Dlaczego "szybki magister" jest w cenie? Mgr T: "Po części za tą paranoję odpowiedzialny jest rynek pracy, który na byle stanowisko żąda wyższego wykształcenia (i najczęściej wszystko jedno jakiego), jakby był to jedyny dowód na 'inteligencję' pracownika. Poza tym te głupie obostrzenia, że bez magistra nie można awansować pomimo 30 letniego doświadczenia."
Maggs: "Do takiej sytuacji doprowadziły m.in. absurdalne wymagania pracodawców, którzy od ludzi rekrutowanych do wykonywania banalnych czynności oczekują tytułów naukowych.
Araya: "W Polsce nadal funkcjonuje "kult" magistrów. I choć mam średnie i umiem sporo więcej, to nie podskoczę wyżej, niż świeży mgr po "zarządzaniu i marketingu" z prywatnej uczelni."
Czego uczą uniwersytety? raptoos: "5 lat zawalania sobie dnia od 8 do 17, dzień w dzień, życia mnie nie nauczy, a 99% tego, co studenci wkuwają po nocach, nigdy się im nie przyda. Zrezygnowałem ze studiowania, kiedy do tego wniosku doszedłem."
szmatan: "Najwięcej wiedzy człowiek zdobywa w podstawówce. Na studiach poszukuje się własnej specjalizacji i uczy zaradności życiowej. Najlepiej tej zaradności uczą uczelnie typu PWR - gdzie studentów mieli się jak podłe mięso i podchodzi do nich statystycznie oraz przedmiotowo - bo tak jest w prawdziwym życiu."
Podobnie komentuje na blogu
Dariusz Chętkowski: "Prawdziwa nauka zaczyna się po skończeniu nauki, tj. po zdobyciu tytułów i dyplomów. Dzisiejsze szkoły i uczelnie - poza nielicznymi wyjątkami - tylko przeszkadzają ludziom w rozwijaniu się."
Anonimowy internauta proponuje radykalne rozwiązanie problemu niskiej jakości studiów: "Zauważcie, ze takie lipne szkoły - nie ta z artykułu, bo ona w ogóle nie istniała - to zawsze sa jakieś dziwne kierunki. Jakieś socjologie, komunikacje, zarządzania. Nigdy kierunki ścisłe ani inżynierskie. A to dlatego, ze "nauki" humanistyczne to jedne wielkie oszustwo. Studia na kierunkach humanistycznych to po prostu kpina, niezależnie od tego czy sa realizowane na UW, UJ czy jakiejś mikro-uczelni w małym miasteczku. Wszyscy narzekają na inflację tytułów naukowych, rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Wystarczy pozamykać wszystkie kierunki humanistyczne i nie zezwalać na otwieranie następnych. Gwarantuje, ze stopień nasycenia magistrów w społeczeństwie spadnie do właściwego poziomu."
Granice prowokacji Wiele komentarzy poruszało kwestię dopuszczalności takich prowokacji.
Anonimowy internauta napisał: "bardzo dwuznaczna ta prowokacja gazety. nie podoba mi się, takie 'uświadamianie' metodami dwuznacznymi moralnie (szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń i 'afer' z CBA, i zarzucanie im na lamach tej właśnie gazety podstawianie dowodów itp.). [...] Wasze metody kompletnie gubią jakiekolwiek zaufanie społeczne w Polsce. A potem artykuły, ze źle, ze społeczna pustka, itp. moim zdaniem tego typu prowokacje właśnie się ku temu przyczyniają."
a.barbarus: Proponuję następne testy dla Polaków: ogłoszenie pięknej kobiety, że odda się za darmo pod warunkiem, że mężczyzna będzie żonaty... Można też zamieścić reklamę dealera, który sprzeda najnowsze modele samochodów za połowę ich ceny fabrycznej. Wszystko to przypomina prowokacje CBA - wiadomo, że każdy da się NA COŚ skusić i chyba nie trzeba tego sprawdzać. Dowodzenie, że człowiek jest mały, pazerny, potencjalnie nieuczciwy i zły to mało ambitne zadanie. Chyba że prawdę taką odkrywa przedszkolak."
Prawdziwe założenia akcji zdemaskował internauta
Comrade, pisząc: "prawdziwy cel tej akcji, [to] ratować zmasakrowany rynek reklam, zachęcać przedsiębiorców żeby reklamowali się w GW. Przez ostatni rok nastąpiło ogromne załamanie rynku reklamowego. Gazeta mówi: reklamujcie się u nas, patrzcie jakie to skuteczne."
Zgadzasz się? Nie zgadzasz się?
Zostaw komentarz