Ta prawda znana jest nie tylko Polakom; znana jest wszystkim, także w Rosji. Tylko fałszerze historii - choć jest ich niemało - mogą negować oczywistości na temat zbrodni hitlerowskich (na przykład komór gazowych) i zbrodni stalinowskich (na przykład Katynia).
Dowodzą tego liczne prace historyków niemieckich i rosyjskich. Ci historycy, piszący prawdę o totalitarnej przeszłości, są zwiastunami lepszej przyszłości. Dokonując gorzkiego rachunku pamięci, budują lepszy świat. Należy im się - tym Niemcom, tym Rosjanom - polska wdzięczność.
Przeszłości niepodobna usunąć z polityki, bo nie można usunąć jej z ludzkiej pamięci. Historycy są jej strażnikami. Dlatego historyk rzetelny służy prawdzie, a nie wysługuje się koniunkturze politycznej, która czyni z przeszłości pałkę do uderzania w oponentów.
Jałowy jest przeto spór o to, czy mord katyński nazywać zbrodnią wojenną, czy też ludobójstwem. Kto wokół tej różnicy zdań rozpętuje awanturę polityczną, ten demonstruje pogardę dla zamordowanych i dla troski o lepszą przyszłość budowaną na prawdzie i pojednaniu. W tej awanturze nie chodzi bowiem o hołd dla ofiar, lecz o podstawianie nogi dzisiejszym oponentom.
Historyk rzetelny nie uczestniczy w jazgocie partyjnej propagandy, która rozpala nienawiść wobec wczorajszych wrogów. Historyk rzetelny uczy rozumienia historii i kontekstu; rozumienia racji nie tylko własnych, ale i cudzych. Przecież różne narody mają prawo do różnej pamięci września 1939 roku.
O historii, panowie politycy, mówiono, że jest nauczycielką życia; nie mówiono, że jest nauczycielką kłamstwa i nienawiści.
Ten banał wart jest przypomnienia w rocznicę 17 września 1939 roku.
Źródło: Gazeta Wyborcza