Roman Polański, wielki polski reżyser filmowy, stał się nagle wrogiem publicznym nr 1 w Polsce i nie tylko. 31 lat po oskarżeniu go w Kalifornii o odbycie stosunku seksualnego z 13-latką został zamknięty w areszcie w Zurychu i czeka na ekstradycję do USA. Jego przypadek wywołał na nowo dyskusję o tym, czy talent to wystarczające usprawiedliwienie, aby prawo obchodziło się z kimś inaczej niż z resztą obywateli, i czy winę można odkupić bez wyroku skazującego, zwłaszcza jeśli pokrzywdzony zdążył ci już wybaczyć. To nie jest pierwszy ostry zakręt w życiu Polańskiego, te zakręty zaś - choćby Polański nie wiadomo jak gwałtownie się tego wypierał - odcisnęły piętno na jego twórczości.
Romek zwycięzca
Polańskiego najlepiej charakteryzują jego własne wypowiedzi. - "Moje życie jest widowiskiem, ja gram" - powiedział Januszowi Głowackiemu w peerelowskim wywiadzie dla tygodnika "Kultura". A w swej autobiografii "Roman" (1984, wyd. pol. 1989, jeszcze z ingerencjami cenzury) napisał: "Jak daleko sięgam pamięcią, granica między fantazją a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana. (...) Kiedy oglądałem wyścig kolarski w Krakowie, zawsze ja byłem zwycięzcą. Kiedy szedłem do kina, ja byłem bohaterem albo stojącym za kamerą reżyserem. W teatrze, siedząc na galerii, ani przez chwilę nie wątpiłem, że prędzej czy później to właśnie ja - na scenach Warszawy, Moskwy, a może Paryża - przyciągnę spojrzenia tłumu".
Co było dlań wydarzeniem przełomowym? Obóz harcerski w Bytowie koło Gdańska w 1946 r. 13-letni Polański góralską gwarą wygłosił wtedy przy ognisku monolog starego gazdy, który o swych nieszczęściach opowiada parze ceprów jadących jego fiakrem: "Pogoda była piekna, ptaski śpiwoły, a jo miołek bystrego kunika".
Wszyscy słuchali wtedy Polańskiego, wszyscy się śmiali. Nieśmiały i zawsze drobniejszy od kolegów Romek poczuł się pewny siebie: "Nim skończyłem monolog, wiedziałem, iż to właśnie chcę robić - występować przed innymi, bawić ich, rozśmieszać, być ośrodkiem zainteresowania. (...) Od tej pory o mnie zabiegano: organizowałem i reżyserowałem nasze harcerskie imprezy i grałem w nich główne role".
Z Paryża do Krakowa
Roman Polański urodził się jako Raymond Liebling 18 sierpnia 1933 r. w Paryżu, bo właśnie tam poznali się jego rodzice. Ojciec - Marian (Mojżesz) Liebling, wyjechał nad Sekwanę pod koniec lat 20., żeby zostać sławnym malarzem (malował głównie portrety). Matka - Bella z domu Katz, była rosyjską pół-Żydówką z wielkim zamiłowaniem do porządku.
Polański tak pisze o matce: "Pamiętam brzmienie jej głosu, elegancję, precyzję, gdy rysowała ołówkiem cienkie łuki wyskubywanych brwi, staranność, z jaką za pomocą szminki zmieniała kształt górnej wargi, zgodnie z ówczesną modą. (...) Pamiętam, z jaką naturalnością zareagowała, kiedy pewnego dnia wszedłem do sypialni i zobaczyłem ją nagą. Wielu ludzi mówiło mi później, że była uderzająco piękna. Była też, jak wykazała to wojna, osobą zaradną i dumną". Czy w filmach Polańskiego znajdziemy podobną do niej kobietę? To być może pani Mulwray grana w "Chinatown" (1974) przez Faye Dunaway.
Lieblingowie zamieszkali na trzecim piętrze odrapanej kamienicy przy rue Saint-Hubert 5, w 11. dzielnicy, w pobliżu cmentarza Pere-Lachaise, ale ponieważ nie wiodło się im tam najlepiej, zdecydowali się na wyjazd do Krakowa, skąd pochodził Marian. Tu osiedli na Komorowskiego 9, znów na trzecim piętrze, za domem było ruchliwe targowisko. Liebling prowadził drobny zakład produkujący zabawki i dewocjonalia.
Roman był niesfornym dzieckiem. Z przedszkola wyleciał pierwszego dnia za powiedzenie do koleżanki (czy też może do wychowawczyni, bo nawet on tego nie pamięta): "Pocałuj mnie w dupę". Anette, jego przyrodnia siostra, zabierała go do kina. Widział m.in. komedię muzyczną z Jeanette MacDonald, która w zwiewnej szacie zbiegała po schodach przy dźwiękach "Sweethearts". Zachciało mu się wtedy siusiu, ale Annette, nie chcąc stracić choćby kawałka filmu, kazała mu się wysikać pod fotel.
Getto
Przeczuwając nadejście wojny, Liebling zdecydował się wysłać rodzinę do Warszawy, bo tam będzie bezpieczniej. Ukrywali się na przedmieściach stolicy, noce spędzając w piwnicznych schronach, a Romanowi "przykazano, żeby nie zdejmował butów i w każdej chwili był gotów do ucieczki". Szybko wrócili do Krakowa.
Ojciec pracował jako metalowiec w fabryce zbrojeniowej. Matka była sprzątaczką na Wawelu - w siedzibie zwierzchnika Generalnej Guberni Hansa Franka. Przenieśli się na Rynek Podgórski, do dużego parterowego mieszkania, które dzielili jednak z czterema innymi rodzinami. Gdy w marcu 1941 r. na Podgórzu powstało getto, znaleźli się tuż obok jego muru - w ich domu zamurowano okna jednej ze ścian. Trudno się dziwić, że klaustrofobia stała się potem charakterystycznym motywem kina Polańskiego.
W getcie mały Polański widział rzeczy straszne: Niemcy prowadzą kolumnę kobiet, idąca wśród nich staruszka nie nadąża, młody oficer ją zabija. Roman wspomina: "Wpadłem do najbliższej bramy i wcisnąłem się w jakiś śmierdzący zakamarek pod schodami. Tkwiłem tam wiele godzin". Ponieważ nie miał semickiego wyglądu (był blondynem z lokami), ojciec zdecydował się wyprowadzić go poza getto i oddać do katolickiej rodziny Wilków, co pochłonęło "całą biżuterię i wszystkie oszczędności" Lieblingów.
Parokrotnie wędrował w obie strony. W lutym 1943 r. odprowadzała go matka, która rychło razem z innymi kobietami została wywieziona do Auschwitz, gdzie zginęła w komorze gazowej. Była wtedy w zaawansowanej ciąży. Tak samo zginęła babka Polańskiego - Maria Liebling. Annette przeżyła obóz.
W dniu likwidacji getta (13 marca 1943 r.) Roman był świadkiem aresztowania ojca, który wyprowadzany zdążył go jeszcze ostrzec krótkim: "Zjeżdżaj!". Pewnie dlatego Polański odmówił Spielbergowi wyreżyserowania "Listy Schindlera" (1993) - krakowskie getto to był dlań temat zbyt osobisty.
Czy byłeś kiedyś głodny?
Gdy Roman wrócił do Wilków, ci przekazali go Putkom, rodzinie dozorcy kamienicy zamieszkanej przez niemieckich oficerów. Polański sprzedawał gazety, żeby zarobić na kino, które wciąż go pasjonowało: „Jeśli wierzyć sloganowi ruchu oporu, wypisanemu na murach krakowskich kin: »Tylko świnie siedzą w kinie «, musiałem być rzeczywiście skończoną świnią. Wkrótce znałem już wyślizgane, drewniane siedzenia wszystkich sal w mieście”.
Roman kochał się w Marice Röck, niemieckiej aktorce węgierskiego pochodzenia. Ryzykował nawet wejście do kina Świt przeznaczonego tylko dla Niemców. Wcześniej ponad murem getta oglądał kroniki filmowe pokazywane na Rynku Podgórskim.
Putkowie wywieźli go do wsi Wysoka, do rodziny szewca Buchały. Opowieści Polańskiego stamtąd przypominają obrazki z "Malowanego ptaka" jego przyjaciela Jerzego Kosińskiego. Zresztą w miarę upływu lat trochę je modyfikował, co wychwycili zaraz jego drobiazgowi biografowie. Polański pisze: "Obierałem ziemniaki, nauczyłem się pleść sznur z konopi, karmiłem kury, króliki i bawiłem się z kotem". U Buchałów zajmował "coś w rodzaju komórki za oborą". Gdy kiedyś zbierał jeżyny, niemieccy żołnierze strzelali do niego z furmanki. Jadał solone kartofle i zacierki (czasem z mlekiem), Buchałowa piekła razowiec z otrębami, a latem były czereśnie i śliwki.
Źródło: Gazeta Wyborcza