http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gstaad nie tęskni za Polańskim

Bartosz T. Wieliński
2009-12-04, ostatnia aktualizacja 2009-12-04 01:30

Samochód szwajcarskiej policji przed domem Romana Polańskiego w Gstaad
Samochód szwajcarskiej policji przed domem Romana Polańskiego w Gstaad
Fot. Michel Euler AP

Wczoraj Roman Polański opuścił szwajcarski areszt w Winterthur. Został przewieziony do innego. To dopiero wstęp do przeprowadzki do Gstaad, górskiego domu reżysera. Szwajcarzy chcą, by dotarł tam bez asysty dziennikarzy

W Gstaad, z elektroniczną bransoletą na nodze, będzie czakał na decyzję w sprawie ekstradycji do USA, gdzie od jest ścigany za gwałt na nieletniej. Wyszedł z aresztu, bo wpłacił 3 mln euro kaucji.

Dziś miasto będzie wyglądało jak mrowisko - telewizje i agencje ślą tam już nowe ekipy. Potok reporterów z całego świata zalał spokojny kurort już tydzień temu. Wokół domu "Milky Way", który reżyser kupił trzy lata temu, stoją wozy telewizyjne, wszędzie snują się dziennikarze.

Zdaniem Szwajcarów za kilka dni ekipy telewizyjne wyjadą, ale zostaną paparazzi, których mieszkańcy Gstaad nie chcą.

Liczące 7 tys. ludzi alpejskie miasto jest azylem bogaczy z całego świata. Z dala od zgiełku wielkich kurortów, jak snobistyczny St. Moritz. Za skromnymi drewnianymi ścianami rozsianych po okolicy domów kryją się luksusowe wnętrza. Pod nimi kilkupoziomowe podziemne garaże dla limuzyn. Domy w Gstaad są drogie. Polański zapłacił 1,6 mln franków, ale niektóre kosztują kilkanaście razy więcej.

Na alpejskich szlakach i w dyskretnych restauracjach widuje się m.in. Rogera Moore'a. Do Gstaad przyjeżdżają też ludzie biznesu, od kilku lat nieruchomości kupują zamożni Rosjanie. Tacy, którzy nie lubią pierwszych stron gazet.

Przybycie dziennikarzy polujących na Polańskiego zburzyło idyllę. - Najlepiej, gdyby siedział dalej za kratkami - mówi gazecie "Basler Zeitung" mieszkaniec Gstaad.

Reporter "Neue Zürcher Zeitung" rozpytywał mieszkańców o Polańskiego. - W piekarni potraktowano mnie oschle, podobnie w sklepie sportowym. Elektryk pytany o dom Polańskiego wskazał mi złą drogę - opowiada.

Według mediów szczególnie bardzo bogaci mieszkańcy Gstaad boją się, że gdy fotoreporterzy znudzą się Polańskim, skierują obiektywy na nich.

Między mieszkańcami a dziennikarzami wybuchają awantury o samochody parkowane na chodniku. Gdy ogłoszono, że Polański zostanie zwolniony za kaucją 3 mln euro, obok jego domu nie dało się ani przejść, ani przejechać.

- Berno nawet nas nie poinformowało, że przyjedzie tu Polański. Dowiedziałem się z telegazety - żalił się burmistrz Aldo Kropf. Jednak uspokajał mieszkańców, że reżyser nie jest pospolitym przestępcą, że będzie siedział u siebie i nie będzie z nim kontaktu.

Ale to nieprawda. Jak każdy szwajcarski więzień z obrożą Polański ma przez 20 godzin w tygodniu pracować poza domem, może też wychodzić w weekendy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':