Lider PO miał otworzyć Kongres Kultury Polskiej. Niestety, zamiast przyjechać do Krakowa, przysłał pełen ogólników list, przez wielu uczestników odebrany jako afront.
W sumie nie dziwię się premierowi, mógłby usłyszeć wiele gorzkich słów. Choćby o klęsce ustawy medialnej i groteskowej awanturze w telewizji publicznej, której PO biernie się przygląda. Także o tym, że państwo na kulturę przeznacza 0,5 proc. budżetu, czyli pół błędu statystycznego. O ostatnich cięciach w budżetach publicznych instytucji kultury. Nieobecność Tuska na kongresie potwierdza opinię, że jego partia nie interesuje się kulturą. Mówił o tym reżyser Michał Zadara: "Platforma ma pomysł na Stadion Narodowy, nie ma na kulturę. Nasz premier często fotografuje się z piłką. A kiedy sfotografował się ostatni raz w teatrze?".
Oczywiście premier nie musi uczestniczyć w debacie twórców i organizatorów kultury. Ma od tego ministra kultury. Problem w tym, czy wypracowane na kongresie rozwiązania znajdą poparcie polityczne. Czy, jak bywało w przeszłości, zostaną odłożone do szuflady. Minister Bogdan Zdrojewski jest zdeterminowany do przeprowadzenia reform. Mam jednak wrażenie, że jest w tej determinacji osamotniony w PO.
Kongres trwa jeszcze do piątku. Panie premierze, mimo wszystko, czekamy.
Źródło: Gazeta Wyborcza