To prof. Jerzy Bossak dwukrotnie przepychał przez komisję scenariuszową "Nóż w wodzie" (1961). I to on wybił Polańskiemu z głowy granie Chłopca, choć Polański, ponoć, przyszedłszy do niego, rozebrał się do naga i spytał, czy nie jest dość przystojny do tej roli. Bossak miał odpowiedzieć, że jest, ale jest też próżny i głupi.
Polański zaangażował więc Zygmunta Malanowicza, któremu, pewnie trochę na złość, kazał rozjaśnić włosy. W końcu sam podłożył za niego głos. Jolantę Umecką, atrakcyjną amatorkę wypatrzoną na basenie, zdubbingowała Anna Ciepielewska. Powiedziała przy okazji, że film jest okropny.
Scenariusz "Noża w wodzie" Polański pisał z kolegą ze studiów Kubą Goldbergiem i 23-letnim studentem etnografii Jerzym Skolimowskim. Początkowo nazywał się "Agrafka, fajka i nóż". Pisali w mieszkaniu Polańskiego, gdzie było gorąco, więc siedzieli owinięci w mokre prześcieradła, a Goldberg donosił soki. Zajęło im to cztery noce, rano Skolimowski chodził zdawać egzaminy do Filmówki. Wspominał potem: "Praca polegała na tym, że graliśmy trzy role na przemian. Raz Romek grał tego faceta, a ja autostopowicza, potem któryś z nas udawał dziewczynę. Pełna improwizacja".
Kobieta odchodzi Wokół "Noża w wodzie" od początku tworzono nieprzychylny klimat. Na plan na Mazurach przyjechał Zdzisław Ornatowski z "Ekranu". W reportażu pytał: "Po co i dla kogo robi się takie filmy?". Leon Niemczyk początkowo miał tu grać lekarza-dorobkiewicza, ale bano się, że środowisko medyczne źle na to zareaguje, więc jego bohater został dziennikarzem sportowym. W trakcie zdjęć, żeby nie drażnić warszawskich oficjeli jeżdżących takimi
samochodami, mercedesa zastąpiono peugeotem. W scenach we wnętrzu wozu widać, że raz ma on jasną kierownicę, a raz ciemną.
Ekipa miała wypadek samochodowy - wpadli na drzewo. U Polańskiego stwierdzono pęknięcie podstawy czaszki. W szpitalu spędził dwa tygodnie. Jego macocha Wanda wynajęła w okolicy pokój i przynosiła mu posiłki. Wypisał się na własną prośbę.
Ratownikiem na planie był kumpel z Łodzi - Wojtek Frykowski: świetny pływak, inżynier włókiennik, syn prywaciarza i rozrabiaka. Rzecz w tym, że zaraz złamał sobie rękę i nosił ją na temblaku. Polański wspominał: "Wojtek z nosem boksera i lekkim grymasem ust miał w sobie coś supermęskiego i wyglądał jak wykidajło z nocnego lokalu. Jako jeden z nielicznych z naszej grupy miał
samochód i forsy jak lodu".
Na Mazurach zastała ich informacja o nagłej śmierci Andrzeja Munka (Goldberg i Polański płakali w knajpianej toalecie), a Roman wydzwaniał do żony Barbary Kwiatkowskiej, która kręciła film w Rzymie. Jakaś życzliwa dama przysłała mu wycinek z gazety z Kwiatkowską i włoskim reżyserem Gillem Pontecorvo w nocnym lokalu. Potem przyszła wiadomość od Kwiatkowskiej, że chce rozwodu. Po Polańskim poślubiła niemieckiego aktora Karla-Heinza Böhma.
Andrzej Kostenko, asystent Polańskiego, wspominał: "Roman powiedział wtedy do mnie, żebym nie rozpuszczał planu, i zniknął na kilka godzin. Wrócił przebrany, ogolony i skoncentrowany... wznowiliśmy pracę".
Kwiatkowska mówiła w wywiadach, że mizoginiczne portrety kobiet w filmach Polańskiego są zemstą na niej, bo go zdradziła i zostawiła. Polański odpowiadał: "Nie jestem mizoginistą... ale trzeba przyznać, że one bywają strasznymi zdzirami".
Popielniczką w ekran Na wodzie pracowało się trudno. Robiąc ujęcie z góry, Jerzy Lipman, przymocowany do masztu jachtu, trzymał w ręku kamerę arriflex, a Polański ciągle pytał go z dołu, czy kadr jest ładny. W końcu Lipman mówi: "No, k..., ładny". I upuszcza kamerę, która spada do wody. Trzy dni zajęło sprowadzenie nowej, tej utopionej nie odnaleziono.
Kostenko: "Określiłbym Polańskiego jako dyktatora, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. On miał ten film przemyślany w każdym szczególe, kadr po kadrze. Część sytuacji miał rozrysowaną. Nie było żadnej improwizacji, żadnej dyskusji na temat dialogów".
W 28. urodziny Polańskiego Bossak przyjechał na plan z ministrem, bodaj finansów. Zorganizowano imprezę, na której Polański wygłosił bełkotliwe przemówienie: "Będziemy jeszcze lepiej pracować, jeszcze dłużej, dziękujemy państwu za tę wspaniałą okazję, nie stracimy ani sekundy. A wiemy, że w filmie życie przecieka przez palce". Złapał za tort, wycisnął z niego bitą śmietanę, i mówi: "O tak przecieka przez palce". Kuba Goldberg, jego asystent, wylizał mu palce z tej śmietany. Zapanowała kompletna cisza, minister osłupiał. Bossak wstaje: "No to my już pójdziemy, dziękujemy bardzo".
"Nóż w wodzie" ostatecznie scementował duet Polański - Krzysztof Komeda: "Był chłodny jak jego
muzyka. Kiedy poznałem go bliżej, zdałem sobie sprawę, że jego rezerwa jest oznaką chorobliwej nieśmiałości, pancerzem, pod którym kryje się łagodność i niezwykła inteligencja".
Legenda głosi, że podczas pokazu debiutu Polańskiego Gomułka rzucił popielniczką w ekran. Ale 100-procentowo pewne jest to, co powiedział o nim na XIII Plenum KC PZPR 4 lipca 1963 r.: „Pozory głębi psychologicznej czy filozoficznej (...), płytkie intelektualnie i poznawczo, wątpliwe lub wręcz osobliwe pod względem ideowo-wychowawczym (...), oderwanie od konkretów i warunków społecznej rzeczywistości Polski budującej socjalizm (...), pesymizm w traktowaniu losu człowieka (...), cała ta gadanina o »walce pokoleń « ma wsteczny charakter i gdyby nie położono jej kresu, mogłaby jednak wnieść zamęt w umysły młodzieży”.
Odpór Gomułce dał Bossak: "Obchodzą mnie opinie trzech kategorii ludzi: filmowców, artystów i widzów. Moim zdaniem towarzysz Gomułka nie należy do żadnej z nich. Co za tym idzie, jego poglądy interesują mnie w znikomym stopniu".
Wtedy stało się jasne, że Polański jest w PRL-u skończony. Wyjeżdża więc do Francji, bo świat go wzywa. 20 września 1963 r. na okładce tygodnika "Time" ukazuje się kadr z "Noża w wodzie" z Malanowiczem i Umecką. Film dostaje nominację do Oscara, a producent Darryl F. Zanuck proponuje Polańskiemu remake - z Elizabeth Taylor, Richardem Burtonem i Warrenem Beattym. Polański odmawia - nie rozumie, dlaczego miałby kręcić to samo jeszcze raz!
Duet idealny W Paryżu poznaje scenarzystę Gérarda Bracha (1927-2006): "Niskiego wzrostu, krótko ostrzyżony. Im dłużej z nim rozmawiałem, tym bardziej mi się podobał (...) Gérard i ja odkryliśmy u siebie wielkie podobieństwo myślenia, ten sam rodzaj humoru, to samo wyczucie absurdu".