Ludwika Włodek: Czy teraz, po Noblu dla Tawakkol Karman, łatwiej będzie obalić reżim prezydenta Alego Saleha w Jemenie?
Shathą al Harazi: - Nobel sprawi, że więcej Jemeńczyków uwierzy w sens pokojowych protestów a świat znów przypomni sobie o tym, co się u nas dzieje. Nagroda pokazuje, że Tawakkol jest wystarczająco dobra by być przywódczynią rewolucji, że nie trzeba szukać innych, wiecznie skłóconych ze sobą liderów.
Jak zareagowały władze na nagrodę dla protestującej przeciwko nim aktywistce?
- O dziwo państwowe media poinformowały komu przypadł pokojowy Nobel. To dlatego, że reżim próbuje obrócić przyznanie Nobla Tawakkol na własną korzyść. Będą teraz wmawiać, że kobieta w Jemenie mogła zdobyć Nobla bo to rząd stworzył jej warunki, żeby mogła stać się aktywistką.
A co nagroda oznacza dla zwykłych Jemeńczyków?
- Ludzie są zachwyceni tym, co Tawakkol udało się osiągnąć. Nawet tacy, którzy nie uważają kobiet za równoprawnych partnerów w życiu publicznym, nawet jej przeciwnicy. Nobel został tu odebrany jako zbiorowy sukces całego narodu.
Czy myśli pani, że walka bez przemocy, jaką propaguje pani Karman, rzeczywiście może być skuteczna w Jemenie?
- W naszym klanowym społeczeństwie, gdzie w rękach cywili jest koło 60 milionów sztuk broni, nagroda dla kogoś, kto propaguje pokojowe metody walki, to ważny sygnał. Ten Nobel doprowadzi do przewartościowania. Dzięki niemu ludziom będzie łatwiej zrozumieć, że tylko wyzbywając się przemocy można wyegzekwować swoje prawa. Skuteczniej niż uciekając się do walki zbrojnej.
Jak dalej potoczą się losy Jemenu?
- Teraz rewolucja jest silniejsza. Ta nagroda nadała jej nowego ducha. Ci którzy myśleli, że to wszystko zbyt długo się wlecze, że świat o nas zapomniał, widzą, że byli w błędzie. Teraz wszyscy widza, że nie ważne ile jeszcze przyjdzie nam protestować, świat nam się przygląda i docenia nasz wysiłek. Że Jemeńczycy nie są sami. Dostaliśmy dziś pozytywny zastrzyk.
Źródło: Gazeta Wyborcza