Chiny są krajem wielkiego sukcesu gospodarczego. Każdy, kto widział ten piękny i fascynujący kraj w ciągu ostatnich lat, potrafi to docenić. Chiny są potęgą - chciałoby się, by ten kraj był również potęgą wolności.
Odwiedziłem Chiny w tym roku i uderzyła mnie druga wielka zmiana, o której rzadko pisze się w świecie - narodziła się tam niezależna opinia publiczna i zalążki społeczeństwa obywatelskiego. Liu Xiaobo, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i więzień polityczny, był jednym z twórców tej opinii publicznej i społeczeństwa obywatelskiego. Płacił za to wysoką cenę - dyskryminacji, osamotnienia, więzienia. Liu zasługuje na podziw i szacunek, jest jednym z tych ludzi, którzy przywracają wiarę w istnienie elementarnych wartości.
Jest to więc święto wszystkich dzielnych chińskich demokratów. Miałem zaszczyt spotkać wielu z nich, wielu przyjaciół laureata Nobla, niedawno w Pekinie i w Honkongu. Wciąż jestem pod wrażeniem ich odwagi, prawości i mądrych refleksji. Podziwiam ich i dzielę z nimi radość.
Podobnie czułem się przed laty, gdy Nagrodę Nobla otrzymywał Aleksander Sołżenicyn, potem Andriej Sacharow, jeszcze później Czesław Miłosz. To były nagrody wolności dla ludzi wolności, bowiem tylko wolność przynosi pokój.
Rządy komunistyczne miały kłopot z tymi nagrodami. Odpowiadały często nienawistną kampanią, kolejnymi represjami.
Przywódcy państwa chińskiego powinni pamiętać dzisiaj, że tamte chamskie i głupie ataki na laureatów Nagrody Nobla przynosiły zaszczyt atakowanym i hańbę atakującym. Z takimi ludźmi, odważnymi i szanowanymi w świecie, należy prowadzić dialog, a nie trzymać ich w więzieniach.
Wczoraj opinia publiczna świata wymierzyła akt sprawiedliwości laureatowi i jego przyjaciołom oraz policjantom myśli i strażnikom więziennym. To był dzień prawdy dla Chin - wierzę - gasnącej dyktatury i dla Chin rodzącej się wolności.
Źródło: Gazeta Wyborcza