http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komisja hazardowa #28. Tajemnica Florydy, czyli co zeznał Sobiesiak

Agata Kondzińska, PAP
2010-02-11, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 09:53

Ryszard Sobiesiak
Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Od czasu wybuchu tzw. afery hazardowej Mirosław Drzewiecki nie miał kontaktu z Ryszardem Sobisiakiem. To jego wersja. Sobiesiak miał zeznać przed komisją, że jednak widzieli się na Florydzie

Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Sobiesiak
Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Sobiesiak
SERWISY
Tajemnica Florydy, czyli co zeznał Sobiesiak

Kwadrans przed godz. 21 w czwartek zakończyło się przesłuchanie Ryszarda Sobiesiaka, wrocławskiego biznesmena zwanego "królem hazardu". I pod koniec dnia pojawiła się najważniejsza informacja. Jak powiedział Bartosz Arłukowicz, wiceszef komisji Sobiesiak zeznał, że spotkał się z Drzewieckim na Florydzie już po 1 października 2009 roku, gdy "Rzeczpospolita" opublikowała stenogramy rozmów polityków PO z biznesmenami z branży hazardowej. Według śledczych wersja Sobiesiaka jest taka. Siedział na ławce, a jego córka robiła shopping - tak cytują niektórzy śledczy. I opowiadają, że podjechał samochód, który prowadził były minister sportu. Wysiadła jego żona. Drzewiecki odjechał. Jednak Arłukowicz pamięta tę sytuację inaczej. Według niego Drzewiecki podjechał, wysiadł razem z żoną. Sobiesiak i Drzewiecki poszli do restauracji. A żona byłego ministra z córką Sobiesiaka poszły na zakupy. I mimo że poseł Neumann pamięta to jeszcze inaczej, i on i poseł Lewicy zapewniają, że do spotkania, według wersji Sobiesiaka, doszło.

Jeśli tak to dlaczego Mirosław Drzewiecki o tym spotkaniu zapomniał gdy zeznawał przed komisją? I dlaczego twierdził, że ostatni raz spotkał się z Sobisiakiem 22 września w hotelu Radisson w Warszawie?

Mirosław Drzewiecki nie pamiętał widać tego spotkania, bo tak odpowiadał na pytania posła Arłukowicza, gdy ten pytał go: - Czy pan wie, kiedy pan Sobiesiak opuścił kraj na ten dłuższy okres czasu po wybuchu afery hazardowej bądź tuż przed wybuchem afery hazardowej?

- Nie wiem - stwierdził Drzewiecki.

- A wie pan gdzie przebywał za granicą - dociekał Arłukowicz.

- Też dokładnie nie wiem - odparł Drzewiecki.

- Nie mieliście żadnego kontaktu - drążył śledczy.

- Nie, żadnego -padła odpowiedź.

Sobiesiak: wykluczyć Wassermanna



Zaczęło się od mocnego uderzenia. Reprezentujący Sobiesiaka adwokat Ryszard Bedryj złożył wniosek o wykluczenie z przesłuchania posła PiS Zbigniewa Wassermanna, zarzucając mu stronniczość. W uzasadnieniu przytoczył wypowiedź posła Wassermanna z przesłuchania ministra w kancelarii premiera Jacka Cichockiego, w której poseł PiS nazwał Sobiesiaka "kryminalistą". Wassermann PiS tłumaczył wtedy, że można tak kolokwialnie mówić o Sobiesiaku, ponieważ ten ma prawomocny wyrok za korupcję.

Z taką interpretacją nie zgadza się Sobiesiak. Jego pełnomocnik powołał się na wyrok Sądu Najwyższego z lat 70, według którego nawet wyrok nie jest usprawiedliwieniem do używania takiego określenia.

Zbigniew Wassermann tłumaczył, że jego zdaniem wniosek to kolejna próba utrudnienia prac komisji. Dodał, że formalnie taki wniosek można złożyć najpóźniej przed tym jak przewodniczący komisji pouczy świadka o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. - Ale oczywiście nie jest to moja próba zasłaniania się przepisami - dodał Wassermann. I został w komisji, bo śledczy zagłosowali za odrzuceniem wniosku Sobisiaka. Wstrzymał się tylko Mirosław Sekuła. Wassermann nie głosował.

Jeszcze przed głosowaniem Wassermann powiedział, że używając słowa "kryminalista", zaznaczał, że to kolokwializm. Poseł PiS podkreślał, że jego słowa o Sobiesiaku wynikały nie z jego przekonań, ale z dokumentów, które ma komisja i pytał Sobiesiaka, czy jego wyrok skazujący za korupcję został zatarty. - Nie mam nic do dodania w tej sprawie - odpowiedział mu biznesmen.

Jestem uczciwym człowiekiem

Ryszard Sobiesiak skorzystał z prawa do swobodnej wypowiedzi. I przedstawił się jako uczciwy przedsiębiorca, ofiara złego systemu i błędnych decyzji urzędniczych. Zapewnił że nigdy nie namawiał polityków, by w nielegalny sposób wpływali na ustawę. - Jestem człowiekiem uczciwym, nie mającym związku z tym co funkcjonuje w tzw. aferze hazardowej, nikogo nie korumpowałem zawsze uczciwie zarabiałem na życie, muszę sobie radzić w absurdalnym świecie tworzonym przez posłów, to że ja zarabiam kłuje w oczy - czytał z kartki.

I pytał retorycznie: - Kto jest większym zagrożeniem? Ja - lokalny przedsiębiorcza czy szef służb specjalnych? Ja wycinając kawałek lasu? Czy pan Kamiński dla którego każdy jest potencjalnym przestępcą?

Przeczytaj pełną treść oświadczenia Ryszarda Sobiesiaka



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 51 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':