Już w drugim zdaniu
Państwa tekstu czytamy: "A przecież profesorowie chałturzą na potęgę ...", a dalej: "poziom studiów bywa żałosny, zajęcia się nie odbywają". Żadna z tych tez nie znajduje potwierdzenia w artykule, a w szczególności w badaniu reprezentatywnych ogólnopolskich prób studentów i wykładowców. Więcej, wyniki tego badania wyraźnie przeczą ponuremu obrazowi szkolnictwa wyższego, jaki Państwo rysują, więc najłatwiej potraktować je z ironią ("samozachwyt", "laurka", itp.). Ani przez myśl Państwu nie przejdzie, że być może założony obraz szkolnictwa wyższego nie jest taki, jak we wstępnej tezie (i w tytule całej akcji) to sformułowano? Być może tych słabych, kompromitująco słabych szkół jest niewiele, a także niewielki procent stanowią słabi profesorowie i kupujący prace dyplomowe studenci? Być może nie należy podważać i wyśmiewać wyników prezentowanego badania?
W przeciwieństwie do Państwa ma własne, blisko 30-letnie doświadczenie (w tym sześcioletnie jako dziekan) w pracy z młodzieżą uniwersytecką. Od ośmiu lat co semestr prowadzimy badania ankietowe zajęć dydaktycznych, i oceny z nich są znacznie bliższe opinii wyrażonej w prezentowanym przez Państwa badaniu sondażowym, aniżeli tezie, w którą każą nam Państwo wierzyć, wbrew faktom. Zapraszam na uczelnie i na wydziały, zapraszam na mój Wydział Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego, z którego jestem dumny. Być może dumni są z niego też studenci i absolwenci? Da się to zbadać, Państwo Redaktorzy!
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>