http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak poprawić jakość studiów? Wprowadzić opłaty

Rozmawiała Joanna Grabowska
2009-10-26, ostatnia aktualizacja 2009-10-26 01:00

W Polsce jest co najmniej 30 proc. szkół o tak niskim standardzie, że należałoby je zamknąć. Kształcą 7 do 10 proc. studentów. To ok. 200 tysięcy ludzi, których mogą przyjąć uczelnie lepsze - mówi rektor niepublicznej uczelni

SERWISY
Wyższa Szkoła Wstydu to akcja "Gazety", w której opisywaliśmy grzechy polskiego szkolnictwa wyższego. Poziom studiów bywa żałosny, wykładowcy chałturzą, studenci są słabi. Tymczasem zamówionym przez "Gazetę" sondażu PBS DGA wynikało, że studenci i wykładowcy problemów nie zauważają. Wykładowcy o sobie: przygotowani do zajęć (95 proc.), zdolni (99 proc.). Studenci o sobie: zdolni (94 proc.) Jednak co piąty przyznał, że kupiłby pracę magisterską. Normą jest też ściąganie. Ponad połowa studentów mówi, że w ich grupie się ściąga, a prawie 40 proc. przyznało, że na egzaminie wykładowca tolerował ściąganie.

Minister nauki Barbara Kudrycka przyznaje, że szkolnictwo wyższe ma poważne wady - za unijne pieniądze ministerstwo zamówiło strategię szkolnictwa wyższego do 2020 r. Pracuje nad nią konsorcjum firmy doradczej Ernst & Young oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

W "Gazecie" pisaliśmy:

* o plagiatach

* o tym, jak na państwowych uczelniach poprawia się jakość kształcenia

* co o studiowaniu w Polsce sądzą studenci z zagranicy

* jak łatwo można skusić ludzi na "lipną" uczelnię

Cały raport na wyborcza.pl

ape

Rozmowa z prof. Andrzejem K. Koźmińskim*

Joanna Grabowska: Dlaczego naukowcy i studenci są tak zadowoleni ze swoich uczelni - jak pokazywał sondaż "Gazety"? Z "Autodiagnozy..." opracowanej przez Collegium Civitas przed dwoma laty wynikało coś innego.

Prof. Andrzej K. Koźmiński: Na pewno nie jest tak dobrze, jak w tym sondażu. Ale nie wolno mówić, że jest odwrotnie, czyli skrajnie źle. Wszystko wynika z metodologii. Istnieje takie zjawisko, jak dysonans poznawczy. Ktoś, kto właśnie kupił samochód, zawsze powie, że kupił świetny. Bo to potwierdza jego samoocenę. Jeżeli na uczelni pyta się studentów, którzy wybrali ją jako miejsce nauki, albo wykładowców czy są zadowoleni, to odpowiedzą "tak". W ten sposób redukują dysonans poznawczy. Zaprzeczenie, oznaczałoby przyznanie się do dokonania złego wyboru. Żeby uzyskać ocenę obiektywną należało zapytać absolwentów, którzy są kilka lat po studiach, i zatrudniających ich pracodawców.

Ale wtedy to będzie ocena sprzed kilku lat.

- I tak będzie bardziej obiektywna. O naszym szkolnictwie wyższym krąży wiele mitów. Że to dno dna, że jesteśmy na końcu Europy, że u nas nie prowadzi się badań, króluje oszustwo itd. A to nieprawda. Znam trochę uczelni europejskich i amerykańskich. Jeżeli porównamy się z tymi mniej rozwiniętymi krajami Europy, jak Grecja czy Portugalia, to nasze uczelnie lokują się mniej więcej na podobnym poziomie. Poza tym w Polsce poprawiły się warunki, w których uczymy. I w uczelniach publicznych, i prywatnych. Prowadzi się też badania. Naszą słabością jest to, że rzadko są publikowane za granicą. Stąd kiepskie wyniki w światowych rankingach. Prawdą niestety jest, że nasi pracownicy naukowi często są "zachałturzeni" i dlatego się nie rozwijają. Młodemu naukowcowi czasochłonne publikacje i badania nie opłacają się tak, jak wykłady na kilku uczelniach. Gdy prowadzą dużo dydaktyki, zarabiają nieźle. To trzeba zmienić. Dlatego na naszej uczelni mamy nagrody pieniężne za publikacje zagraniczne.

Konkurencyjne wobec zarobków za dydaktyczne chałtury?

- Niestety, nie. Nie stać nas na to. Ale są przynajmniej zachętą.

Dlaczego wykłady na uczelniach to chałtura?

- Wykłady są chwalebną pracą dopóki mieszczą się w granicach 200-250 godzin rocznie. Przy 700 czy 800 to chałtura.

Czy my nie udajemy, że mamy wiele uczelni, a w rzeczywistości znaczna ich część to szkółki?

- W USA poza najlepszymi uczelniami jest duża grupa średnich i spora tzw. community colleges - instytucji nazywanych szkołami wyższymi, które wcale nie są lepsze od naszych. To takie półwyższe instytucje. Czy są potrzebne? Oczywiście. W przyszłości w krajach rozwiniętych wszyscy zatrudnieni ludzie będą musieli mieć wyższe wykształcenie. Zdobędą je na różnych uczelniach. Jedni na Harvardach, inni na bardzo skromnych. Są przypadki skrajne, kiedy produkt jest szkodliwy dla użytkownika. Takie uczelnie trzeba zamykać. Szybko i stanowczo.

W Polsce jest co najmniej 30 proc. szkół o tak niskim standardzie, że należałoby je zamknąć. Kształcą 7 do 10 proc. studentów. To około 200 tysięcy ludzi, których mogą przyjąć uczelnie lepsze. Kształcić ich trzeba, bo wykształcenie wyższe nie jest już czymś elitarnym. To powinien być standard.

A żeby poprawić jakość polskich uczelni należy wprowadzić powszechną współpłatność za studia. I trzeba wreszcie opracować wyraźną długofalową strategię rozwoju szkolnictwa wyższego, która nie podlegałaby politycznym zmianom. Uzyskanie lepszej pozycji międzynarodowej powinno być celem strategicznym. Tyle że bez aktywnej roli państwa i porządnego finansowania ze strony budżetu, przedsiębiorców i studentów, nie da się tego zrobić.

*Prof. Andrzej K. Koźmiński, rektor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. W najnowszych rankingach "Financial Times" ALK zajęła 36. miejsce w na liście 50 najlepszych programów magisterskich studiów z zakresu zarządzania w czterech kategoriach (przedsiębiorczość, zarządzanie, ekonomia i marketing) mieszcząc się wśród 10 najlepszych i 91 miejsce w kategorii programów zaocznych studiów MBA dla kadry kierowniczej. Od lat jest też najlepszą uczelnią prywatną w polskich rankingach

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':