Kamiński mówił, iż toczy się kilka spraw, w których jestem w kręgu podejrzeń. Dlatego korzystając z przysługującego mi uprawnienia, zawartego w art. 11 c, ust. 3 ustawy o komisji składam formalny wniosek o przesłuchanie mnie w dalszej części na posiedzeniu zamkniętym. Publiczna pogarda dla mojego nazwiska jest już faktem, nie chcę pozwolić na powtarzanie się tej sytuacji, jako obywatel Rzeczypospolitej, mam gwarantowane prawo do ochrony mojego dobrego imienia, imienia mojej rodziny. Prezentowane przeze mnie wypowiedzi nie mogą być przedmiotem niezgodnego z prawem wykorzystywania lub manipulowania, powtarzające się przecieków do mediów także z akt będących w posiadaniu komisji, nierzetelne komentowanie moich wypowiedzi złożonych w prokuraturze są ewidentnym moich uprawnień wynikających z przepisów procedury karne. Podkreślam, mimo licznych insynuacji, staję przed komisją jako świadek, a nie oskarżony, domaga się respektowania moich praw, dziękuję za uwagę i proszę o przerwę.

Opublikowany powyżej stenogram nie jest autoryzowany przez Sobiesiaka i komisję. Rozdziały i wytłuszczenia od redakcji

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':