Cyfrowa dystrybucja (a więc sprzedaż multimediów bez tradycyjnego nośnika, jedynie w postaci plików ściąganych z sieci) święci na świecie triumfy. Powstała nawet ogromna gałąź gier tworzonych z myślą o tym, by rozprowadzać je wyłącznie przez sieć. Tymczasem w Polsce wciąż ogromna rzesza graczy nie korzysta z tej formy zakupów. Rodzimi wydawcy szybko zaczęli wypełniać tę niszę i publikują w pudełkowej postaci
gry z cyfrowej dystrybucji.
Taką właśnie produkcją jest "Hydrophobia". Czym różni się ona od innych zręcznościowych gier akcji? Wykorzystaniem wody. Akcja rozgrywa się bowiem na statku opanowanym przez terrorystów - wybuch sprawia, że woda wdziera się na pokład, a nasza bohaterka musi walczyć nie tylko ze złoczyńcami, lecz także z niebezpiecznym żywiołem. Fale przelewające się przez kolejne piętra statku robią niezłe wrażenie, tym bardziej że trudno oddać w grze zachowanie wielkich mas wody - pod tym względem twórcy z Dark Energy podołali temu trudnemu zadaniu.
Niestety, nie można tego samego powiedzieć o szczątkowej fabule i drewnianych animacjach. Jeśli dodamy do tego przykrótki czas rozgrywki (grę ukończymy w dosłownie parę godzin), okaże się, że "Hydrophobia" jest najwyżej średniakiem.