Przekaz Tuska do branży hazardowej jest jasny: nie da się was ucywilizować, ciągle stwarzacie problemy, psujecie polityków. No to was zlikwidujemy.
Czy ta ostra zagrywka wyprowadzi premiera i PO z defensywy, w której tkwi od czasu wybuchu afery z działaczami PO w roli głównej? To możliwe - komentuje Wojciech Czuchnowski
>
Dla branży hazardowej to rewolucja. Legalne automaty, na których można było wygrać do 45 zł, istniały zaledwie od 2004 r. Ale od tego czasu trwa boom - dziś jest ich ok. 48 tys. Stoją wszędzie - w centrach handlowych, barach, a nawet w kioskach i sklepach spożywczych. Spore dochody ciągnął z automatów fiskus - w 2008 r. ponad 400 mln zł. Wczoraj rząd zdecydował się położyć temu kres. Założenia do nowej ustawy o grach oznaczają, że automaty muszą zostać usunięte w ciągu pięciu lat. Skąd ten radykalny ruch?
Tusk wyjaśnił, że decyzje mają związek z ujawnieniem stenogramów podsłuchanych przez CBA rozmów byłego już szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego z hazardowym biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem. Chlebowski mówił Sobiesiakowi, że "na 90 proc. załatwi" mu korzystny kształt ustawy o grach.
W efekcie w Platformie nastąpiło trzęsienie ziemi - posady stracili Chlebowski, minister sportu
Mirosław Drzewiecki i wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld, a szef
MSWiA Grzegorz Schetyna został przesunięty na szefa klubu PO.
- Słynny telefon miał wpływ na nasze myślenie - przyznał premier. Ale ważniejsze jego zdaniem są powody społeczne. - Hazard, szczególnie w tej najtwardszej wersji, która grozi uzależnieniem głównie młodych ludzi, a często także dzieci, chcemy ograniczyć, a jeśli to możliwe - wyplenić - mówił Tusk.
- Według danych resortu finansów w krajach, w których automaty są legalne, liczba uzależnionych od nich graczy sięga 2 proc., a wśród młodzieży - nawet 5 proc. - tłumaczy "Gazecie" wiceminister finansów Jacek Kapica.
Na zwinięcie interesu automaciarze dostali pięć lat. Wtedy wygaśnie ostatnie zezwolenie na wstawianie automatów. Nowe nie będą wydawane. - Chcemy uniknąć zaskarżenia ustawy do Trybunały Konstytucyjnego - tłumaczył Tusk.
Polska będzie trzecim - po Rosji i Ukrainie - krajem, który w ciągu ostatnich dwóch lat zdecydował się ostro uderzyć w hazard.
Zanim automaty znikną, zapłacą jeszcze fiskusowi słoną daninę. Dziś podatek od automatów wynosi 180 euro miesięcznie, po zmianie ustawy wzrośnie o ponad 250 proc. - do 2 tys. zł miesięcznie. Ale rząd nawet niespecjalnie liczy na jakieś kokosy. - Część automatów może zostać usunięta, zanim minie ustawowych pięć lat - mówi Kapica.
Rząd zrezygnował z pomysłu objęcia automatów monopolem państwa. Kluczowym zadaniem nie jest zwiększanie dochodów budżetu, lecz uchronienie przed hazardem ludzi młodych - stwierdził premier.
To nie koniec restrykcji. Rząd chce też wydać wojnę hazardowi w internecie. Dziś jest on w Polsce nielegalny, ale państwo nie ma narzędzi, by z nim walczyć, jeśli serwery są za granicą. Hazardowe strony internetowe, legalne w niektórych krajach Unii Europejskiej, odwiedza wg Polskich Badań Internetu miesięcznie ok. 2 mln osób. Liczba graczy, czyli tych, którzy stale obstawiają w sieci, wg szacunków firm tej branży sięga kilkuset tysięcy. Niedawno pewien warszawiak wygrał w internetowym kasynie 1,2 mln dol. Teraz to się ma skończyć.
- Ustawa zobowiąże operatorów internetowych do blokowania stron z hazardem, a banki będą informować, kto przelewa pieniądze na konta hazardowych firm. To umożliwi karanie graczy grzywnami - tłumaczy Kapica.
Tusk zaapelował do parlamentu, aby projekt przyjął praktycznie przez aklamację - bez zgłaszania poprawek.
Posłowie są ostrożni. - Chcemy najpierw poznać opinię ekspertów, jakie będą straty wpływów do budżetu. Propozycja premiera to krok w dobrą stronę. Ale nie bardzo wiem, czy tak radykalnymi ograniczeniami osiągniemy zamierzony cel - mówi "Gazecie" szef klubu
PSL Stanisław Żelichowski. - Jesteśmy zgodni w Sejmie, że należy ograniczyć liczbę automatów. Ale trzeba to zrobić tak, żeby hazard nie zszedł do szarej strefy. Bo jeśli wprowadzi się prohibicję i podniesie cenę alkoholu, to wzrośnie produkcja bimbru - dodaje.
- Chcemy najpierw zobaczyć projekty ustawy, bo diabeł tkwi w szczegółach. Premier zapowiadał już kastrację pedofilów i do dziś jej nie ma - przypomina wicemarszałek Sejmu i wiceszef klubu
SLD Jerzy Szmajdziński. On także boi się, że automaty uciekną w szarą strefę.
- Przestrzegam polityków i dziennikarzy przed taką argumentacją - odpowiadał Tusk. A Kapica twierdził, że resort finansów ma dość sił i środków, żeby walczyć z nielegalnymi automatami.
Czy e-hazard można zablokować? Zapraszamy do dyskusji
>