Od kilku dni w cyklu "Wyższa Szkoła Wstydu" opisujemy grzechy szkolnictwa wyższego: niski poziom studiów, słabo przygotowani studenci, chałturzący wykładowcy. Opublikowany przez "Gazetę" sondaż pokazywał, że zarówno studenci, jak i wykładowcy nie zauważają tych problemów. Jednak równocześnie co piąty student deklarował, że jest gotów kupić pracę magisterską, a co drugi, że w jego grupie się ściąga na egzaminach.
O tym, co sądzą o studiowaniu, rozmawialiśmy z czwórką studentów z największych warszawskich uczelni. Wszyscy należą do czołówki najlepszych w swoich szkołach.
Wojciech Karpieszuk: Studenci oszukują? Karol Mirota, SGGW: Zdarzają się tacy, którzy idą na studia tylko po papierek. Jeżeli w dodatku na humanistyczne na kiepskiej uczelni, to są duże szanse, że pójdą na skróty. Studiuję zootechnikę. Plagiat pracy jest niemożliwy, bo to praktycznie same badania.
Alicja Fijałkowska, UW: Nigdy nie słyszałam od kolegów, by ktoś chciał kupić pracę magisterską. Ale ponieważ studiowanie stało się tak powszechne, znajdą się tacy, którzy to zrobią.
Barbara Szmyt, SGH: Znam takich, którzy z trudem przebrnęli przez studia. Sami pracy nie napiszą.
Alicja: Dziś studiuje wiele osób, które się do tego nie nadają. Plagiatują, ściągają. Ale to jedno. Drugie - to, czy profesor toleruje takie praktyki. Nigdy nie byłam na egzaminie, na którym wykładowca pozwalał ściągać.
Basia: Przed zapisami na zajęcia studenci robią wywiad, u kogo można ściągać. Nigdy nie miałam pokusy, by zapisać się do takiego profesora.
Alicja: Na dobrych uniwersytetach nie ma przyzwolenia na ściąganie. Trzeba jednak zapytać: co zrobić, by student nie chciał ściągać.
Paweł Rzążewski, PW: Na początku studiów student powinien przejść obowiązkowe minimum, a potem wybierać przedmioty kierunkowe. Wybrałby te, które go interesują. I po co miałby ściągać?
Alicja: Weźmy poprawkę, że jesteśmy studentami dobrych uczelni publicznych. A jak to wygląda w wielu szkołach prywatnych? Jeden z moich wykładowców opowiadał, że kiedy oblał połowę roku, zadzwonił rektor: „Co się dzieje? Proszę im te trójki postawić”.
Basia: Jednego ze znajomych pracowników naukowych chcieli wyrzucić z prywatnej uczelni, bo oblał pół roku i wyszło im, że jest złym wykładowcą. Bo jak to - tyle osób nie zdaje?
Karol: Jest kilka prywatnych uczelni w Polsce, które naprawdę się rozwijają, zatrudniają najlepszych i przyciągają dobrych studentów. Ale jakość studiów na większości z nich pozostawia wiele do życzenia.
Co wam dają studia? Alicja: Interesuje mnie
Ameryka Łacińska, stosunki międzynarodowe. Pisałam pracę o Wenezueli i dzięki uczelni pojechałam tam na badania. Jestem prezesem koła iberoamerykańskiego, publikuję. Uniwersytet pomógł mi rozwinąć pasje.
Basia: Na uczelni poznałam swoje możliwości i chcę się tu dalej rozwijać. Jak wszędzie, na SGH też są ludzie, którzy przez pięć lat prześlizgują się z trójkami. Nikt ich niczym nie potrafił zainteresować. A oni sami nie szukają tego, co interesujące. Nagle na czwartym roku dowiadują się: o kurczę, jest ciekawa sprawa, a ja kończę studia.
Alicja: Studenci nie chodzą na dyżury wykładowców. Jak idą, to po to, by odrobić zaległości. Nie chodzą, by np. zapytać o jakąś ciekawą literaturę. Profesorowie, przynajmniej na moim wydziale, tylko czekają, by na dyżurze podyskutować ze studentem.
Basia: Zdarzają się i tacy, którzy zamiast z pasją wykładać, czytają z książki, a na dyżur się spóźniają. Ale to mniejszość.
Alicja: Większość czeka na inteligentnego studenta, który chłonie wiedzę.
Paweł: To nie wiedza, którą zdobywam, jest najcenniejsza. Najważniejsze jest to, że uczę się, jak się uczyć nowych rzeczy. Dzięki temu nauczę się szybko każdej nowej technologii.