Klub
PiS złożył wczoraj w Sejmie wniosek o powołanie komisji mającej zbadać zarzuty wobec działaczy PO podejrzewanych o nielegalny lobbing przy ustawie o grach. Komisja powinna też zbadać kwestię postawienia zarzutów szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu przez rzeszowską prokuraturę. - Żeby ta komisja realnie wyjaśniła sprawę, na jej czele powinien stać przedstawiciel opozycji - przekonywali rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak i b. koordynator ds. służb specjalnych
Zbigniew Wassermann.
W tym tygodniu projekt ustawy o komisji złoży też PO. Według wiceszefa Platformy Waldy Dzikowskiego Platforma będzie chciała zbadania prac nad projektem ustawy o grach od 2001 r., czyli również z czasów rządów
SLD i PiS.
Politycy PO mówią nieoficjalnie, że chcą, aby na czele komisji śledczej stanął ktoś z ich partii. W rozmowie z PAP jeden z nich powiedział, że jego klub nie może pozwolić na to, aby komisja śledcza zamieniła się w "cyrk" i "polityczny sąd nad Platformą".
Wynik tego sporu jest raczej przesądzony - Stanisław Żelichowski, szef klubu
PSL, oświadczył, że komisją powinien kierować polityk PO. Platforma ma więc w tej sprawie większość.
PiS chce, by w komisji zasiadało 9 posłów. PO i Lewica mówią o siedmiu: 3 z PO, 2 z PiS i po jednym z PSL oraz Lewicy.