Bardzo panią proszę, żeby brała pani bajgle szczypcami, a nie ręką. Mamy ten problem ze świńską grypą, pani rozumie - tymi groźnymi, choć grzecznymi słowy zwróciła się pani z obsługi do gościa jednego z hoteli w Fort Worth w Teksasie. Była akurat pora śniadania.
Podobną sytuację miałem okazję obserwować także podczas kolacji, choć już w innym miejscu. Siedziałem w restauracji ze znajomym małżeństwem - Markiem i Mary - w oczekiwaniu na zamówione dania, kiedy Mary nagle wyciągnęła z torebki spray i spryskała sobie dłonie. - To środek dezynfekujący, przeciwko świńskiej grypie - wyjaśniła.
Pomyślałem sobie, że tego już za wiele.
Co dwie dawki, to nie jedna
- Uważasz, że przesadzam? - zapytała Mary. - No, może. Martwię się szczególnie o nasze dwie synowe. Obie są w ciąży, a kobiety ciężarne są w grupie zwiększonego ryzyka.
Od kwietnia, kiedy wykryto wirusa A/H1N1, świńska
grypa zabiła w
USA ponad półtora tysiąca osób, w tym 28 ciężarnych kobiet - podaje
dziennik "USA Today". Według wychodzącej w Fort Worth gazety "Star-Telegram" tylko w północnym Teksasie liczba ofiar wzrosła ostatnio do 11. W całym kraju hospitalizowano ponad 9 tys. osób. Rządowi specjaliści od ochrony zdrowia szacują, że wirusem A/H1N1 zakaziły się miliony Amerykanów. Epidemia wybuchła w 37 stanach.
Dla porównania - zwykła grypa sezonowa trwająca od jesieni do wiosny powoduje zazwyczaj śmierć 36 tys. Amerykanów (za "USA Today").
Jednak kiedy czytam amerykańską prasę, widzę, że tematem numer jeden jest jej świńska odmiana.
Rząd rozpoczął właśnie masową akcję szczepienia Amerykanów przeciwko wirusowi A/H1N1. Tylko do połowy miesiąca do ośrodków zdrowia ma trafić 40 mln szczepionek (podawanych wziewnie do nosa bądź w formie zastrzyku), do końca roku - 200 mln, a do wiosny już 250 mln (szczepionkę można przyjąć razem z tą przeciwko grypie sezonowej, pod warunkiem że choć jedna z nich jest podawana pod postacią zastrzyku).
Dla porównania - co roku na rynek w USA trafia dwa razy mniej szczepionek przeciwko grypie sezonowej.
A więc dużo to czy mało? Według przyjętego w 2005 r. amerykańskiego narodowego planu walki z pandemią grypy w ciągu pół roku od jej wybuchu firmy farmaceutyczne w USA miałyby wyprodukować aż 600 mln szczepionek. Dzięki temu każdy z obywateli mógłby dostać dwie dawki z bardzo dużym prawdopodobieństwem zabezpieczające go przed chorobą [Światowa Organizacja Zdrowia wydała właśnie oświadczenie, że zdaniem jej ekspertów przed zachorowaniem zabezpiecza już jedna dawka szczepionki]. Ten cel ma być jednak osiągnięty dopiero w 2011 r. Na razie Amerykanie muszą się zadowolić 250 mln pojedynczych dawek, do tego tylko w jednej trzeciej wyprodukowanymi w USA; resztę przyślą firmy z Europy, Kanady i Australii.
Problem polega na tym, że znana od pół wieku tradycyjna technologia produkcji szczepionki przeciwko grypie oparta na namnażaniu wirusa w kurzych jajach zajmuje dużo czasu. Szczepy, które w danym sezonie będą groźne, typuje się w styczniu, a szczepionka trafia do aptek dopiero w październiku. W przypadku wirusa A/H1N1 jej produkcję i tak udało się skrócić do pół roku.
Młodsi najbardziej narażeni
Jak mówił ostatnio w "USA Today" dr Anthony Fauci, dyrektor amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób zakaźnych, władze medyczne starają się w pierwszej kolejności dotrzeć do pięciu grup społecznych, które są szczególnie zagrożone świńską grypą. Po pierwsze, są to kobiety w ciąży. Po drugie, opiekunowie dzieci młodszych niż pół roku (takich maluchów nie można szczepić, bo ich system immunologiczny nie jest jeszcze rozwinięty; rozkłada się więc nad nimi parasol ochronny, szczepiąc opiekunów). Po trzecie, pracownicy służby zdrowia. Po czwarte, dzieci i młodzież od szóstego miesiąca do 24. roku życia. Po piąte, dorośli w wieku od 25 do 64 lat.
Inaczej niż w przypadku grypy sezonowej wirus A/H1N1 zagraża głównie dzieciom i ludziom młodym. Do piątku z powodu świńskiej grypy w USA zmarło 76 dzieci, w tym 19 tylko w ostatnim tygodniu.
Dla porównania - zwykła grypa sezonowa zabija rocznie od 46 do 88 dzieci.
Naukowcy uważają, że starsi lepiej znoszą kontakt ze świńską grypą, bo w przeszłości spotkali się z wirusem grypy, który był podobny do A/H1N1, i są na niego częściowo uodpornieni.
- To dla mnie zupełnie niesamowite - mówi dr Fauci. - Zajmuję się chorobami zakaźnymi od dziesięcioleci i nigdy nie widziałem, by grypa zabijała młode i silne osoby. Zwykle najbardziej dotykała ludzi starych i borykających się z innymi dolegliwościami.
Tym, co najbardziej niepokoi uczonego, jest możliwość mutacji wirusa A/H1N1 w dużo bardziej zjadliwą formę. Dzisiaj, choć świńska grypa bardzo łatwo przenosi się z człowieka na człowieka, to, jak mówi dr Fauci, 99 proc. stykających się z nią ludzi odczuwa tylko łagodne objawy choroby. Gdyby wirus zyskał zjadliwość porównywalną np. z wirusem grypy ptasiej, sytuacja byłaby dużo poważniejsza.
Dobrze więc byłoby, gdyby czas produkcji ewentualnej szczepionki znacznie skrócić. Pół roku, które firmy farmaceutyczne potrzebowały, by wyprodukować szczepionkę przeciwko A/H1N1, to według ekspertów cytowanych w amerykańskiej prasie zdecydowanie za długo, by poradzić sobie z epidemią wywołaną przez zjadliwego wirusa.
Jest też inny problem. Według sondażu zrobionego dla agencji AP przez firmę GfK ponad jedna trzecia rodziców w USA nie zamierza zaszczepić swoich dzieci przeciwko świńskiej grypie.