Agnieszka Kublik: Co jest dla pana największym odkryciem komisji? Prof. Tomasz Nałęcz: - Zeznanie b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Sam dobrowolnie przyznał, że postanowił sprawdzić premiera, zrobić mu test. Z ogromnym zdumieniem patrzyłem na zeznania nie lojalnego szefa służby, który uprzedza swojego szefa o patologii, tylko szefa służby, który zastawia pułapkę na premiera.
Jeszcze bardziej niepojęte jest to, że to kluczowe zeznanie nie zostało wydobyte przez śledczych, tylko dobrowolnie złożone przez Kamińskiego.
Skoro to dla niego takie kompromitujące, to dlaczego się do tego przyznał? - Jak Pan Bóg chce na kogoś zesłać nieszczęście, to mu rozum odbiera. To typowy grzech pychy. Kamiński jest tak dumny z sobie, z tego, co zrobił, że mu do głowy nie przyszło, że robi coś nagannego. Ale zrobił, bo w cywilizowanym, demokratycznym państwie szefowi służby nie wolno sprawdzać premiera.
Premier zdał test Kamińskiego? - Tak, zachował się przyzwoicie. Podjął działania w sprawie legislacji, jakich oczekiwał od niego Kamiński. I zresztą dlatego wpadł w pułapkę szefa CBA. Bo Kamiński wiedział, że gdy tylko Tusk zainteresuje się projektem ustawy hazardowej, to spłoszy i Drzewieckiego, i Chlebowskiego. A jak ich spłoszy, to będą próbowali tuszować kontakty z Sobiesiakiem. I tak rzeczywiście się stało.
(...) Najlepszy śledczy tej komisji? - Jeśli chodzi o błyskotliwość, inteligencję, sprawność i robienie dobrego wrażenia, to najlepiej oceniam Bartosza Arłukowicza. Jest skuteczny w przesłuchiwaniu świadków konkurencji, jest jak ostra brzytwa.
Ale mam do niego zastrzeżenia. Że jak przesłuchiwał świadków ze swojego obozu i świadków z
PiS, to ten ostry skalpel zamieniał się w miękki naleśnik. Dlatego podejrzewam, że w komisji jest cichy sojusz między posłami Lewicy i PiS. Grają w rożnych koszulkach, ale do jednej bramki.
*prof. Tomasz Nałęcz, szef pierwszej komisji śledczej badającej aferę Rywina, b. wicemarszałek Sejmu, historyk; kandydat na prezydenta z ramienia PD
Cała rozmowa z Tomaszem Nałęczem podsumowująca działalność komisji śledczej - w poniedziałkowej "Gazecie".