http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kamiński sam wpadł w pułapkę hazardową

Agnieszka Kublik
2011-01-06, ostatnia aktualizacja 2011-01-06 14:27

Prokuratura Okręgowa dla Warszawy Pragi umorzyła wątek przeciekowy w aferze hazardowej. Umorzyła, bo po roku śledztwa nie znalazła dowodów czy poszlak, że do przecieku w ogóle doszło.

Agnieszka Kublik
fot.
Agnieszka Kublik
SERWISY
I słusznie. Nawet najbardziej dociekliwy śledczy z sejmowej komisji hazardowej Bartosz Arłukowicz nie twierdzi, że do przecieku doszło. Mówił, że mógł to być "splot wydarzeń", który pozwolił czarnemu charakterowi afery hazardowej Ryszardowi Sobiesiakowi "na zdobycie wiedzy bądź wyciągnięcie wniosku, że coś złego się wokół niego dzieje".

O tym, że do przecieku doszło i że dopuścił się tego premier Donald Tusk przekonany jest tylko b. szef CBA Mariusz Kamiński. I zapatrzona w niego śledcza z PiS Beata Kempa (tuż po przesłuchaniu przed komisją śledczą wdzięcznie składała mu przed telewizyjnymi kamerami życzenia imieninowe).

Bo na oskarżeniu o przeciek premiera najwięcej skorzystał właśnie Kamiński. I jego partia, czyli PiS.

Kamiński poszedł w sierpniu 2009 r. do premiera z informacją o podejrzanych kontaktach polityków Platformy Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego z branżą hazardową. Zażądał, by szef rządu natychmiast wpłynął na prace nad ustawą hazardową, choć musiał wiedzieć, że to z pewnością spłoszy obu posłów PO. Czyli chciał od Tuska działań, które "wysypią" operację CBA. A Biuro pozbawią możliwości zdobycia dowodów na skorumpowanie przez Sobiesiaka Chlebowskiego i Drzewieckiego.

Bo gdyby Sobiesiak korumpował polityków PO, CBA prędzej czy później na etapie prac nad ustawą w parlamencie mogłoby trafić na obciążające ich dowody. Chlebowski, Drzewiecki i Sobiesiak zapewne są Kamińskiemu za to dozgonnie wdzięczni.

Widać dla Kamińskiego zebranie dowodów obciążających PO się nie liczyło, bo cynicznie poświęcił dobro śledztwa na rzecz zastawienia pułapki na szefa rządu. Ta pułapka to postawienie Tuska w sytuacji bez wyjścia: albo nie zrobi nic, czym narazi się na zarzut, że kryje partyjnych kolegów, albo spełni żądanie CBA, czym spłoszy Sobiesiaka i narazi się na zarzut o przeciek.

Wersja Kamińskiego w sprawie łańcuszka przeciekowego (Tusk - Drzewiecki - jego asystent - córka Sobiesiaka - Sobiesiak) brzmi wiarygodnie. Bo Kamiński spodziewał się, że tak ta informacja się rozejdzie. A CBA nie na nagrań (albo je ukryła) ze słynnego spotkania asystenta Drzewieckiego z córką Sobiesiaka w "Pędzącym Króliku", podczas którego asystent miał ją uprzedzić o operacji CBA.

Dziś jest jasne, że to Kamiński wpadł i to we własną pułapkę - stracił stanowisko szefa CBA, a bohaterom afery hazardowej trudno będzie postawić zarzuty.

Co wcale nie oznacza, że Chlebowski i Drzewiecki mają prawo wracać na polityczne salony i startować w tym roku w wyborach parlamentarnych. To, co już wiemy o ich kontaktach z Sobiesiakiem - że "biegali" i "załatwiali" mu różne sprawy - wystarczająco kompromituje ich jako polityków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 37 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    89 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':