Są takie chwile, w których recenzent może tylko zaapelować do zaufania czytelników. Z częścią z państwa znam się przecież nie od wczoraj - jeśli mój gust choć trochę pokrywa się z waszym, to zaklinam, idźcie do kina na ten film!
Idźcie w ciemno, najlepiej nie szukając więcej informacji, bo choć "Hugo i jego wynalazek" to nie jest kino akcji, to jednak następują tu pewne zwroty fabularne, którym lepiej dać się zaskoczyć. Ja właśnie tak zrobiłem i znaczną część seansu spędziłem, wahając się między zachwytem a osłupieniem.
Na poziomie bardzo ogólnego streszczenia "Hugo" wygląda na coś zbyt udziwnionego, żeby to się mogło podobać. A jednak.
Paryż, wczesne lata 30. Na paryskim dworcu Montparnasse mieszka 12-letni sierota Hugo. Zajmuje służbową pakamerę po swym wuju, który, zanim zapił się na śmierć, nakręcał zegary na dworcu, co teraz robi sam Hugo.
Hugo przechowuje w pakamerze swój jedyny skarb: automaton, czyli mechanicznie sterowaną kukłę, którą odnalazł jego ojciec, zegarmistrz mechanik. Ojciec próbował naprawić maszynę, ale zginął w pożarze. Chłopiec liczy na to, że jeśli dokończy to dzieło, automaton przekaże mu ostatnią wiadomość od ojca.
I tyle właściwie wolno wiedzieć o tym filmie przed pójściem do kina. Teraz już muszę przejść do ogólników, a więc zauważyć, że film świetnie wykorzystuje technikę 3D. Trochę jak w "Avatarze" Camerona, jest efektownie, a nie efekciarsko - parę razy może się nieźle zakręcić w głowie. Oszałamia już pierwsze ujęcie, w którym najpierw widzimy Paryż z lotu ptaka, a potem tym lotem gładko wlatujemy na dworzec, szybując po peronie między aktorami i statystami. Jak oni to nakręcili?
Kiedy ostatni raz zadawałem sobie to pytanie w kinie? Chyba dziesięć lat temu na "Władcy pierścieni". A to pytanie w kontekście "Hugo" jest ważne, bo ten film przynosi refleksję nad sztuką i techniką w ogóle, a na wyższym poziomie abstrakcji - nad sztuką filmu i techniką filmową.
Bo to jest w nienachalny, ale bardzo inteligentny sposób film o filmie. O tym, po co chodzimy do kina. I dlaczego kino prostym trikiem, w którym nie ma żadnej magii, potrafi wywołać śmiech, płacz, wzruszenie, przywrócić nam siłę do walki z codziennymi troskami.
Sam automaton jest przepiękny. Przypomina najwspanialsze lalki z dorobku braci Quay. Efekty specjalne w 3D z kolei przypominają dorobek braci Wachowskich, a slapstickowy humor - zwariowane komedie braci Farrelly.
"Hugo" waha się między wyciskaczem łez a komedią (a do tego między fantastyką a realizmem - i prawie do końca nie wiemy, co przeważy). Mistrzowską śmieszno-smutną rolę gra tutaj Sacha Baron-Cohen - strażnik stacji, postrach chłopca. Baron-Cohen, pamiętny Borat, Bruno i Ali G, tu stworzył kreację wręcz chaplinowską. Jeśli dopadnie Hugona, chłopiec wyląduje w sierocińcu, a automaton na złomowisku. Na szczęście ściga go z komiczną nieporadnością, jest bowiem inwalidą, weteranem I wojny światowej. W związku z tym, kiedy Baron-Cohen zamiast nas śmieszyć, zechce nas wzruszyć, przychodzi mu to zdumiewająco łatwo. Trochę mu w tym wprawdzie pomaga Howard Shore swoją muzyką, ale ilu komików potrafiło w sekundę od slapstiku przejść do melodramatu?
Skoro chwalimy aktorów, to bądźmy sprawiedliwi. Hugona gra wspaniały Asa Butterfield, który ma już na koncie rolę w "Chłopcu w pasiastej piżamie", a wkrótce zagra w ekranizacji "Gry Endera".
W wyjaśnianiu zagadki automatona chłopcu pomaga Isabelle, dziewczynka w jego wieku (Chloe Grace Moretz, czyli Hit-Girl z "Kick-Assa"). Tak jak Hugo kocha kino, tak Isabelle kocha literaturę, dlatego gdy starsi ją o coś pytają, udziela odpowiedzi typu: "To długa historia, naszpikowana peryfrazami".
Wśród dorosłych w rolach dużych i małych pojawiają się jeszcze Ben Kingsley, Jude Law, Christopher Lee i Michael Stuhlbarg (znany z "Poważnego człowieka" braci Coen). A jako gwiazdy na gościnnych występach - legendarny gitarzysta Django Reinhardt, naprawdę grywający wtedy w Paryżu, oraz Georges Mélies, jeden z pionierów kina, autor słynnej "Podróży na księżyc".
Jeśli nie mają państwo zaufania do mnie, to może chociaż do tego gwiazdozbioru. I do Martina Scorsese, który to wszystko kapitalnie opowiedział.