Po tak długim czasie sprawiedliwość jest wymierzana innemu człowiekowi niż ten, który wykorzystał bezradność tamtej dziewczynki. Z tego co widać, nie ma tamtego Polańskiego. I nie ma tamtej dziewczynki. Jest kobieta, która publicznie mówi, że mu wybaczyła.
Jeśli dziś rozliczamy ludzi za najbardziej paskudną przeszłość, to najczęściej piętnujemy kompletnie inne osoby. Ktoś donosił w PRL na przyjaciół, współpracowników, sąsiadów? Paskudnie. Ale może sam się za to zganił? Ukarał, pamiętając o zdradzie? Może dziś jest innym człowiekiem? Albo nawet tak samo słabym, ale mimo to nigdy więcej nie doniesie?
Piotr Farfał. Miał 17 lat, gdy prowadził faszystowskie pismo. Od tamtego czasu minęło już 13 lat. I najwyższy czas przestać mu tamte świństwa pamiętać. Choć determinację w tym zapominaniu osłabia sam Farfał, trzymając się "siłowych klimatów", jak to określiła
Monika Olejnik. Gdyby w polityce trzymał się centrum, gdyby był nastawiony w życiu publicznym na kompromis, dogadywanie się, gdyby hołubił wolność swoich dziennikarzy rozliczanie go za przeszłość, od której minęło prawie pół jego życia - nie miałoby sensu.
Bezsens rozliczania po latach widać szczególnie na przykładach mniej spektakularnych niż sprawa Polańskiego. Niedawno media opisywały historię człowieka skazanego kilkanaście lat temu na więzienie. Polski sąd gdzieś zagubił jego papiery i zapragnął go wsadzić za kraty po latach. Ale ten człowiek był już kompletnie kimś innym. Ustatkował się. Urodziło mu się dziecko, które sam wychowuje. Prowadzi gospodarstwo rolne. Owszem, technicznie rzecz biorąc wsadzenie go za kratki wydaje się sprawiedliwe. Można powiedzieć banał: kara powinna być nieuchronna. Niech idzie siedzieć. Nie może się przestępcy opłacać niezgułowatość sądu. Ale przecież w kryminale znajdzie się inny człowiek niż ten skazany. I tak jak w sprawie Polańskiego ulgę poczuje wymiar sprawiedliwości.
Mnie rozliczanie dziś, po latach, i tego polskiego rolnika, i Polańskiego ze sprawiedliwością się nie kojarzy.