Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Wyjątkowo optymistycznie brzmią te wszystkie kwestionariusze i odpowiedzi wykładowców i studentów. Prawda jaka jest każdy widzi. Przykładami mogę sypać z rękawa.
Studentka filologii angielskiej myli Godota z Dodo i pisze w zeszycie "Czekając na Dodo" Samuela Becketta. A to nie koniec. Dalej jest tylko lepiej, bo dowiaduję się na zajęciach, że Jugosławia (!) leży na Kaukazie.
A moja koleżanka z grupy na konwersacjach nie potrafi napisać poprawnie Dostojewski. Normą jest, że studenci filologii nie wiedzą kto to Anais Nin i Tennessee Williams. Dlatego nie zaskakuje mnie już pytanie kolegi "Kto jest premierem Polski?".
Taka jest nędzna wartość dzisiejszej edukacji. Tylko kto z tym zrobi porządek przy takim postępie wszelkich technologii? Jak coś, to proszę mnie podpisać z imienia i nazwiska, bo te przykłady już nawet nie są śmieszne.