http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po co jest nauka? Komu, czemu służą uczelnie? Zamiast krytyki o pryncypiach

prof. Małgorzata Kościelska*
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-23 14:05

W "Gazecie Wyborczej" rozpętała się dyskusja pod hasłem "Wyższa Szkoła Wstydu". Wstydzę się za to hasło. Komu i czemu służy obrzucanie błotem uczelni: uzdrawianiu szkolnictwa wyższego, czy kształtowaniu w społeczeństwie przeświadczenia, że już wszystkie środowiska mamy w naszym kraju zdemoralizowane? Opluto już służbę zdrowia, policję, Kościół, parlament, pora więc najwyższa, aby obnażyć nędzę profesury, która dotąd cieszyła się autorytetem.

Pomysł na hasło "wilki w nauce" też uważam za chybiony. Co ono ma odzwierciedlać? Czy będziemy się szarpać i zjadać na uczelniach? Kto kogo? Młodzi starszych, wychowankowie swoich mistrzów i nauczycieli? Co po tym mordzie nastąpi? Wycie do księżyca? Nie chcę uciekać.

Zamieszczona w numerze "GW" z 23 października informacja o prowokacji dziennikarskiej nie jest dla mnie dowodem na fałszerstwa w uczelniach, ale przejawem ludzkiej naiwności i dążenia do łatwego pozyskiwania dóbr pożądanych. Ludzie już kupowali Kolumnę Zygmunta i Implanty z rąk Mości Zagłoby. Zjawisko więc nowe nie jest, ma tylko charakterystyczny dla epoki kształt.

Przepracowałam 40 lat na Uniwersytecie Warszawskim, a od 10 lat jestem związana z uczelnią w Bydgoszczy, obecnie już noszącą nazwę Uniwersytet Kazimierza Wielkiego. Uczyniłam świadomy krok w kierunku wspomożenia swoim doświadczeniem uczelni nowo powstającej, a więc słabej, z nieliczną kadrą.

Reformatorskie tendencje obecnych decydentów nauki idą w zupełnie innym kierunku: wspierania finansowego i kadrowego ośrodków najsilniejszych. Dostrzegam głęboki sens we wspieraniu placówek w ośrodkach bez naukowej tradycji. Pełnią tam one wybitną rolę kulturotwórczą. Są sposobem na wykształcenie młodzieży z najbliższych okolic i związania ich "z małą ojczyzną".

Twierdzenie o niskim poziomie tych uczelni wymagałoby dokładnych badań. Sądzę, że poziom i studentów, i kadry w tych ośrodkach jest różny, ale ich funkcjonowanie daje szansę rozwoju, a zamykanie - marazm i stagnację intelektualną dużych grup społecznych. Apeluję więc o politykę wspierania młodych uniwersytetów i innych prowincjonalnych wyższych uczelni. Bez poważnego zabezpieczenia finansowego ze strony państwa i samorządów nie zdobędą się one na nowatorskie badania, ściąganie wysokiej klasy specjalistów, wymianę międzynarodową. Praca w takim ośrodku powinna być źródłem dumy właściwej pionierom, a nie przedmiotem społecznej wzgardy z tytułu prowincjonalności i wtórności przekazywanej studentom wiedzy.

Po co jest nauka? Nauka jest społecznie wypracowaną wiedzą o świecie, możliwie pewną i dobrze udokumentowaną. W społecznym interesie leży, aby była udziałem jak najszerszych grup. Polityka oceny naukowców, czyli ludzi zawodowo trudniących się badaniem świata i jego opisem, dotyczy głównie wzmacniania karier o pewnym szczególnym charakterze. Liczy się zdobywanie stopni naukowych, pozyskiwanie grantów, udziały w międzynarodowych konferencjach, publikacje w prestiżowych czasopismach, co sprawia, że obieg nauki jest prawie że zamknięty. Furtkę otworzył internet. Mocodawcy uczelni nie tylko, że nie zachęcają, ale wręcz zniechęcają naukowców do pracy od podstaw, popularyzacji wiedzy, nawiązywania kontaktów z jej odbiorcami, nauczycielami, lekarzami itd. Pisanie podręczników, które kiedyś stanowiło uwieńczenie opanowania dyscypliny i było trwałym śladem powstania określonej specjalności i jej lidera, obecnie uważa się za przedsięwzięcie nietwórcze i prawie niezaliczane do dorobku.

Mam jeszcze dużo uwag o niekorzystnych zmianach w szkolnictwie wyższym, m.in. dotyczących funkcjonowania płatnych studiów niestacjonarnych na uniwersytetach. Czesne tych studentów częściowo utrzymuje uczelnię przy życiu, ale istnienie tych studiów tworzy z założenia odmienną jakość kształcenia; ponadto wymusza na kadrze branie zajęć w sobotę i niedzielę, co przy popularnej w tym środowisku dwuetatowości zagraża w realny sposób zdrowiu pracowników naukowych. W naukach humanistycznych są to głównie kobiety.

Namawiam do podjęcia odważnych decyzji finansowych, aby inaczej dzielić pieniądze na naukę. Godziwie wynagradzać rzetelnych pracowników nauki, stworzyć system stypendiów i refundacji umożliwiający studia wszystkim na jednakowych zasadach, premiować rzeczywiste osiągnięcia różnego typu, nie tylko z listy filadelfijskiej, i dbać o godność tych, którzy tworzą wiedzę i ją zdobywają.

* Małgorzata Kościelska, były prof. zw. Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, kierownik Katedry Psychologii Klinicznej w Instytucie Psychologii

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':