http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I love Rysiek, Rysiek Sobiesiak

Jerzy Sawka
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 19:15

Ryszard Sobiesiak
Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ryszard Sobiesiak pokazał, że jeszcze Polska nie zginęła. Pokazał, że oprócz polityków celebrujących w programach telewizyjnych od rana do wieczora swoje role, są ludzie którzy jednorazowym wejściem na antenę robią większą karierę, bo są autentyczni.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Sobiesiak wszedł jak smok i wszystkim dał popalić. Na starcie przekłuł balon nafaszerowanego misją b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego nazywając go chłopaczkiem. I nic się nie stało. Potem obsobaczył nas dziennikarzy, nazywając swołoczą. Nie ma się co obrażać, nieraz na to zasłużyliśmy. Spostponował kreującego się na wybitnie inteligentnego śledczego Zbigniewa Wassermanna. Potem powiedział, że nikt nie będzie robił sobie jego kosztem własnego spektaklu. Mam nadzieję, że posłanka Kempa to także usłyszała, bo przecież głucha nie jest, nie? Ośmieszył komisję. Postawił na swoim i dalsze przesłuchanie odbyło się na jego warunkach.

W komentarzach po dniu Sobiesiaka, często padało, że nie radził sobie z czytaniem, że elokwencja nie jest jego mocną stroną. To bez znaczenia. Sobiesiak przyszedł na salony jako przedstawiciel ludu. Jeszcze będziemy o nim filmy kręcić. Chłopak z podwrocławskiej wsi do wszystkiego doszedł sam. Najpierw wybił się w sporcie, handlował czym się dało w Polsce, potem w Wiedniu. W końcu trafił do biznesu hazardowego, działał na styku świata przestępczego. Tam rządziły twarde prawa, to były czasy narodzin polskiego kapitalizmu. Dostał wyrok za łapówkę. A kto w Polsce nie dawał łapówek urzędasom? Wyciął las, zbudował wyciąg, ludzie się cieszą, on zarabia, pozwolenia załatwi się później, nie ma na co czekać.

Dorobił się własną pracą. Grał ostro i wygrał. Teraz gra w golfa na Florydzie, bo lubi i ma czas. Nikt mu nic nie udowodni. Sobiesiak to nie Lepper, który też przyszedł z ludu, obiecywał zniszczyć Wersal, ale tak naprawdę chciał być salonowcem do końca życia. Chodził do solarium, kupował drogie buty. Sobiesiak wpadł tylko na chwilę. Jemu salon do niczego nie jest potrzebny. Dobrze, że złożył tę wizytę. Ze wszystkich zejdzie trochę powietrza.

Nie wiem czy wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, ale ten był naprawdę fajny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 99 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    234 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':