http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Profesorowie uniwersyteccy - to męczennicy! - list

M. Rylski
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-23 13:56

Twierdzi się, że np. wieloetatowość zabija pracę badawczą na uczelniach i obniża poziom dydaktyki. Nie trzeba być "wieloetatowcem", by być totalnie "zarobionym" na polskiej uczelni. Wystarczy pensum (210) godzin rocznie, konieczność załatwiania licznych spraw administracyjnych, wyręczanie brakujących pracowników technicznych itd.

Parę lat temu uczestniczyłem w seminariach prof. Graya w Brytanii i pamiętam jak narzekał, że jeden wykład tygodniowo i jedno seminarium już go całkowicie wyczerpują i że nie wyobraża sobie, by można mieć większe obciążenie. Czy polscy doktorzy i profesorowie są zatem dwa razy lepsi od angielskich kolegów, skoro mają dwa razy takie obciążenie?

Zajrzyjcie do raportu dr. Wagnera z IS, w którym opisuje realia pracy na Uniwersytecie Warszawskim. To wszystko prawda, ale i tak nie cała. Miałem okazję w tym roku uczestniczyć w Komisji Rekrutacyjnej - w Instytucie, który nie prowadzi własnych egzaminów, tylko otrzymuje listę kandydatów z punktacją. Czy wiecie, co musi robić taka komisja złożona z doktorów i profesorów? Przez lipiec i sierpień te kilka osób siedzi na dyżurach, obdzwania jak telemarketerzy kandydatów i pyta, czy na pewno przyniosą dokumenty, potem przyjmujemy te dokumenty, wkłada je do teczek, a następnie wszyscy spędzamy 6-8 godzin rozsyłając powiadomienia. Widok profesora, który zakleja i pieczętuje koperty przez cały dzień nie jest zbyt budujący!

Czemu dopuszcza się takie marnotrawienie kapitału ludzkiego? A potem i tak Inspekcja Pracy wlepia kary dla UW za naruszanie praw pracowniczych (angażowanie do pracy w czasie udzielonego urlopu). Tylko w post-peerelowskiej Polsce są możliwe takie bzdury! Właśnie o to chciałem zapytać panią Rektor Chałasińską - jak to możliwe, że prowadzi instytucję, w której notorycznie narusza się obowiązujące w Polsce prawo.

Jeśli o mnie chodzi, jak tylko upłynie kontrakt - zwijam manatki i wracam na Zachód! Po dwu latach jestem już w stanie depresji. Nie wiem, jak koledzy zatrudnieni tu na stałe wytrzymują to przez całe życie. W dodatku na żebraczych pensyjkach.

Może nad tym się zastanowicie, krytykując kadrę? To męczennicy polskiej nauki!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':