http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

314 filmów rocznie to za mało

Jerzy Płażewski
2012-02-23, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 18:43

Lista filmów wyświetlanych w kinach w Polsce w 2011 roku obejmuje... 314 pozycji. Niemal codziennie wchodził więc na ekrany nowy film. Skoro jest ich tak dużo, to wołanie o więcej może się wydawać nonsensem. A jednak!

Kadr z filmu 'Faust' Aleksandra Sokurowa
Fot. materiały organizatora
Kadr z filmu 'Faust' Aleksandra Sokurowa
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Przez długi czas Polska szczyciła się najlepszym repertuarem kin. A było to - co może brzmieć zaskakująco - za poprzedniego ustroju. W PRL-u o imporcie filmów decydowali bowiem wcale nie politrucy, tylko znający się na rzeczy krytycy. Dowód? Filmy pokazywane w Cannes przyjęto uznawać za śmietankę kinematografii. I z tych filmów w 1956 r. wyświetliliśmy prawie 90 proc., w 1963 - 100 proc., a w 1981 - wciąż ponad 90 proc. Potem przyszła zapaść stanu wojennego, a w latach 90., gdy repertuar układać zaczęła ręka rynku, odsetek ten spadł, bywało, nawet do 17 proc. Ostatnio podskoczył do 50 proc., co jednak ciągle lokuje nas w połowie drogi do stanu sprzed lat kilkudziesięciu.

Dostęp do wielkiej części światowej kultury filmowej mamy zatem mocno ograniczony. Dlaczego?

Postanowiłem spisać same tylko znane mi osobiście filmy wybitne, a w polskich kinach niedostępne. Rozpoczynając od roku 2006 i jadąc wstecz do roku 2001, naliczyłem takich 88! A przecież nie widziałem zapewne nawet połowy dzieł kwalifikujących się do tej kategorii. Wspomnę tylko, że chodzi np.o cztery filmy Erica Romera czy o uznawane za majstersztyki: "Przepustkę" Bertranda Taverniera i "Dni chwały" Rachida Bouchareba. Nie sprowadzono ostatniego filmu Antonioniego, z 13 filmów Morettiego pokazano tylko dwa. Podobnie z Benignim i Avatim. Z kilkuset filmów rosyjskich powstałych po upadku ZSRR nie kupiono najlepszego - "Kukułki" Rogożkina. Z ostatniego Cannes znowu trzy nagrodzone filmy nie zostały do polskich kin kupione, o nienagrodzonych nie wspominając.

Wydobycie się z repertuarowego dna zawdzięczamy ostatnio procedurze Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej - dystrybutor, który sam wybrał i kupił film, może zwrócić się o dotację do Sieci Kin Studyjnych. Jeśli ta także uzna film za ciekawy, oferuje pieniądze na kopie, plakat i w ogóle reklamę. Tylko że najpierw to dystrybutor sam musi zaryzykować kupno.

Aby nie przegapiać wybitnych dzieł, postuluję stworzenie listy filmów, których kupno gwarantowałoby dystrybutorowi przyznanie dotacji. PISF, odczekawszy pewien czas na spontaniczne zakupy dystrybutorów, wciągałby na taką listę godne uwagi, ale pominięte przez nich najnowsze filmy. Inną stroną tej akcji powinno być kompetentne spisanie najbardziej dotkliwych zaległości, by je nadrobić.

Bo najlepszy repertuar to nie wiele filmów jakichkolwiek, tylko jak najwięcej najwybitniejszych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':