Paweł P. Reszka: - Zaproponował pan profesor rozmowę....
Prof. Stanisław Michałowski, prorektor ds. studenckich UMCS: - Tak, bo chciałbym zaprotestować przeciwko temu, jak przedstawiany jest obraz lubelskiego środowiska akademickiego i jak przedstawiani są studenci. Bo mam wrażenie, że nawet niektórzy nasi pracownicy, którzy wypowiadają się na łamach "Gazety", sprawiają wrażenie, że tak naprawdę uważają Lublin za jakiś "akademicki grajdoł".
Rozumiem, że nawiązuje pan do rozmowy z prof. Ryszardem Radzikiem, socjologiem UMCS. Przypomnijmy - zwracał uwagę na to, że po wojnie nastąpił gwałtowny napływ ludność ze wsi do miasta. Nowi mieszkańcy przynieśli ze sobą swoje nawyki czy styl życia. A wieś to "środowisko konserwatywne, zamknięte, mniej nastawione na ryzyko, mniej chłonne zróżnicowanej wiedzy jako wartości samej w sobie, bierne". Profesor nie oceniał ani nie deprecjonował lubelskich studentów, zwracał po prostu uwagę na to jak pewne mechanizmy demograficzne mają wpływ na to, że lubelskie środowisko jest mniej dynamiczne niż np. warszawskie.
- Ja odniosłem wrażenie, że z tego płynie prosty komunikat: w Lublinie studiują wieśniacy, którym się nic nie chce, a gdzie indzie to dopiero jest... Tymczasem jeżdżę po różnych uczelniach i widzę, że nie mamy się czego wstydzić. Oczywiście nie ma się co równać z Uniwersytetem Jagiellońskim czy Uniwersytetem Warszawskim, ale UMCS ma swoją, silną pozycję na akademickiej mapie Polski.
Ale mimo wszystko UMCS jest uniwersytetem regionalnym - przyciąga kandydatów raczej z województwa lubelskiego i ościennych, z małych miasteczek i wsi. Być może również tu należy szukać odpowiedzi, dlaczego w dużym stopniu studenci są bierni - taki wniosek płynął z badań zleconych przez "Gazetę".
- Nie zgadzam się z tym. Po pierwsze mamy wśród naszych studentów ludzi z większych miast - choćby z Rzeszowa, Kielc a nawet z Warszawy. W porównaniu z zeszłym rokiem przyjęliśmy o tysiąc osób więcej! A przecież jest niż demograficzny. A jeżeli chodzi o bierność - są różni studenci, niektórym się chce innym nie. Nie wolno uogólniać i mówić: "lubelscy studenci są bierni". Bo to niesprawiedliwe i szkodliwe dla naszego środowiska. Poza tym, prawdziwy obraz aktywności młodych ludzi pokazałyby dopiero badania losu absolwentów. Świetnie sobie radzą. Przykład pierwszy z brzegu: mój były magistrant napisał znakomitą pracę o korupcji w samorządach i teraz jest przewodniczącym Rady Miasta w Koszalinie. Inny przykład: proszę sobie wyobrazić że studenci UMCS są na trzecim miejscu wśród polskich uniwersytetów jeśli chodzi o rywalizację sportową. To oczywiście nie mówi nam nic o obrazie całości, ale zapewniam, że nie mamy powodu do czarnowidztwa.
Gdy w ankietach zapytaliśmy studentów, jak spędzają wolny czas, okazało się, że wśród męskiej części najpopularniejszy jest pub słynący z taniej wódki...
- To tylko mała część prawdy o studentach, inna jest taka, że na UMCS jest 98 kół naukowych i wciąż powstają nowe, studenci realizują się też w ramach ACK "Chatka Żaka", jest chór akademicki, Orkiestra św. Mikołaja, zespół Tańca Ludowego UMCS czy zespół tańca Impetus.
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin