Zaczyna się jak zwykle - „ »Polska « dotarła do dokumentu”. Owo „dotarcie” musiało być szczególnie trudne, skoro dokument wisi na stronach resortu finansów od pół roku. Potem dowiadujemy się, że Kapica popierał obniżenie podatków od wideoloterii - co sugerował w piśmie 13 maja 2009 r. resort skarbu i nadzorowany przez niego państwowy monopolista Totalizator Sportowy. Dowód? Kapica podpisał się pod owym dokumentem. W ten sposób szedł na rękę Totalizatorowi i amerykańskiej spółce G-Tech, która jest operatorem lottomatów Totalizatora, czyli dostarcza mu technologię.
Wideoloterie to nowoczesne automaty do
gry, połączone siecią informatyczną. Można na nich grać w wiele gier naraz i wygrywać duże sumy. W Polsce wprowadzono je do ustawy w 2003 r. jako grę objętą monopolem państwa, ale nigdy nie powstały. Rząd i parlament obłożyły je zbyt wysokimi podatkami i dopłatami. Inwestycja nie byłaby opłacalna. Przez kilka lat Totalizator zabiegał o zmniejszenie podatków, ale bez skutku. W ostatnio uchwalonej ustawie hazardowej rządu Tuska wykreślono w ogóle możliwość ich organizowania.
Pismo z 13 maja jest jednym z kilku, w którym resort skarbu i Totalizator proszą om obniżenie podatku od wideoloterii. Nigdy Ministerstwo Finansów tych próśb nie uwzględniło. Podpis Jacka Kapicy na owym piśmie to tzw. dekretacja. Kapica po prostu napisał, że powinien zająć się nim - czyli przygotować odpowiedź - Departament Służby Celnej resortu finansów odpowiedzialny z hazard. I postawił swoją parafę. Dekretacja, czyli polecenie, kto ma się zająć sprawą, jest na niemal każdym piśmie, jakie między sobą wymieniają resorty w sprawie ustawy hazardowej. Zresztą nie tylko jej, jest to rzecz powszechna.
Urzędnicza rutyna urosła w oczach dziennikarzy do rangi tajemnego lobbingu. Kolejny to przykład, że w naszych mediach regułą staje się niesprawdzanie faktów, formułowanie tez bez żadnych dowodów, bezkrytyczne powtarzanie rzekomych odkryć innych. Uwaga, pogrążamy się w "matriksie".