http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po Berlinale. Arcel: "A Royal Affair" to kostiumowe widowisko w stylu Dogmy

Rozmawiał w Berlinie Paweł T. Felis
2012-02-20, ostatnia aktualizacja 2012-02-19 18:23

Rozmowa z Nikolajem Arcelem, scenarzystą nagrodzonym Srebrnym Niedźwiedziem za najlepszy scenariusz "A Royal Affair" (wspólnie z Rasmusem Heisterbergiem)

Nikolaj Arcel
Fot. Markus Schreiber AP
Nikolaj Arcel
Chyba każdy Duńczyk zna opowieść o "szalonym" królu, jego żonie i jej kochanku doktorze. Duńska historia jest dość bezbarwna, a to jedyny tak efektowny jej moment, w szkole bez przerwy się do niego wraca. W świadomości ludzi funkcjonuje to jednak jako historyczna opera mydlana i choćby dlatego warto było zrobić ten film - pokazać detale, polityczno-społeczne niuanse.

Jak na kostiumowe epickie widowisko produkcja okazała się bardzo tania. Pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do kolegów z Dogmy, którzy przychodzą na plan i pytają: "To co dziś robimy, gdzie stawiamy kamerę?", lubię mieć wszystko zaplanowane. A jeśli dobrze planujesz, dużo oszczędzasz. Paradoksalnie jednak, nasz film planowaliśmy jako kostiumowe widowisko w stylu Dogmy - dużo ruchu, powietrza, współczesnego rytmu, za to bez popisywania się pięknymi strojami czy wymyślną choreografią.



Najtrudniej było obsadzić chorego króla - wtedy uważano go za szalonego, dziś powiedzielibyśmy, że mógł cierpieć na ADHD połączone ze stanami depresyjnymi. Ale na castingu zjawił się Mikkel Boe Folsgaard [Srebrny Niedźwiedź dla najlepszego aktora] - zupełnie nieznany chłopak, jeszcze nie skończył szkoły aktorskiej. Był świetny, a poza tym zadziałała moja pycha: jestem pewien, że ma przed sobą wielką karierę, a to ja już zawsze będę tym, który go odkrył!

Reżyserowanie to przygoda, ale jestem uważany za scenarzystę. Głównie dzięki "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", którego wersji amerykańskiej do dzisiaj nie widziałem. Pracowaliśmy z Rasmusem Heisterbergiem nad tym scenariuszem długo i ciężko, więc boję się: a jeśli zobaczę film Davida Finchera, którego uwielbiam, i będzie lepszy?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':