Ze znajomością Sobiesiaka i Schetyny mogło być tak, jak w znanym kawale: kibic zrobił sobie zdjęcie ze znanym piłkarzem i chwali się wszystkim, że go zna. "Ale czy on cię zna?" - pyta przytomnie oglądający.
Trudno uwierzyć, że przed 1993 rokiem Schetyna spotkał Sobiesiaka. Nie trzeba głębokiej analizy, by odkryć, że 20 lat temu ich drogi zejść się raczej nie mogły. Schetyna był wtedy jeszcze studentem, czupurnym liderem NZS na Uniwersytecie Wrocławskim, który postawił się Wałęsie. Sobiesiak żył między Polska i Austrią i dopiero przygotowywał się do inwestowania. W 1989 roku skończył w Łodzi kurs zarządzania przedsiębiorstwami i został szefem jednego z tamtejszych kasyn.
Rok później zaczyna się kariera Schetyny. Gdy pierwszym niekomunistycznym wojewodą wrocławskim zostaje Janisław Muszyński, sekretarz Wrocławskiego Komitetu Obywatelskiego Rafał Dutkiewicz przyprowadza do niego zdolnych młodzieńców z NZS. Tak Schetyna zostaje dyrektorem urzędu wojewódzkiego, a Jacek Protasiewicz - rzecznikiem prasowym.
O Sobiesiaku wtedy nikt we Wrocławiu nie słyszał. Istnieje już, co prawda, spółka Cassino Polonia (powstała właśnie w 1990 roku), ale nie jest on jeszcze jej głównym udziałowcem. Nie jest więc ani właścicielem kasyna we Wrocławiu, ani lokali z jednorękimi bandytami, ani pensjonatu Szarotka w Zieleńcu.
Trudno przypuszczać, że obaj panowie mogli się spotkać w 1991 albo 1992 roku. Schetyna był wtedy wicewojewodą wrocławskim, a Sobiesiak zaczynał dopiero rozkręcać biznes, ale poza Wrocławiem. Zresztą Szarotkę kupił dopiero w 1993 roku, wtedy też otworzył we Wrocławiu kasyno.
W 1993 Sobiesiak nawiązuje kontakty, ale czy ze Schetyną? Schetyny nie ma jednak wtedy w urzędzie wojewódzkim - zaczyna tworzyć
radio Eska. Ma pieniądze od Zbigniewa Benbenka, u którego Sobiesiak kiedyś pracował, ale wtedy już nie.
Jednak to właśnie w 1993 roku Sobiesiak nawiązuje kontakty z lokalnymi politykami. Znaczenie Schetyny nie jest wtedy duże. KLD przegrywa właśnie wybory i zaczynają się negocjacje w sprawie połączenia z Unią Wolności. Sobiesiak nawiązuje kontakty z pewną grupą polityków UW i zwycięskiego SLD. Właśnie wtedy znajomość z Sobiesiakiem zawarł m.in. Włodzimierz Mękarski z UW, szef komisji sportu w radzie miejskiej, a dziś współwłaściciel spółki Golden Play. Schetyna z tym środowiskiem był silnie skonfliktowany. Nie mógł nie słyszeć o Sobiesiaku, ale o zażyłości, znajomości czy wspólnych tematach biznesowych raczej nie mogło być mowy.
Teoretycznie takie tematy mogły się pojawić w 1994 roku, gdy Schetyna zajął się koszykówką. Ale nazwisko Sobiesiaka fatalnie się już wtedy kojarzyło. Pojawiało się w mediach w kontekście wojny gangów o kontrolę nad rynkiem automatów. Zamykano ludzi, których znał i zatrudniał. Ostrożny z natury Schetyna jeszcze bardziej izolował się od tego środowiska. Zajmował się wyłącznie koszykówką i na bazie jej sukcesów budował swą popularność i wizerunek twardego, skutecznego menedżera.
1997: politycy z kręgu Sobiesiaka kontra Schetyna W 1997 roku Sobiesiak został właścicielem piłkarskiego Śląska i namówił na zasiadanie w jego władzach lokalnych biznesmenów i polityków. Byli wśród nich głównie posłowie i radni SLD i UW, ale też np. Ryszard Czarnecki i Janusz Dobrosz. Nie ukrywali, że pozazdrościli Schetynie sukcesów, i że potęgę piłkarskiej drużyny chcą budować niejako w opozycji do jego klubu. Już takie postawienie sprawy spowodowało jeszcze większy dystans Schetyny do tego środowiska. W mediach obie strony wzajemnie się oskarżały: politycy z kręgu Sobiesiaka sugerowali, że prywatny klub Schetyny wspomaga miasto. On zarzucił im kłamstwo.
Gdy jednak w 1997 roku Schetyna został posłem, regularnie zapraszano go na piłkarskie mecze i od czasu do czasu zaproszenia przyjmował. To właśnie wtedy mógł poznać Sobiesiaka - czyli 12-13 lat temu, a nie 20. Jeśli jednak takie kontakty w ogóle miały miejsce, to z pewnością cechowały je dystans i daleko posunięta nieufność, bo Sobiesiak - choć z natury bardzo towarzyski - reprezentował środowisko jawnie wrogie Schetynie.
2002: przełom w kontaktach O pierwszych poważnych kontaktach obu panów można mówić dopiero w 2002 roku. Z inicjatywą ratowania zadłużonej już wówczas spółki piłkarskiej Sobiesiaka wystąpili wtedy wspólnie politycy i biznesmeni: Andrzej Rusko (dziś szef spółki
Ekstraklasa), Andrzej Kuchar (dziś właściciel Lechii Gdańsk), poseł SLD Jan Chaładaj i Schetyna. Negocjacje (sam Sobiesiak w nich nie uczestniczył) zakończyły się jednak fiaskiem.
Dopiero rok później, gdy klub leżał już na obu łopatkach, wynegocjowano przejęcie w zarząd piłkarskiej spółki Sobiesiaka przez koszykarską Schetyny. Od tamtej pory ich kontakty, siłą rzeczy, musiały być częste.
Pozostaje pytanie, dlaczego Sobiesiak śledczym powiedział, że zna Schetynę od 20 lat? Przypuszczalną odpowiedź na to pytanie zna każdy, kto zna też Sobiesiaka. To człowiek, który szybciej mówi, niż myśli i nie zawsze przywiązuje wagę do tego, czy to, co mówi, ma sens. Jego chaotyczny sposób mówienia najlepiej oddaje fragment podsłuchanych rozmów, gdy tłumaczył znajomemu, dlaczego wycofał kandydaturę córki z konkursu do władz Totalizatora Sportowego: "Wycofałem Magdę , bo tam KGB , CBA". Przecież ta wypowiedź też jest absurdalna, ale Sobiesiak taki właśnie jest, nawet podczas przesłuchań.
Nie uważam, że w tej sprawie najważniejsze jest to, jak długo Sobiesiak zna Schetynę, tylko charakter ich kontaktów. O czym rozmawiali na lotnisku we Wrocławiu 29 września 2008 roku? Schetyna twierdzi, że nie pamięta, co w przypadku człowieka, który bez zająknięcia recytuje składy drużyn piłkarskich polskiej II ligi z lat 70., jest zaskakujące. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że roztrzepany Sobiesiak będzie pamiętał i przed komisją powie, że rozmawiali o Śląsku.
A w to naprawdę trudno uwierzyć.